Actions

Work Header

YN x Gaunter oDim

Entire Work

Work Text

Powiadali, że w Toussaint nie trzeba obawiać się o własne życie. Piękna, bajeczna i roztańczona kraina od zawsze zapewniała mieszkańcom dobry byt, a także zabawę. Słynęła ze spokoju, tradycjonalizmu i rycerskich wartości. Od lat, najmłodsi, jak i najstarsi, oczekiwali z niecierpliwieniem na nadchodzące święta lub ekscytujące turnieje. Wszystko opływało winem, a krajobrazy wręcz zachęcały do rozłożenia się na środku polany i rozkoszowaniem się naturą.Gdyby choć jedna osoba ostrzegła czerwonowłosą o ciemnych zakamarkach tego miejsca. Kiedy słońce zachodziło, a każda świeczka była zdmuchiwana na noc, coś czaiło się w ciemnościach. Coś, o czym nikt nie chciał myśleć i doznać na własnej skórze.Julia od kilku, dobrych minut męczyła się z metalową kłódką. Odkąd kupiła niewielką gospodę na przedmieściach, zawsze o dwudziestej trzeciej denerwowała się na stary, zniszczony przedmiot. Przy zapięciu ze sobą spustów, musiała użyć więcej siły, niż powinna. Oczywiście, zaopatrzenie się w nową kłódkę było na jej liście do zrobienia. Od sześciu miesięcy wmawiała sobie, że załatwi tą sprawę następnego dnia.Gdy drzwi zostały odpowiednio zabezpieczone, odetchnęła z ulgą. Podniosła niewielki koszyk z jedzeniem oraz butelką dobrego rocznika słodkiego trunku i ruszyła na główną ścieżkę. Jej chatka była oddalona o trzysta, może czterysta metrów. Była pewna, że jeśli ktoś zapaliłby świecy w kuchni, już stąd dałoby się to dostrzec.Wszędzie panowała cisza. Zapewne na rynku towarzystwo wciąż się trzymało i mieli zaplanowane znacznie dłuższe spotkanie. Tutaj wyglądało, jakby czas się zatrzymał. Koniki polne brzmiały w trawie. Kilka kur gderało przy kurniku, a wiatr wesoło powiewał kosmyki jej włosów. Niekiedy tylko bezpańskie psy zaczynały wyć, jakby chciały się porozumieć. Kobieta przypatrywała się znajomym budynkom w czasie wolnego spacerowania. Już na pamięć znała wszystkie pobliskie kolory ścian oraz część gospodarstwa na przodach posiadłości. Nie było sąsiada, z którym nie miała dobrego kontaktu. Z wieloma złapała bliższy kontakt i zdawało się, że są nawet przyjaciółmi. Gdy byli zwolnieni ze swoich wiejskich obowiązków, gościli się u kogoś i zaczynali partyjkę kart lub ciekawą dyskusję. Niebieskooka często opowiadała im o różnych nowinkach naukowych albo o ciekawych przypisach zielarskich, gdy znalazła coś godnego uwagi w starych księgach. Ta myśl ocieplała jej serce. Już niejednokrotnie żyła samotnie, w strachu oraz dyskryminacji. Nigdy by nie pozwoliła, aby wrócić do chłodnego i niepokojącego Novigradu. Nie da się jednak ukryć, że nie tylko tam człowiek wśród przepełnionych uliczek oraz targowisk potrafił poczuć się, jak największy wyrzutek. Kontynent był przepełniony takimi strefami. Dlatego Toussaint wydawał się od zawsze taki... wolny, przepełniony tolerancją i empatią. Każdy, kto tu trafił, nawet przypadkiem, zakochiwał się w otoczeniu. A ci, którzy nigdy nie mieli domu, tu mogą odnaleźć swój kawałek świata.Przemyślenia o teraźniejszym, jak i dawnym życiu przepełniło jej umysł całkowicie. Nie zdawała sobie sprawy, że od momentu wyjścia z miejsca pracy była obserwowana. Ciemna postać ciągnęła się za nią w jej cieniu, nie dając nikomu poznać o swojej obecności. Dopiero, gdy przypadkiem kopnął niewielki kamień, zdradził swoją pozycję.Julia nonszalancko zerknęła przez ramię. Myślała, że to niewinne przesłyszenie się. Niestety zajęło jej to chwilę, moment za długo, gdy zorientowała się, w jakiej niekorzystnej sytuacji się znalazła. Przed nią stał olbrzymi, wysoki mężczyzna. Trzymał kurczowo w prawej dłoni scyzoryk. Z pewnością kilka palców musiało mu zblednąć z uwagi, jak mocno ściskał drewnianą rączkę. Powoli podniósł ją do góry. Rzemieślnicze narzędzie nie miało długiego ostrza. Aczkolwiek w blasku księżyca, prezentowała się jego ostrość. Pewnie nikt nie spodziewał się, jak ze spotkaniem z ludzką skórą mógł zrobić słodką krzywdę.— Zrobisz, co ci każę. — odezwał się wreszcie. Jego głos był niski, ochrypły. Nie wyglądał na rozbawionego lub podekscytowanego wizją rabunku. Zresztą, nie miała nic przy sobie czegoś wartościowego. Oddałby mu swoje jedzenie za darmo, tylko żeby ją zostawił w spokoju. Tępo się jej przyglądał. Nie poruszał się. Nawet wyraz twarzy miał identyczny od chwili ich spotkania. Julię przeszły ciarki po całym ciele. Chciała coś z siebie wydusić. Błagała w myślach o jakiś ratunek.Nie znała go. Miał na sobie płaszcz z nieznajomymi jej barwami. Musiał być przejezdnym lub kimś zupełnie nowym w tej okolicy. Dlaczego trafiło na niej? Co zrobiła w życiu, że teraz spotkała szaleńca?Kiedy wydał jej rozkaz o zejściu ze ścieżki, pozostawieniu swoich rzeczy i części ubrań, znieruchomiała. Był uzbrojony, silniejszy, groźniejszy, a ona... była taka krucha i wystraszona. Jednak nie słuchała się go. Stała twardo, szykując się na jakikolwiek atak. Na najgorsze. Szykowała się, że za kilka sekund wyrwie się z jej gardła głośny krzyk bólu. Wiedziała, że ktokolwiek zareaguje. Rozjaśni się w domkach. Może nawet i kilka sąsiadów wyjdzie zaniepokojonych.Kiedy nieznajomy powtórzył jeszcze kilka razy swoje poprzedni słowa, poruszył się nerwowo. Julia go nie słuchała. To go rozwścieczyło. Rzucił się na bezbronną kobietę, mając na uwadzę, by skrzywdzić ją za brak posłuszeństwa. Dziwny spokój opuścił go, a pojawiła się prawdziwa złość. Pewnie nawet nie sądził, że ktoś może się go nie posłuchać. Kobieta wtedy nie wiedziała, czy była na tyle dzielna i odważna, czy nierozmyślna.Każda sekunda przelatywała jak mignięcie światła, ale zarazem ciągnęła się w nieskończoność. Zdążyła zamknąć oczy. Czuła, że jest coraz bliżej. Cała się trzęsła oraz każdy mięsień w jej ciele boleśnie się spiął. Szykowała się na atak i chwilowe cierpienie.Wtedy... nic się nie stało. Nie czuła bólu, ani ostatecznego spokoju. Jej serce biło ciężko, a ona sama była zbyt przerażona, aby rozszerzyć powieki. Co się tu działo? Czy agresor się rozmyślił? Sekundę temu czuła jego obleśny oddech tuż przy swojej twarzy. Nie byłby w stanie tak szybko się wycofać i zachować taką ciszę wokół siebie.— Nie bój się. — odezwał się kolejny męski głos. Nie minęło nawet kilka minut, a ona już miała dość rozbrzmiewanych niskich tonów w uszach. Przez całe życie żaden mężczyzna się na nią nie spojrzał lub zaczepił. A dzisiejszej nocy codzienność odwróciła się do góry nogami.— Jesteś już bezpieczna. — zagadał nieznajomy, którego nawet jeszcze nie ujrzała. Wciąż stała w miejscu. Dopiero gdy poczuła ciepłą dłoń na swoim ramieniu, coś się w niej poruszyło.Odważyła się i spojrzała wokół siebie. Otoczenie wyglądało nieco... inaczej. Najbliższe obiekty zdawały się rozmyte i przyciszone w kolorach. Ona sama czuła się, jakby za chwilę miała zemdleć. Nie wiedziała, czy przez emocje, czy ten niespodziewany stan. Zrobiła kilka kroków w tył. Rozbójnik zawiesił się w bezruchu. Czas się zatrzymał. Liście nie poruszały się w delikatny sposób. Wiatr nie otulał jej rozgrzanych policzków. A niektóre zwierzęta zatrzymały się w najróżniejszych pozycjach.— Nic nie rozumiem... Kim jesteś? Czym jesteś? — drugą część pytania zadała znacznie ostrożniej. Nie dziwiła się na sam fakt istnienia kogoś nadprzyrodzonego. Za dużo widziała w życiu, aby magia lub najróżniejsze stworzenia sprawiały w niej strach, lub przerażenie. Ale on... To było zupełnie coś innego. Już wiedziała, że bez problemu władał czasem. To jedna z najpotężniejszych mocy, jakie mogła sobie wyobrazić. Dlaczego więc, tak wielki człowiek, jak on, znalazł się w małej wiosce?— A czym ja nie jestem? — zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową. Rozpromieniała od niego aura tajemniczości. Gdy stał tak blisko, dech zapierało w piersiach. Jego wyniosła postawa, uniesiona głowa oraz uśmiech. Nawet teraz Julia mogła przyznać, że ten uśmiech mógłby zmiękczyć jej kolana. Może nawet to już się działo. — Potrzebujesz pomocy, panienko? — zagadał, zmieniając temat na całkowicie inny temat. Zerknął przelotnie na mężczyznę. Nie był wzruszony, jakby takie rzeczy widział codziennie. A także codziennie ratował kobiety z problemów.— Tak, proszę, zrobię wszystko w zamian. — odpowiedziała bez namysłu. Wciąż znajdowała się w zasięgu ostrza. Gdyby o'Dim prysnął palcami, zapewne by leżała martwa w kałuży krwi. Mogła przystąpić na jakąkolwiek propozycję, tylko żeby przeżyć. Nie mogła mieć pojęcia z kim rozmawia. I jak jej słowa zostaną odebrane oraz wykorzystane.— Wszystko? — mały błysk pojawił się w jego spojrzeniu. A także nutka ciekawości. Był nią zaintrygowany i chciał jej to pokazać. Może tylko w nieco lepszych warunkach.— Dobrze. W takim razie... — pokręcił kilka razy nadgarstkami wokół własnej osi, a kości w charakterystyczny sposób pstryknęły. Wyciągnął z pochwy niewielki miecz i bez żadnego zamachu lub popisowych ruchów wbił go w czaszkę bezbożnika. Julia krzyknęła z przerażenia, wywróciła się. To się nie działo naprawdę. To musiał być jakiś chory koszmar. Pocieszała się w myślach, że za moment się wybudzi, koguty zaczną piać, a ona podniesie się spocona z łóżka. Podziękuje wszechświatowi za pobudkę i spróbuje o tym zapomnieć.Nawet gdy uszczypnęła się kilka razy w ramię, wszystko pozostawało, tak jak było. Ona bliska płaczu, sadystyczny magik i martwy rabuś. Podszedł do niej. Patrzył się na nią troskliwie i z jakąś niewyjaśnioną czułością. Najprawdopodobniej domyślał się, jak może teraz się czuć i chciał to jakkolwiek załagodzić. Pokazać, że to tylko dla jej dobra. Przecież tego chciała. Przyjęła jego pomoc.Dotknął ponownie jej ramienia. Nic nie powiedziawszy, przymknął oczy i sekundę później świat wrócił do swojego poprzedniego trybu. Martwe ciało już doszczętnie opadło bezwładnie na piach, a oni przeteleportowali się. Kiedy podróż dobiegła końca w przytulnym, niewielkim domku, Julia opadła na drewniane podłogi, podtrzymując się na dłoniach. Wypluła trochę żółci oraz śliny. Uderzyły w nią zawroty głowy. Czuła się tak osłabiona. Chciała opaść, zasnąć pomimo niewygodnego posłania i prawdopodobnego zmarznięcia.— Już dobrze — powiedział o'Dim. Podał jej szmatkę oraz pomógł wstać, aby przeniosła się na łóżko — Prześpij się, poczujesz się raźniej. — zaproponował. W międzyczasie zaczął ściągać jej obuwie. Mówił ciągle do niej, choć czerwonowłosa już pod wpływem ciepła oraz grubych pierzyn, przesypiała. Z trudem wsłuchiwała się w pocieszające słowa. Bez walki, gdzie w innych okolicznościach na pewno by to zrobiła, pozwoliła mu ściągnąć z siebie główną odzież, by nic ją nie ugniatało w czasie snu. Tak dobrze o nią zadbał.Słodki zapach ziół roznosił się po całym domku. Z pokoju obok dało się słyszeć ciche, skaczące iskierki ognia w kominku. Ptaki ćwierkały za oknem, a na łoże przebijały się ciepłe promienie słońca. Dzisiaj na niebo nie dało się zauważyć ani jednej chmury. Piękna wiosna dawała o sobie znać z każdej strony. Nawet pogoda była z tym zgrana.Julia się obudziła. Rozkoszowała się wieloma rzeczami dookoła, a szczególnie ciszą. Dopiero po chwili zrozumiała, że coś jest nie w porządku. Nie znajdowała się w swoim domku, a wspomnienia z nocy wydawały się jak za mgłą. Akurat wtedy do pokoju wszedł jej zbawiciel. Uśmiechał się radośnie, a na mały stoliczek nocy położył tacę w niemałym kielichem herbaty oraz kilkoma kanapkami.Cały dzień przegadali. Kobieta obawiała się o jej nagłe zniknięcie z miejsca zamieszkania, dziwna, na pierwszy pozór, niewinna śmierć człowieka oraz pewnie mieszkańcy znajdą jeszcze kilka innych powiązań. On na całe szczęście ją skutecznie uspokajał. Miał do tego dar, ponieważ po kilku zdaniach ta rzeczywiście kiwała przekonaną głową o jego racji. Obiecywał, że już jutro wróci do siebie, ale dzisiaj obowiązkowo musi nabrać sił.Tak miło mijał im czas aż do wieczora. Nim się obejrzeli, leżeli obok siebie, a Julia z pełną pasją opowiadała o swoim życiu w Toussaint, jak i w innych częściach świata. Ten słuchał uważnie, czasami coś sam wtrącając w jej opowieści. Sprytnie zwiększał między nimi kontakt fizyczny. Zaczęło się od niewinnych muśnięć dłonią lub nogą. Później kilka razy poprawił kosmyk jej długich włosów, aż w końcu wsunął dłoń między jej uda. Kobieta momentalnie zachłysnęła się powietrzem. A na policzkach wystąpił rumieniec.— Nie przeszkadzaj sobie — mruknął nieprzejęty. Jego palce wędrowały po większej części jej nogi, a ona już straciła wątek w rozmowie i koncentrację. Zauważała wcześniejsze, niewielki gesty, aczkolwiek uznawała je za wymysł własnej wyobraźni. Nawet gdy starała się kontynuować swoją opowieść, wzrok nie opuszczała z jego dłoni. Były tak delikatne, kojące dla drugiego ciała. Z jednej strony chciała je teraz poczuć na całej sobie, jednak głos rozsądku podpowiadał coś zupełnie innego.— Gaunter. — westchnęła. Szarpały ją emocje. Pozwolić, aby to dalej się ciągnęło, czy skutecznie zakończyć? Jej ludzki umysł nie zdawał sobie sprawy, iż ten wieczór od niecałej doby był jej przeznaczony. A może już coś dawniej było zapisane w gwiazdach?Dotknęła jego ramienia, a później policzka. Uśmiechnął się do niej, już nie pierwszy raz tego dnia. Wpatrywał się w jej błękitne oczy, takim spojrzeniem, iż Julia nie wiedziała, czy ma się czegoś bać, czy to wręcz komplement. Ten mężczyzna przez cały czas wzbudzał tak sprzeczne komunikaty.Kiedy rozmyślała o tym wszystkim, o'Dim nie marnował ich czasu. Przybliżył się, a niemalże pochylił się nad nią. Ich nosy niemal się stykały, a Julii coraz bardziej brakowało powietrza. Co miała zrobić ze sobą lub swoim ciałem? Czekała tak bardzo zniecierpliwiona na jego kolejny krok. A on, jakby to wszystko wyczuwając, drażnił się z nią. Swoje udo przybliżył znacząco do jej krocza, nieco na nie napierając. Robił to z takim spokojem, rozwagą. Jakby wiedział, jak zająć się swoją nową towarzyszką, ale upewniał się, czy z pewnością postępuję właściwie.— Gaunter, proszę... — szepnęła błagalnie. Poczuła dziwne ciepło, mrowienie tam, gdzie ich ciała się spotykały. A takich miejsc pojawiało się coraz więcej. Jedną dłonią chwycił jej biodro, a drugą wsunął na jej szyję. Nie minęła chwila, a ten pocałował ją. Znacznie mocniej i stanowczo niż wszystko inne przed chwilą. Zadecydował o następnym ruchu, tak jasno, iż nawet Julia nie miała żadnych wątpliwości. Przez nabuzowanie, ekscytację i napięcie kobieta odwzajemniła czułość. Jego usta smakowały tak dobrze. Pragnęła, aby ta chwila się już nigdy nie kończyła. Oni w ogromnym łożu przy świecach i pięknie pachnącej roślinności.Atmosfera stawała się coraz intymniejsza. Pozbyli się z siebie górnej garderoby. Kobieta nie zorientowała się, kiedy została ułożona płasko na materacu i głaskała go po głowie, gdy Gaunter schodził pocałunkami coraz niżej. Zaczynała oddychać nieco głębiej, śmiać się pod nosem i dawała się ponieść uczuciu. Kilka minut później ciuchy leżały w kącie pokoju, a oni patrzyli na siebie z różowymi policzkami. Choć tak bardziej wyglądała kobieta. O'Dim niespodziewanie pochylił się i wyciągnął ze spodni nóż, którym wczorajszej nocy zabił człowieka. Był już czysty i nawet nie dało się dostrzec śladów zbrodni, jaką nim dokonano. Teraz prezentował się znacznie lepiej. Pewnie wiele osób zazdrościło mu takiej "zabawki". Nie zdawało się tanim wyrobem byle jakiego rzemieślnika. Rączka była idealnie wyrobiona, a ostrze zachwycało. Podrzucił go, by następnie szybkim ruchem złapać. W jego oczach błysnęło coś... szatańskiego, nieznanego zwykłemu człowiekowi.— Teraz... — zaczął z bezwstydnym uśmiechem — Odwdzięczysz się skarbie, dobrze? — Kiedy dostrzegł jej zmarszczone brwi, pokręcił rozbawiony głową — "Tak, proszę, zrobię wszystko w zamian" — zacytował ją. — Nie pamiętasz już?W ostatnim pytaniu kryła się nutka zaskoczenia, jak i stanowczości. Nie dałby jej o tym zapomnieć. Podsunął ostrze pod jej brodę, aby uniosła ją ku niemu. Patrzył na nią z góry i czuł się z tym tak dobrze. Miał przed sobą kobietę, która teraz była tylko jego. Mógł jej zrobić, co tylko by chciał. Przenieść w stan, którego nigdy nie mogłaby doświadczyć. Sprawić, że nikt go nie zapomni i śnić o nim każdej nocy. Gdyby tylko chciał , mógłby ją zniszczyć. W każdym znaczeniu, jakie tylko przychodziło na myśl.— Przysuń się do mnie. — rozkazał w końcu. Julia poczuła wtedy mieszane uczucia. Pragnęła go, jego ciała, ale nie sądziła, że cały ten wieczór miał taki podtekst. Była pewna, że jej prośba nic nie oznaczała, była pustymi słowami. Czy o'Dim od samego początku miał to w planach? Mężczyzna chwycił ją mocno za kostkę i pociągnął w swoją stronę. Julia cicho pisnęła. Nie ukrywał swojego zniecierpliwienia. — Musisz mi obiecać, że będziesz się mnie słuchać — pochylił się i poklepał ją po policzku. Po usłyszeniu cichym "obiecuję", przegryzł dolną wargę. Nie śpiesząc się, wziął nóż spod jej gardła i tym razem trafił w okolicy twarzy — Jesteś taka posłuszna... — szepnął. — Cała moja.Gaunter westchnął rozkosznie. Poruszał powoli biodrami, przy okazji przypatrują się ciele Julii. Uważał, że była naprawdę piękna. Gładka skóra, kształtna figura i ten urok, któremu nie mógł się oprzeć. Chciał ją tylko dotykać, sprawiać im nawzajem przyjemność i słyszeć jej głos. Nie mógł opanować swoich myśli.Kobieta nie trzymała się lepiej. Co chwilę cicho pomrukiwała z rozkoszy lub wypowiadała imię swego kochanka. Na zmianę się całowali i jęczeli. Cały zewnętrzny czas i otoczenie zdawały się zwolnione oraz wyblakłe. Oprócz nich już nic nie miało znaczenia.— Kurwa, Gaunter, tak... — sapnęła. Wydarł się z niej głośniejszy jęk, gdy o'Dim niespodziewanie chwycił ją szyję i zacisnął na niej mocno palce. Przez moment miała wrażenie, że traci oddech w płucach. Instynktownie chciała temu zapobiec i opanować swoją panikę. To tylko poskutkowało, iż o'Dim przez kilka sekund przytrzymał ją jeszcze mocniej, a po tym poluzował swój ucisk. Przypomniał jej, kto z ich dwójki ma kontrolę oraz ile może dzięki temu zyskać przewagi.Julia od razu zrozumiała. Jednocześnie poczuła się bardziej napalona, jak i nieco obolała. Domyślała się, że po tym na pewno zostanie pamiątka. Przyciągnęła go do siebie, a także mimowolnie zaczęła poruszać ciałem w podobnym rytmie, co on.— Kurwaaa... Jesteś cudowna — zamknął oczy z rozkoszy — Dokładnie tak — szeptał dalej, przyspieszając swoje ruchy — Pragnę cię tak bardzo.— Gaunter...Byli wyczuleni na każdy bodziec, więc nawet wypowiedzenie imienia lub dotyk w odpowiednim momencie doprowadzało ich do ogromnej rozkoszy. Objął Julię i opadł na jej ciało, mrucząc pod nosem. Poruszał się wolniej, ale ze znacznie większą siłą. Pragnął ją teraz wykorzystać, sprawić, że nie będzie mogła się opanować i straci nad sobą kontrolę. Co w każdym razie szło mu znakomicie, ponieważ czerwonowłosa z każdą sekundą jęczała coraz głośniej. Zaciskała mocno dłoń w pięść, próbowała się ruszyć, ale ciężar o'Dima na sobie jej to całkowicie uniemożliwiał. Przez to czuła się w pułapce. Było jej tak cudownie, rozkosznie. Błagała go o więcej. Nie wyobrażała sobie, aby w tej chwili miało to się skończyć, aczkolwiek... przyjemność była tak ogromna, iż nie potrafiła sobie z nią poradzić. A czuła, że to nie był koniec. Do jej oczu napływały łzy. Każde pchnięcie biodrami Gauntera zdawało się tak brutalne i niesamowite jednocześnie.— Błagam, nie przestawaj... — zapłakała — Zaraz... Kurwa... — kobieta nie była w stanie wydusić z siebie całego zdania. Aczkolwiek o'Dimowi to nie przeszkadzało. Doskonale ją zrozumiał.W okamgnieniu w pokoju zapanował całkowity hałas, pot oraz setki przyspieszonych oddechów, zawodzeń i słodkich słówek. Nie poruszali się przez chwilę, słuchając nawzajem swoich bić serca.— To było... — zaczął Gaunter, podnosząc się nieco na łokciach, aby na nią spojrzeć. Kiedy ujrzał jej zgrzaną, uśmiechniętą buźkę oraz ślady po kilku łzach na policzku, bez zastanowienia pocałował ją jeszcze w usta, a po tym po całej twarzy — niesamowite. Ty jesteś niesamowita.Julia tamtego wieczoru zasnęła momentalnie. Była zbyt zmęczona i szczęśliwa. Ciepło, ogromny komfort oraz Gaunter sprawiło, że jej organizm nie potrzebował już niczego innego, jak trochę snu. Obudziła się w swoim łóżku. Samotnie.Zdezorientowana podniosła się z materaca i przygładziła włosy. Dalej czuła zapach jego perfum, jego dłonie na swoim ciele. Dalej słyszała jego głos oraz śmiech. Jednak wszystko zdawało się jakby dziwnym snem, czymś nierealnym. "Nie, nie mogłam tego przyśnić", pomyślała.Po kilku minutach wstała. Boso przeszła do niewielkiej kuchni i od razu na stole zauważyła przepiękny bukiet oraz mały scyzoryk motylkowy. Obok nich znajdowała się karteczka."Mam nadzieję, że kwiaty Ci się spodobają.Teraz możesz się bronić przed niebezpieczeństwem całego świata.Kiedy za mną zatęsknisz, pojawię się.Twój Gaunter."

----- CHAPTER BREAK -----

Kiedy Julia myślała, że jej dzień nie będzie gorszy, okazało się, że musi pracować z bandą idiotów. Oczywiście od najmłodszych lat wychowywała się w kulturze oraz szacunku. Rodzice wiele razy przekazywali jej, jak wiele znaczy empatia do drugiego człowieka oraz wyzywanie innych kwalifikuje się do "niemiłych" obyczajów. Dziś jednak panowie sprawiali, że kobieta zapominała o swoich wartościach i kolejny raz przeklęła na nich pod nosem.— Co za... — wypuściła głośno powietrze. Spojrzała się z niedowierzaniem na młodego blondyna, który przenosił kolejną beczkę wina. A raczej nimi rzucał. — Spójrz, co robisz, człowieku! Wiesz, ile to kosztuje? Jeśli nawet jedna kropelka... — mówiła stanowczo, gestykulując dłońmi na każde strony świata. Poczerwieniała jeszcze bardziej ze złości, gdy usłyszała jego beztroski ton.— Szefowo, proszę się nie martwić."Proszę się nie martwić.", powtórzyła sobie w myślach. Bezwarunkowo w umyśle tworzyły jej się scenariusze, jak całe wino pływa po pokładzie, a ona musi spojrzeć prosto w oczy kupcowi i wyznać co się stało. Jej reputacja szybko zostałaby skończona. A o zarobku mogłaby tylko pomarzyć.Tak bardzo się starała, aby świat dał jej szansę. Przez kilka poprzednich miesięcy ciężko pracowała. Niekiedy musiała zrezygnować ze spotkań z przyjaciółmi, aby jechać pilnie na spotkanie lub do winniczki. Dlatego tak bardzo nie pozwoli, aby kilku chłopców zniszczyło jej pracę oraz zmarnowali jej prywatny czas. Pogoniła ich do rzetelniejszej roboty i już po dwudziestu minutach mogli spokojnie oraz bezpiecznie wypływać. Czekała ich długa podróż.Odkąd zmieniła nieco swoją branżę, znacznie więcej się stresuje oraz gorzej sypia. Za dużo obowiązku wzięła na swoje barki. Chciała pokazać wszystkim, głównie aroganckim i zapatrzonym w siebie mężczyznom, że poradzi sobie w świecie handlu. Nie mogła ukrywać, wydawało się, że była w tym naprawdę dobra.Oczywiście nie zrezygnowała ze swojego starego stylu życia. Wciąż prowadzi swoją niewielką, ale jakże przytulną gospodę. Mieszka w tym samym domku na obrzeżach i codziennie rano budzi się wraz ze wschodem słońca. Za bardzo kocha swoją codzienność, czy nawyki, aby na dobre to porzucić.Chciała spróbować czegoś nowego. Poznać jeszcze lepiej otaczający ją świat oraz ludzi. Nie zrobiłaby tego, siedząc w swoich czterech ścianach. Dlatego znalazła kilka uczciwych dziewek, które wraz z nią prowadziły gospodę oraz pilnowały miejsca pod jej nieobecność. Jakiś czas później spotkała świetnego konesera alkoholi. Colin miał sobą dużo do zaprezentowania. Jego wiedza oraz historie potrafiły zachwycić każdego słuchacza.Julia bez problemu znalazła z nim wspólny język. Rozmawiali o życiu zawodowym, jak i niekiedy prywatnym. Choć to była raczej rzadkość. Skupiali się na pracy, już wtedy sądzili, że razem będą idealnymi partnerami. Czas pokazał, że się nie mylili.Colin zajął miejsce w produkcji jednych z najlepszych win w Toussaint. Od razu pociągnął w to swoją nową towarzyszkę. Julia po niedługich naukach dostała kompanię, z którą raz na jakiś czas podróżowała po Kontynencie w celu transportów swoich towarów.W torbę zapakowała kilka książek zielarskich, najukochańszy dziennik oraz atrament z piórem. Wątpiła, czy rzeczywiście by siadała do jakiegokolwiek notowania, aczkolwiek raźniej się czuła, będąc przygotowana na każdą sytuację. Co, jeśli znajdą nowego kontrahenta, a nikt z nich nie będzie miał nic do pisania? Julia i o tym również pomyślałaPo kilku godzinach czerwonowłosa poczuła się niewiarygodnie znudzona. Zdążyła już obejść z dwa razy cały pokład. Porozmawiała ze wszystkimi, a nawet poświęciła chwilę, by przypatrywać się jasnoniebieskiemu horyzontowi. Nie znajdowało się tu nic, czym dałoby się zająć. Kobieta ciężko oklapła na zapełnione ziarnami duże worki. Nie była zadowolona z danego siedziska, ale wolała to, niż przykucnąć na zabrudzonej i mokrej podłodze. Wyciągnęła wielką księgę z torby. Zastanawiała się, dlaczego ją ze sobą zabrała. Będzie tam przez dobę, może góra dwie. Książka ważyła zbyt wiele na ciągłe noszenie jej. Zwłaszcza że za jakiś czas będzie zalatana, a prywatnych rzeczy nigdzie nie zostawi bez żadnej opieki zaufanego człowieka. Spojrzała się z ukosa na mężczyzn, z którymi pracowała. Im na tysiąc procent nie powierzyłaby swojego majątku, nawet na kilka minut.Kiedy tak siedziała i rozmyślała o mało ważnych sprawach, szum morza całkowicie ją wyciszył oraz zrelaksował. Odłożyła księgę z czarodziejskimi przypisami oraz oparła głowę o ściankę za nią. Powieki same zaczęły powoli opadać, a ona z tym nie walczyła.Panowała ciemność, a Julia słyszała swoje imię. Ktoś ciągle ją nawoływał. Obracała się wokół własnej osi. Próbowała zorientować się, z której strony dobiega głos. Wydawał się tak zgłuszony. Dźwięczny ton roznosił się z łatwością na kilkaset metrów.Stawiała ostrożnie kroki. Nic nie widziała, wyciągnięcie dłoni również nie dało żadnych rezultatów. Czuła się, jakby znienacka przeniosła się do ogromnego pudła bez otworu na zewnętrzny świat. Przez moment zastanawiała się, czy powinna tak szybko oddychać. Co, jeśli skończy się tutaj tlen?— Jest tu ktoś? — zapytała głośno, a słowa odbijały się echem. Przez kilka następnych sekund słyszała samą siebie, lecz żadnej odpowiedzi. Więc któż ją wołał? Nie zdążyła się przysłuchać i nie potrafiła stwierdzić do kogo należą wołania. Nie brzmiało to jednak, jakby ktoś potrzebował pomocy oraz cierpiał, a raczej... jako zachętę do czegoś. Do pójścia naprzód, odkrycia tej słodkiej tajemnicy.Julia, przede wszystkim, chcąc dowiedzieć się, gdzie jest i jak stąd wyjść, zaczęła stąpać dalej. Również z wielką ostrożnością, a także powolnością. Musiała być wyczulona na wszystkie inne drobiazgi. Tak wielce się skupiła na swoim nowym zadaniu, iż gdy nastąpiło rzeczywiste niebezpieczeństwo, za późno zareagowała.Znikąd ktoś rzucił ostrzem w jej kierunku. Niewielka broń musnęła jej policzek, co sprawiło ogromny ból. Poczuła, jak kilka kropel krwi spływa po jej twarzy. Mimowolnie złapała się za nowo powstałą ranę. Czerwona ciecz pobrudziła jej dłonie. Było jej tak dużo. Wtedy usłyszała cichy świst kolejnych rzutów. Te jednak nie były celne, poleciały w nicość.Serce zaczęło jej bić szybciej. Łzy napłynęło do oczu przez ból, ale jakże i panujący tu strach. Krzyknęła. Pierwszy, drugi, trzeci raz. Zero odpowiedzi. Wiedziała, że nie była tu sama, przecież jeszcze chwilę temu ktoś do niej mówił. Ktoś, kto znał jej imię. Gdzie się podział ten człowiek?Kucnęła, oczekując całym ciałem na kolejne ataki. Każdy jej mięsień spiął się, sprawiając aż dziwny dyskomfort. Wciąż płakała, czując się jak malutka dziewczynka zagubiona na targu. Tylko, że teraz samotność napływała z każdej strony.— Julia... — usłyszała obok siebie. "To Gaunter", pomyślała rozkojarzona. Nigdy i nigdzie by go nie pomyliła. To musiał być on. I gdy spojrzała przez swoje ramię, rzeczywiście go ujrzała. Stał z rozłożonymi ramionami, jakby czekał, aż do niego podbiegnie i się przytuli. Powtórzył jej imię. Tęskniła za nim, a teraz był na tak blisko. Wstała z ziemi, wręcz zerwała się z niej. Nim zdążyła pokonać te kilka kroków, poczuła dziwne, zbyt realistyczne szarpnięcie za ramiona.— Obudź się w końcu, szefowo! — krzyknął ten sam blondyn, którego o poranku miażdżyła wzrokiem za lekceważenie próśb. Teraz on stał nad nią i jego mimika mówiła, że czuł się teraz znacznie pewniej i odważniej — Chłopaki już wszystko załatwili na porcie, proszę wstawać — oznajmił, nie czekając ani sekundy. Złapał ją za przedramię i pociągnął ku górze. Parsknął cicho pod nosem przez komiczne zdezorientowanie kobiety.— Już, już... — burknęła niewyraźnie. Mimowolnie dotknęła prawej strony swej twarzy. Nic ją nie bolało, żadnej krwi. Wychodzi na to, że miała przedziwny sen. Odetchnęła z ulgą, że została wybudzona. Nie dałaby rady wytrzymać tak długo w tym pustym, ciemnym świecie. Choć... Ujrzenie o'Dima sprawiło, że na sercu pojawiła się iskierka ciepła, jak i tęsknoty. Aczkolwiek postanowiła wziąć to w niepamięć. Nie miała czasu na rozmyślanie o swoim utraconym uczuciu do przypadkowego osobnika oraz abstrakcji w jej umyśle.— Puszczaj mnie. — wyrwała się z jego chwytu, gdy wróciła świadomością na pokład. Przygładziła delikatnie rude włosy oraz poprawiła ubranie. Wyglądała względnie dobrze. Na całe szczęście nikt nie oczekiwał od niej najdroższych materiałów na zwykłej chłopce. Pewnie szybciej by trafiła za kraty, oskarżona o kradzież, niż została pochwalona.Kilka długich i żmudnych godzin później, wspólnymi siłami Julia wraz z kompanią skończyli na dziś pracę. Zmęczeni przenoszeniem kilka razy mnóstwem litrów wina z jednego, na drugie miejsce, przenieśli się do przytulnej karczmy. Panowało tu głównie drewno i trochę cegieł. Wiele świeczników zostało zapalonych, co dawało ciekawego klimatu.Usiadła jak najbliżej barku i ściągnęła z siebie płaszcz. Przerzuciła go przez oparcie krzesła i wygodniej się usadowiła. Nim się zorientowała, niewielka kobieta pojawiła się przed nią. Miała na sobie jasny, już trochę pobrudzony fartuszek oraz ścierkę na ramieniu. Uśmiechała się przyjaźnie, czym sobie zyskała zaufanie podróżniczki.— Co podać?— Podajecie coś ciepłego? — po dostaniu kiwnięcia na "tak", złożyła zamówienia na coś, co miało jej dać kolację — I szklankę wody poproszę jeszcze — dodała.Chwilę później kobieta zajadała się ziemniakami oraz kawałkiem mięsa. Od poranka nie miała nic w ustach, a dodatkowo podróż ją niesamowicie wymęczyła.— A nie chcesz może piwa? Mamy najlepsze w okolicy! — zagadał do niej, przyglądając się podejrzanie tylko jednej, niewielkiej szklance wody na blacie. Pewnie była przyzwyczajona, że każdy gość tutaj zamawia wielkie kubły alkoholu i upija się do nieprzytomności. Julia od zawsze stroniła od takiego towarzystwa.— Jestem w interesach. Trzeba mieć trzeźwą głowę — zaśmiała się cicho, mając nadzieję, że taka odpowiedź utnie ten temat. Co rzeczywiście się stało, ponieważ staruszka po chwili zapytała o coś zupełnie innego.— Nie, nie jestem stąd. Przypłynęliśmy dziś z Toussaint. — po powiedzeniu tego, zerknęła w stronę jednego, zapełnionego stolika, gdzie siedzieli jej ludzie — Jutro, może maksymalnie za dwa dni, wracamy.— Słyszałam trochę o Toussaint. Niestety ja nigdzie nie podróżuje. Rozumiesz, ktoś musi oporządzić całe gospodarstwo, nakarmić dzieci i jeszcze zająć się tym burdelem. A mój stary... Szkoda mówić — pokręciła nieco zmarnowana głową. Gdy Julia po raz drugi na nią spojrzała, jakby dopiero wtedy dostrzegła ukryte, wypisane na jej twarzy zmęczenie. Staruszka pewnie codziennie miała ogrom roboty i zero odpoczynku. Przez sekundę Julia chciała powiedzieć, że ją rozumie, aczkolwiek tak nie było. Miała znacznie lżejsze obowiązki, a przede wszystkim pracowała tylko dla siebie, co dawało jej swobody w działaniu.— A ty? — zagadała gospodyni, by nie zostawiać je w niezręcznej ciszy — Taka śliczna dziewka na pewno kogoś musi mieć.Niemal opluła się jedzeniem, gdy to usłyszała.— Oj nie... — zaśmiała się cicho — Skupiam się w życiu na czymś zupełnie innym. Mężczyźni w ogóle nie są mi potrzebni i...Nie dokończyła nawet zdania, a w całej gospodzie zadziało się coś dziwnego. Głośny gwar momentalnie ucichł. Nie dało się usłyszeć żadnych kroków, bzyczenia owadów czy dźwięków z zewnątrz. Wszyscy dookoła niej zastygli w ruchu, a ona wtedy zrozumiała. Już raz ją to spotkało.— Myślałem, że będziesz się cieszyć z naszego kolejnego spotkania.Julia poczuła dreszcze na całym ciele. Dreszcze przyjemności, jak i podekscytowania. Odwróciła się na krześle, szukając go wzrokiem. Stał tak beztrosko na samym progu z głupkowatym uśmiechem.— Ale jeżeli żaden mężczyzna nie jest ci potrzebny, to najprawdopodobniej niepotrzebnie się pojawiłem... — wzruszył ramionami i jakby nigdy nic zaczął się odwracać do wyjścia. Chociaż po usłyszeniu jej pierwszych kroków, zatrzymał się.— Głupek. — odezwała się i niemalże rzuciła mu się w ramiona. Objęła go czule, na co on odpowiedział jej dokładnie tym samym.Gdy dotknął jej pleców, Julię ponownie przeszły ciarki. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak za nim tęskniła. Przez tak długi czas rozmyślała, czy kiedykolwiek się jeszcze spotkają. Wiele wieczorów przesiedziała w drewnianym krześle, myśląc o nim. Chciała wtedy przynajmniej wiedzieć, czy przybywa w tym świecie, gdzie się w ogóle znajduje. Przez kilka dni po ich pierwszym spotkaniu usilnie starała się ustalić więcej szczegółów o jego osobie. Aczkolwiek znając tylko jego imię oraz wyglądał, zadanie z każdą kolejną godziną zdawało się coraz bardziej utrudnione. Zwłaszcza, że w jej okolicy nie było nikogo tak kształconego, aby opowiedział jej wiele przydatnych rzeczy.Raz pomyślała o wyjechaniu, by poznać kogoś bardziej obeznanego, aczkolwiek szybko wybiła to sobie z głowy. Nie mogła zostawić tak nagle swojego życia i pracy dla jednorazowej przygody. Z ogromnym bólem, ale w końcu się pogodziła oraz uznała, że tamta noc była tylko niewinnym, słodkim snem.Teraz chciało jej się głośno śmiać na te wspomnienia. Nie potrafiła przestać się uśmiechać. Gaunter całkowicie zawrócił jej jednak w głowie.— Skąd wiedziałeś, że tu jestem? — zapytała, po dłuższej chwili ciszy między nimi. Odsunęła się na kilka centymetrów, choć dalej trzymali się w objęciu — Przecież... Byłeś z powrotem w Toussaint, ktoś ci tam powiedział, prawda?— Mam swoje wtyki, piękna — odpowiedział, trochę wymijająco, by kobieta nie zadawała dalszych pytań. Też na rzecz tego, przybliżył swoją głowę do jej i subtelnie pocałował. Przecież nie po to przybył, aby rozmawiać o tak mało istotnych sprawach — Tęskniłaś za mną? — wyszeptał łagodnym tonem.Kobiecie zrobiło się gorąco. Czuła, jak jej skóra na twarzy oraz szyi przybiera czerwonego koloru, co aż tak bardzo jej się nie podobało. Nie chciała okazywać mężczyźnie, iż tak mocno na niego reaguje. Przynajmniej nie teraz.— Mhmmm... — mruknęła przeciągle, patrząc się w jego ciemne oczy. Stanęła na palcach, ponieważ nie dało się nie zauważyć, że trochę jej brakowało do tego samego wzrostu, co Gaunterowi. Cmoknęłam go jeszcze raz, tym razem trochę dłużej.Nie potrafiła opanować szczęścia. Gdyby mogła, już nigdy by nie odsunęła się od jego słodkich ust i uroczego uśmiechu.Pół godziny później spacerowali po niewielkim porcie na obrzeżach miasta. Wokół była niesamowita atmosfera. Latarnie oświetlały drewniane mostki, a wokół panował dość przyjemny szum rozmów. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych oraz ucieszonych ze swoich zakupów. Co jakiś czas przypłynął statek z kolejnym ładunkiem lub tym, co bardziej śpieszno, odpływali wraz z niewielkimi falami z morza. Jej kompania jednogłośnie zaznaczyła, że dzisiejszą noc chcą spokojnie przespać w ciepłym oraz wygodnym łóżku, a nie na porcie. Szczególnie noce mogą być niełaskawe dla podróżników.Dlatego bez obawy o czas, spacerowała z Gaunterem. Podpierała się o jego ramię, co mu ani trochę nie przeszkadzało. W dodatku co jakiś czas obejmował ją wokół talii i gładził po boku. Julia chwilami czuła zmęczenie. Od kilkunastu godzin chodziła, załatwiała różne sprawy oraz po prostu funkcjonowała. To było czasami najgorsze. A teraz nawet nie jest we własnym pokoju z ulubionym kocem. Nienawidziła spędzać nocy poza domem, choć teraz jej zdanie było delikatnie zmienione. Miała wielką nadzieję, że o'Dim ją nie zostawi. Nie dlatego, że ani na sekundę nie skupiła się trasą, jaką chodzili. Trafienie samej na dobrą dróżkę do gospody stanowiło niemałym wyzwaniem.— Co się z tobą stało tamtego poranka? — zapytała nagle. To od dłuższego czasu znacznie ją męczyło i chciała się wreszcie dowiedzieć prawdy — Myślałam, że spędzimy jeszcze razem poranek, a obudziłam się w swoim domu.— To powinno cię cieszyć, moja droga.— Gaunter, wiesz, o czym mówię. — przystała na chwilę. Małym palcem zaczepiła jego dłoń, dzięki temu po chwili trzymali się za ręce. Julia błagała w myślach, aby teraz jej ciało nie zaczęło się pocić.— Musiałem załatwić coś bardzo ważnego i nie mogłaś u mnie zostać. — spojrzał na nią, a następnie pogładził ją wolną ręką po twarzy. Tak czule, aż kobieta zapomniała o powadze ich rozmowy. — Wiedziałem, że nie wrócę nawet na noc i nie mogłem pozwolić, abyś cały dzień była samotna.— Chcesz mi poopowiadać o tym, czym się wtedy zajmowałeś? — kontynuowała. Nie miała pojęcia, kiedy go następny raz ujrzy. Może ponownie za kilka długich miesięcy, a chciała go trochę lepiej poznać.— To wielce nieinteresujące rzeczy. — zaśmiał się cicho.— Nalegam. — dodała, ciutkę zbyt poważnie. Gaunterowi nieco zmalał uśmiech, a pojawiła się nieukrywana ciekawość. Przez kilka sekund wpatrywał się w nią. Jego ciemne tęczówki w blasku księżyca wyglądały dość niepokojąco. Jakby w nich ukrywała się iskierka czegoś... niepojętego dla ludzkiego umysłu. Julia poczuła się dziwnie i już chciała odwrócić wzrok, gdy nagle jego rysy złagodniały.— Och... Pewien człowiek od lat miał u mnie dług i tamtego dnia nastał dzień naszych rozliczeń. — powiedział w końcu. Nie brzmiał, jakby chciał coś przed nią ukryć albo myślał nad stosownością swoich słów. Po prostu jej to wyznał, a ona poczuła się nieco źle ze sobą przez swoją namolność. Nie każdy musi lubić rozmawiać o swojej pracy, powinna o tym pomyśleć.Kiwnęła tylko głową i ruszyła dalej. Mieli jeszcze dużo do zwiedzania.— Uprzedzając twoje następne pytanie - tym się głównie zajmuję. Wchodzę układy z ludźmi, daje im to, co potrzebują i czekam na swoją należność. Działam trochę jak... bank, ale na swoich warunkach.— Czyli, jeśli kiedyś bym cię poprosiła o pieniądze, to mogę na ciebie liczyć? — zapytała żartobliwie. On sam prychnął na to pytanie i pokręcił głową.— Możesz na mnie liczyć w czymkolwiek, piękna.W sercu kobiety roznosiło się przyjemne, miłe ciepło. Dawno nie słyszała od kogoś takiego wsparcia. Czuła się w jakimś sensie zauważona. Pocałowała go w policzek za te słowa.Po kilkunastu minutach znaleźli się w mniej uczęszczanej sferze portu. Ostatni handlarze zbierali się do domu i całe towarzystwo się powoli rozchodziło. Dzięki temu w uszach zrobiło się nieco ciszej. Niespodziewanie czerwonowłosa na brzegu zauważyła niewielką, dobrze wykonaną łódkę. W jej umyśle zaświeciło się światełko. Być dlatego, że była przemęczona chodzeniem i potrzebowała gdzieś przysiąść. A jeśli do wyboru było kilka ławek, a ta łódka, to odpowiedź jest niesamowicie prosta.— Popływajmy trochę.— Słucham? — Gaunter zerknął na Julię, jakby nie rozumiał, co do niego powiedział. Ta dyskretnie pokazała, o co jej dokładnie chodzi. Mężczyzna cmoknął kilka razy pod nosem w geście braku aprobacji.— A później zostaniemy oskarżeni o kradzież?— Przecież ją nie kradniemy, tylko na chwilę pożyczamy. Proszę... — spojrzała na niego z błagalnym spojrzeniem i bardziej się przytuliła — Moje nogi umierają, potrzebuję trochę odpoczynku — westchnęła teatralnie oraz udawała, że już opada z sił i ostatnim tchnieniem chwyta się jego ramienia.— No już... Chodź. — pociągnął ją do siebie i razem poszli w stronę brzegu rzeki. Po chwili trudu udało im się odwrócić łajbę we właściwą stronę, choć cholerstwo ważyło swoje. Na całe szczęście znaleźli też obok wiosła, co już zapowiadało dobrą noc. Wrzucili swoje rzeczy przy ostatniej ławeczce i sami usiedli na dwóch środkowych ławkach. Wybili się ku stronie głębszej wody i po chwili dryfowali. Nie odpłynęli aż tak daleko, aczkolwiek zwykły człowiek o tej godzinie mógł nie dać rady ich zauważyć.— Wiesz... — zaczął Gaunter. Powoli opuszki palców zaczęły wędrować po jej udzie. Julia starała się zachowywać, jakby ją to nic, a nic nie ruszało, aczkolwiek już ugryzła się we wewnętrzną stronę policzka, aby nie uśmiechać się, jak głupek. — Ja za tobą również tęskniłem. Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo... — przysunął się nieco w jej kierunku.— O tym też możesz mi opowiedzieć. To będzie bardziej interesujące. — odpowiedziała. Z dużą pewnością siebie złapała go za dłoń i przysunęła bliżej wewnętrznej strony nogi. Pomimo założonej długiej spódnicy, Julię już mrowiły się miejsca, w których ją dotykał.— Bardziej podoba mi się wizja pokazania tego. — uśmiechnął się figlarnie i zszedł ze swojego miejsca. Uklęknął przed nią i dotknął jej krocza. Nie śpieszył się z niczym. I z wielką przyjemnością przyglądał się Julii, która teraz siedziała całkowicie zaczerwieniona. Podświadomie domyślała się, jak ta noc się skończy. A jednak, gdy zaczęło to się dziać, jej umysł szalał od nowych bodźców.Znalazł skrawek jej dolnej garderoby i znacznie podniósł go do góry, odsłaniając całe nogi kobiety. Zaczął składać na nich pocałunki, gdy jego ręka wciąż była między jej udami. Poruszał nią w powolnym tempie i z wielką subtelnością. Słyszał głębsze oddechy kobiety, co tylko go upewniło w przekonaniu, iż ona o tym też myślała. Zerknął na nią i pomimo nie najlepszego światła dostrzegł, jak się uśmiecha. Pochyliła głowę do tyłu i zamknęła oczy. Wyglądała tak pięknie, iż Gaunter pragnął ją wszędzie ucałować, dotknąć. Już nie mógł powstrzymać się kontaktu fizycznego, a obawiał się, co może nadejść później.Pociągnął ją w swoją stronę i razem usiedli na podłoże łódki. Choć Julia raczej na jego kolanach.— Mówiłem ci, że jesteś cudowna, moja droga?— Dziś jeszcze nie, ale masz szansę to szybko naprawić.Gaunter parsknął ze śmiechu i namiętnie złączył ich usta ze sobą. Pomiędzy kolejnymi pocałunkami szepnął "jesteś cudowna" i przytulił ją do siebie. Ich klatki piersiowe stykały się idealnie, nie było między nimi żadnej przerwy. Julia poczuła, jak palce o'Dima jeżdżą po jej ciele. Zaczyniwszy od włosów, po pośladki, czy uda. Ona sama nie była bierna, jej ciało również nie wytrzymało dłuższej chwili bez dotyku i muskała jego ramiona oraz barki.Oboje nie odrywali się od siebie nawet na chwilę. Natomiast ich ciuchy stopniowo zaczęły znikać. Na całe szczęście nie do wody, a na drugi koniec łódki. Julia, potrzebując być jeszcze bliżej, naparła na niego. Już przez te czułości czuła się napalona, aczkolwiek nie chciała, aby choć jedna chwila im uciekła. Wszystko stawało się na wagę złota.Cieszyło ją w głębi, gdy zauważała, że tak samo reaguje mężczyzna. Zwłaszcza gdy siedziała na jego kroczu i powoli poruszała biodrami, a on cicho wzdychał w jej usta.— Nie wytrzymuję już... — szepnął.— Tak bardzo mnie pragniesz? — oderwała się od niego. — Może się jeszcze troszkę postarasz?— Nie igraj ze mną.Julia podniosła jedną brew do góry. Czuła niewyjaśnioną ulgę, zrobienia mu teraz na złość. Jej dłoń powędrowała na jego spodnie. Ścisnęła materiał, pod którym czuła znaczące zgrubienie.— Zmuś mnie.Po tych słowach Gaunter na chwilę znieruchomiał. Pożądanie w jego oczach niemalże się wylewało. Drugi raz tej nocy podniósł jej spódnicę. Tylko tym razem po to, aby gwałtownie ściągnąć to, co ma pod nią. Nie czekał na jej zgodę lub potwierdzenie. Wszedł w nią szybko i oboje głośno, przeciągle jęknęli.Nie zważając na chwilowy ból, Julia w powolnym tempie zaczęła ruszać biodrami, dając im to, czego teraz najbardziej potrzebują. Przymknęła z przyjemności powieki, kiedy Gaunter złapał za jej biust. Jego dotyk był jakby przemyślany w najdrobniejszych kwestiach. Koił ją i sprawiał, że chciała piszczeć na całe gardło. Nie mówiła tego, ale odkąd się zobaczyli w gospodzie, błagała, aby ją złapał. By mogła poczuć, jak zaciska palce na skórze, jak jego oddech łaskocze ją w szyję i usłyszeć, jak wymawia jej imię. A teraz to właśnie się działo i Julia była najszczęśliwszą kobietą.Rozkoszowali się tą nocą, nie przejmując się nawet, że ktoś mógłby ich usłyszeć lub nie daj zobaczyć. Stało się to dla nich najmniej istotną sprawą. Teraz liczyły się tylko kolejne czułości i cudowny seks.— Kto teraz jest tak cwany? — złapał ją za szyję, uśmiechając się niewinnie — Może teraz, piękna, ty się troszkę postarasz dla mnie, co?Udało jej się wydusić z siebie ciche "tak".— Pocałuj mnie, błagam. — wyszeptała jeszcze, co on uczynił. Przyspieszyła swoje ruchy. Mężczyzna również jej w tym pomógł, łapiąc ją za pośladki i narzucając tempo.— O taak... — sapnął Gaunter — Robisz to tak świetnie, kurwa...— z fascynacją przyglądał się jej, jak się porusza. Było w tym coś takie seksownego i pięknego, iż żałował, że nie ma przy nich żadnego lepszego światła. Jeśli gdyby on choć raz mógł coś zapragnąć, na pewno to byłby taki widok kobiety. Kochał jej ciało.Przez kilka, a nawet kilkanaście minut nic nie mówili. W powietrzu dało się usłyszeć tylko ciche jęki, głębokie oddechy i westchnienia. Czasem też zdarzały się przekleństwa. I ich właśnie zaczynało pojawiać się coraz więcej. Julia oparła się rękami o kant ławki za mężczyzną. Przyłożyła jego głowę do ramienia.— Jestem tak zmęczona... — szepnęła, gdy jej organizm zaczął nie wyrabiać, a wszystko zaczynało być szybsze i mocniejsze — Ale jest mi tak przyjemnie, Gaunter. — mężczyzna pogłaskał ją po włosach i przewrócił oczami.— Pomogę ci, najdroższa. — odpowiedział również z szeptem. Objął ją mocniej w pasie i powoli dźwignął się, aby móc położyć Julię na plecy. Łódka przez to niespodziewanie się przychyliła i o'Dim już miał wizję ich w lodowatej wodzie, ale tak szybko, jak ta wizja się pojawiła, woda się uspokoiła.Tym razem, to on zaczął się poruszać. Oparł się wygodnie, będąc tak blisko kobiety. Ona dzięki temu, co jakiś czas dawała mu urocze buziaki i mówiła miłe rzeczy. Razem się śmiali oraz komplementowali. To w prędkim czasie przemieniło się ponownie w dźwięki rozkoszy oraz przyjemności.— Gaunter... — powiedziała błagalnym głosem — Gaunter, kurwa... — próbowała zapanować nad swoim ciałem, ale wszystko szło w zupełnie innym kierunku. Mężczyzna podniósł się na jednej ręce, a po chwili złapał ją za policzki, ściskając je.— Patrz się na mnie. — rozkazał. Julia z trudem podniosła powieki i utrzymywała z nim kontakt wzrokowy.— Błagam, potrzebuję więcej... — zapłakała kobieta. Wirowała wciąż w ogromnej przyjemności. Przez ciało przechodziły fale rozkoszy, jak i gorąca.— Dam ci wszystko, czego zapragniesz.Gaunter podniósł się bardziej i objął jej uda ramionami. W jednej chwili stał się jeszcze bardziej zdecydowany. Poruszał biodrami tak szybko. Julia złapała się ławki nad sobą, aby ustabilizować nieco swoje ciało. Wbiła boleśnie paznokcie w drewno.Oboje zaczęli być znacznie głośniejsi, a łódka widocznie zaczęła się bujać przez ich ruchy. Nawet nie wiedzieli, kiedy leżeli obok siebie, spoceni, zmęczeni i wielce szczęśliwi, czując od siebie bijące ciepło.Rankiem obudził ich chłód. Zapomnienie o nałożeniu na siebie ciuchów, skutkowało tym, że niesamowicie zmarzli w czasie nocy. Żałowali, że nie pomyśleli przed wypłynięciem nad jezioro o jakimś kocu lub kawałku materiału. Choć dzięki temu bezprawnie mogli się w siebie tulić.— Wyspałaś się? — cmoknął ją w czoło i nieco podniósł się, aby przeciągnąć się po, nie ukrywając, niezbyt miękkiej drzemce.— Jak nigdy. — odpowiedziała z leniwym uśmiechem. Rzeczywiście czuła się wypoczęta. Co raczej w ostatnim czasie nie było standardem. Pewnie, jak znów wróci do swojej codzienności, zwykłe sprawy oraz obowiązki przytłoczą ją. Dlatego tak rozkoszowała się w tym momencie. Pogłaskała go po głowie i przyciągnęła, chcąc go pocałować. Mężczyzna jednak w ostatniej chwili się zatrzymał.— Co jest?— Nic takiego. — mruknął — Nie będziemy się widzieć przez długi czas, chcę się na ciebie napatrzeć.— Przez jak długo? — Julia poczuła, jak pełne iskierki szczęścia, nieco zostają przygaszona.— Kilka miesięcy? Nie mam pojęcia, moja najdroższa.Julia poczuła się, jak najbardziej naiwny człowiek na całym Kontynencie. Sądziła, że tym razem spędzą znacznie więcej czasu, zwłaszcza że tak świetnie się dogadywali. Chciała być przy nim. Tak cholernie wariowała przy jego osobie i teraz miała żyć z myślą, że może spotkają się za kilkanaście tygodni? Ten czas wydawał jej się koszmarem. Gaunter, jakby zauważając jej zmianę nastroju, pokręcił głową i troskliwie ją pocałował. Pieścili się tak, aż gdzieś w tle usłyszeli pianie koguta. To oznaczało, że jest około piątej, a ona musiała wrócić do noclegowni. Umówiła się z chłopakami, iż wypłynął po dziesiątej, aczkolwiek musiała załatwić jeszcze parę rzeczy.— Gaunter, muszę już iść. — wypowiedziała gdzieś pomiędzy kolejnymi cmoknięciami. — Biznes mnie wzywa.Godzinę później Julia stała przy swoim statku. Patrzyła się oraz szybko notowała w dzienniku, jakie nowy towary zostały już załadowane. Na całe szczęście nikt nie pytał się o jej nagłe, wczorajsze zniknięcie. Odetchnęła dzięki temu z ulgą. Zapewne, gdy ktoś niespodziewanie o tym wspomniał, ta by się zaplątała we własnych słowach i wyszłoby co najmniej dziwnie. A tak stała spokojnie na porcie, oparta o murek i próbowała rozczytać się z tego miejsca, co jest napisane na beczkach. Oczywiście nie wszystkie były odwrócone w jej stronę, przez to nie dawała rady zobaczyć ich znaków. Nimi się już zajmie w czasie drogi powrotnej.Z jej wiru zapisków wyrwał ją głos o'Dima. Stał obok niej i nie ukrywając swojego zaciekawienia, zerkał na zapisane kartki. Julia doskonale wiedziała, dlaczego właśnie teraz ją odwiedził. Starała nie pokazywać swojego przygnębienia i raczej jej to się udawało, ponieważ nic nie mówił. Przytuliła go bez słowa.— Och, najdroższa... — westchnął przeciągle. — Nie obawiaj się. Obiecuję, że nasze drogi się jeszcze złączą. Zaufaj mi. — pogładził jej długie, czerwone włosy.— Oby jak najszybciej.Gaunter zaśmiał się cicho. Ostatni raz dotknął jej liczków swoimi ustami i ruszył w swoją stronę. Jula odprowadzała go wzrokiem, aż do momentu jego zniknięcia między ciasnymi uliczkami Skellige.Ona sama pod wieczór rozpakowywała swoje rzeczy. Układała wszystko na łóżku, choć nie było aż tego tak dużo. Zdziwiła się, gdy na samym dnie torby widniała biała, złożona kartka. Pośpiesznie ją rozłożyła i przeczytała jej treść."Zapomniałem powiedzieć, jaka byłaś cudowna tej nocy.Dbaj o siebie, najdroższa.Do zobaczenia,Twój Gaunter."

----- CHAPTER BREAK -----

Poranne promyki słońca przebijały się przez firanki. Niektóre z nich idealnie padałyna twarz czerwonowłosej. Tak przyjemnie ogrzewały jej skórę, aż kobieta sama do siebie się uśmiechnęła. Leżała wśród poduszek oraz ciepłych koców. A jeszcze dziś pogoda stwierdziła, że ją nieco rozpieści i ukaże jej ułamek zbliżającej się wiosny. Spojrzała z zaciekawieniem i z całą pewnością uznała, że wczorajszy śnieg świetnie się utrzymuje. Dawno nie widziała tak białej zimy. Od lat co roku padał śnieg oraz doskwierały mrozy, ale dopiero teraz wszystko wydawało się takie prawdziwe. Z pewnością, jeśli będzie tak dalej, wyjdzie na dwór, aby ulepić bałwana i zrobić aniołki z dziećmi. Choć nie. Zrobi to sama i wszystkie maluchy z całej wioski będą jej zazdrościć śnieżnych arcydzieł.Niestety na tę chwilę nie była w stanie wykonać swojego szatańskiego planu. Od kilku dób przesiadywała u Gauntera, a w jego okolicy nie dało się zauważyć nikogo. Zdziwiłaby się, gdyby nawet z daleka ujrzała ślad podeszwy na nienaruszonym podłożu śniegu. A drugim, również tak samo ważnym powodem, było to, że comiesięczne krwawienie przytrafiło się dziś właśnie jej. Co za szczęście.Julia ociężale podniosła się z łóżka i leniwym krokiem pomaszerowała do łazienki. Mężczyzna jakby przewidział niewypowiedziane potrzeby swojej najdroższej, ponieważ wanna na środku pomieszczenia była wypełniona wodą aż po brzegi. Zachwycona włożyła do niej dłoń i kąpiel jeszcze zdawała się mieć idealną temperaturę. Stałby się grzech, gdyby Julia z tego nie skorzystała.Ściągnęła z siebie wszystkie ubrania, spięła włosy i powoli weszła do wanny. Starając się nie robić gwałtownych ruchów, usiadła, a następnie przybrała pozycję półleżącą. Westchnęła przeciągle, kiedy ciepło zaczęło ją otulać od każdej strony. Na wyciągnięcie ręki znajdowała się niewielka gąbka oraz płyn do mycia w prowizorycznej buteleczce. Wzięła to i nieśpiesznie zaczęła się myć. Takie poranki życzyła sobie codziennie.Po kilkunastu minutach za jej plecami usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Zerknęła w tamtą stronę i ujrzała Gauntera w samym szlafroku. Już na samym wejściu uśmiechał się do niej. Julia przez kilka sekund nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Był taki przystojny. Zwłaszcza w takim stroju. Ciemny kolor zdecydowanie podkreślał jego atrakcyjność. — Dzień dobry, najdroższa. — powiedział radośnie, podchodząc do niej i całując ją krótko. Mimo wszystko kobieta już zdążyła się rozpłynąć w miłości. — Dzień dobry. — mruknęła, nieco się unosząc do siadu — Nie znalazłam cię obok siebie, jak się przebudziłam. — zagadała, kiedy ten wziął taboret i przysiadł się obok niej. Złapał ją za dłoń i jakby nieświadomie rysował wzroki na jej skórze.— Wybacz, zobaczyłem, że na ogródku rosną ostatnie grzyby. Musiałem je oporządzić, żeby się nie zepsuły. — mówił tak spokojnie, a poranna chrypka jeszcze wkradała się w niektóre słowa.— Byłeś na grzybach? W zimę? — parsknęła cicho, nie mogąc pojąć wizji, jakby Gaunter wyglądał z koszykiem oraz nożykiem. Zanim umrze, musi go wyciągnąć na wycieczkę do lasu.— Tak. — odpowiedział dumny z siebie — Tak przynajmniej można to ująć. Nie oceniaj mnie. — zastanowił się już bardziej, ale nie rozmyślał długo o grzybach. Przynajmniej nie teraz.— Nie będę, obiecuję. — podniosła rękę w geście ukazania swojej prawdomówności.Niespodziewanie w tym samym czasie coś nieprzyjemnie ukuło kobietę w podbrzuszu. Wygięła wargi w grymas i od razu pomasowała to miejsce.— Co się stało?— Okres. — odpowiedziała lakonicznie, takim tonem, jakby stała się największa tragedia — Akurat teraz musiałam dostać. — prychnęła. Matka natura nigdy jej nie kochała. Zresztą jak każdą kobietę.— Bardzo cię boli? — zapytał zmartwiony, spoglądając na jej bolący brzuch.— Trochę, ale pewnie niedługo się uspokoi.— Jak będziesz gotowa, chodź do sypialni. — zerwał się nagle, jakby wpadł na genialny pomysł. Ucałował ją jeszcze w czoło i ponownie została sama.Po kilku minutach postanowiła, że zakończy na dziś gorącą kąpiel. Też może dlatego, iż ciekawość o sekretnym planie mężczyzny stawała z każdą sekundą coraz silniejsza. Po chwili namysłu uznała, że założy wyłącznie dolną bieliznę oraz tego samego koloru co jej luby, szlafrok. W domu na tyle panowała duchota, że w zwyczajnych, zimowych ciuchach na pewno by się zapocili. Wyszła na boso do pokoju obok. Na łóżku siedział rozłożony Gaunter i czytał książkę. Widać było, że nie robi tego precyzyjnie, ponieważ co chwilę przewracał kolejną kartkę. A nikt, nawet demon, nie potrafił tak szybko przyswajać wiedzy.Jednak, gdy zobaczył Julię w progu, od razu zostawił lekturę i skupił całą uwagę na niej.— Pięknie wyglądasz. — skomentował ją i nie ukrywając swoje zadowolenie, przypatrywał się jej ciału — Chodź do mnie. — klepnął miejsce obok siebie oraz wygładził nieco ciemny koc. Miejsce z towarzystwem było perfekcyjne. Kobieta posłuchała się go i już chwilę później leżeli obok siebie.— Dalej cię boli? — odwrócił się bardziej w jej stronę, a gdy ta odpowiedziała ciche "tak", usiadł przy niej — Biedactwo. — mruknął. Jego ciepłe dłonie spotkały się ze skórą Julii. Powoli zaczął rozmasowywać dół brzucha. Starał się być jak najbardziej delikatny, aby nie wyrządzić jej dodatkowego cierpienia.Siedzieli w ciszy, choć nie przeszkadzało im to. Co jakiś czas łapali ze sobą kontakt wzrokowy i albo się cicho śmiali, albo wypowiadali miłe słówka. Julia czuła się tak dobrze i komfortowo. W zwyczajnych warunkach zapewne teraz by obsługiwała kolejny stolik w swojej gospodzie i nikt — ani jedna żywa dusza nie przejąłby się jej stanem lub samopoczuciem. A teraz mogła leżeć z mężczyzną swojego życia i obserwować, jak o nią dba.Po jakimś czasie Gaunter złapał za udo kobiety i przyciągnął ją bliżej siebie, aby częściowo na nim spoczywała. Teraz jedna jego dłoń powędrowała na jej nogę. Również tak samo subtelnie traktował tę część. Robił okrężne ruchy, nie przejmując się nawet jaką partię uda dotyka. Masował ją, a to dla niego było najważniejsze. Nie zdawał sobie na początku sprawy, że im bliżej jest bielizny czerwonowłosej, tym ona ciekawiej reaguje. A kiedy zrozumiał sytuację, zaczął ją powoli wykorzystywać. Kilka razy, niby całkowicie nieświadomie dotknął skrawka jej majtek. Następnie opuszkami przejechał po całej długości bielizny. Wtedy kobieta niespokojnie się ruszyła, a przede wszystkim przybliżyła do niego.— Coś się stało, słońce? — zagadał do niej rozbawiony, na co ona tylko na niego spojrzała. I to dość wymownie.— Oczywiście, że nie. — odpowiedziała z przyjaznym przekąsem. Złapała go za dłoń, która spoczywała na jej brzuchu i zniżyła jej pozycję do krocza — Możesz kontynuować.Spojrzał na nią z uniesioną brwią. Nie sądził, że przejście do takich rzeczy przejdzie aż tak szybko. Jednak tempo mu nie przeszkadzało. Właściwie to nic mu nie przeszkadzało. Z większym uśmiechem na ustach zaczął dotykać wyznaczone przez nią miejsce. Kobieta przymknęła oczy i położyła dłoń na jego kolanie, aby co chwilę móc je pogłaskać.Oboje rozkoszowali się ciszą i ogółem całą sytuacją. Tworzyli wymarzony poranek i szło im zadziwiająco dobrze. A to tylko słodki początek.Gaunter powoli sunął po materiale. Nagle zapragnął, iż właśnie tak rozpocznie zabawę, aż do momentu, gdy Julia nie będzie go cicho prosić o więcej. Czując już samemu pewną ekscytację, pociągnął ją jeszcze raz w stronę, aby teraz leżała przed nim okrakiem.— Zrelaksuj się. — powiedział do niej, na co ona wzięła nieco większy wdech, który po chwili wypuściła z płuc. Podłożyła pod głowę kolejną poduszkę i rozwinęła wstążkę na swoim szlafroku, ukazując przy tym kawałek biustu.Gaunter nie czekając dłużej, wsunął dłoń między jej uda. Znał ją już na tyle dobrze, iż wiedział, gdzie dokładnie są jej najbardziej wrażliwe miejsca i jak na złość omijał je, jak najdłużej. Aczkolwiek z pewnym zadowoleniem przyglądał się, jak na jej twarzy pojawiają się różowe rumieńce. Mieli cały dzień na wspólne pieszczoty i dzięki temu delektował się każdym kolejnym ruchem, a także reakcją swojej lubej.Kiedy mijały tak minuty, bielizna kobiety stawała się w niektórych miejscach wilgotna. Ona sama już co jakiś czas głośniej wzdychała lub mruczała. Na przemian pieściła swoje ciała, a to chwytała dłoń mężczyzny, aby zaczął być nieco mocniejszy w swoich ruchach. Potrzebowała tego.— Gaunter... — wyszeptała nagle. Otworzyła powieki, aby spojrzeć na niego.— Tak?— Potrzebuję cię, twoje dotyku, proszę. Nie przez materiał. — mówiła, gdy ten wciąż nie odsuwał się od niej.— Jak to? — podniósł się nieco, aby z pełnym ułatwieniem pochylić się na nią — Nie podoba ci się, najdroższa?— Podoba się, tylko... — nie zdążyła dokończyć zdania, gdy nagle dotknął ją, tak jak tego potrzebowała. Jęknęła głośno, a on chciał słuchać tego znacznie więcej — Właśnie tak... — wymruczała — Rób tak dalej.Gaunter się zaśmiał. Wolną dłonią dotknął jej rozgrzany policzek, pogładził go i po chwili zastanowienia nachylił się jeszcze bardziej . Pocałował ją. Całował ją w taki sposób, iż niebieskookiej zabrakło przez chwilę powietrza.— Jest mi tak dobrze. — wydusiła z siebie między pocałunkami. Zacisnęła uda z przyjemności i niekiedy podnosiła biodra, aby otrzeć się o jego dłoń.To dało mu zdecydowany znak, że oboje są bardzo gotowi na dalszą część. Jednak dalej nie usłyszał od niej słodkich błagań. Dlatego nie zmieniał swojej pozycji, czekał. A po kilku chwilach wszystko się opłaciło.— Kochajmy się, błagam. Jestem już... Cholera, nie wytrzymam dłużej. Proszę.Gaunter szybkim ruchem zdjął z niej całą odzież. U siebie postąpił identycznie. Julia od razu dotknęła jego torsu oraz ramion. Tak bardzo uwielbiała jego ciało, każdy centymetr. Tym razem to ona była inicjatorką całusów. Składała coraz więcej delikatnych buziaków, a on gładził jej włosy.— Poczekaj, Gaunter.Mężczyzna odsunął się od niej z pytającym spojrzeniem.— Czy nie przeszkadza ci moja miesiączka? Wiesz, że nie musi...— Nie obchodzi mnie to, piękna. Naprawdę. Chcę cię uszczęśliwić i to dziś zrobię. — przerwał jej gwałtownie. W swoim spojrzeniu przekazał, iż rzeczywiście mówi prawdę — Uwielbiam cię tak samo, nieważne, w jakim jesteś stanie.Przez chwilę wpatrywali się w siebie, aż niebieskooka wypowiedziała bezgłośne "okej". Julia nawet nie zdawała sobie sprawy, jak ta krótka rozmowa wiele dla niej znaczyła.Gaunter położył się obok niej i objął ramieniem. Bez problemu wsunął się w nią, na co oboje cicho sapnęli. Pozwolił jej oprzeć się na jego całym boku. Ba, kobieta praktycznie na nim leżała, a on ją tylko jeszcze bardziej przytulał.— Jesteś cudowny. — szepnęłam mu na ucho. Załaskotała go swoim ciepłym powietrzem, a przez jego kark przeszedł dreszcz przyjemności. Dawno nie znaleźli się w tak intymnej sytuacji i mężczyzna niemalże zapomniał, jak to mieć w objęciach taką śliczność.— To samo powiem o tobie, a nawet i trochę więcej.— Tak? — zapytała cicho.— Oczywiście, moja najdroższa.Przez cały czas mężczyzna wykonywał powolne ruchy biodrami. Muskał jej talię oraz biodra. Nie dawał rady oderwać się od niej, choć na sekundę. Zwłaszcza teraz. Mógłby całą wieczność tak leżeć i słuchać jej.— Och, Gaunter... — jęknęła przeciągle. Zarzuciła na niego ręce w celu objęcia. Potrzebowała być z nim jeszcze bliżej. Ich całe ciała się ze sobą stykały, patrzyli się na siebie i na przemian całowali. Wirowali nawzajem między kolejną dozą przyjemności a trzeźwością umysłu. Poruszali się nawzajem, nie chcąc stracić tempa. Julia, jak i Gaunter czuli się doskonale. Cali oni stawali się z każdą dobą coraz bardziej dopasowani i złączeni. Głównie kobieta nie wyobrażała sobie powrotu do siebie bez niego.— Nie zostawiaj mnie nigdy.— Nie zrobię tego, dlaczego o tym myślisz? — pogładził ją po włosach i kilka kosmyków zebrał do tyłu.— Po prostu. Obiecaj, że mnie nie zostawisz.— Obiecuję, najmilsza. Zawsze dotrzymuję naszych obietnic.Tak piękne słowa zapieczętowali długim oraz namiętnym pocałunkiem. Mężczyzna przekręcił się bardziej, aby wygodniej położyć się na plecach, a kobieta intuicyjnie przerzuciła przez niego głowę. Jednak nawet nie starała się przejąć kontroli, całkowicie oddała się coraz większej rozkoszy i bezpieczeństwie swojego kochanka. Ten podciągnął kolana i wykonywał znacznie płynniejsze ruchy. Wciąż ją trzymał ramionach, a nawet teraz jeszcze bardziej przytulił. Julia schowała głowę w zagłębieniu jego szyi. Oddychała coraz ciężej oraz szybciej. Nie zabrakło w tym również wielu dźwięków zadowolenia. To napędzało Gauntera. Tak cholernie podniecało.— Tak, tak, tak... — powtarzała rozpaczliwie — Nie przestawaj, nie teraz. Jest tak dobrze. — zaciskała dłonie na pościeli i kolejny raz traciła panowanie nad... wszystkim.Gaunter był tak świetny w seksie, że każde ich zbliżenie równało się z całkowitym odpłynięciem niebieskookiej. Kochała to uczucie. Czasami fantazjowała o nim, wspominając poprzednie spotkania, wspólne dni. Ten doba na pewno zapamięta na bardzo długo.Jakiś czas później leżeli zdyszani oraz spoceni. Słuchali nawzajem swoich mocnych bić serca oraz próby zapanowanie nad oddechem. Julia ciężko opadła na materac i zgarnęła włosy z mokrej twarzy. Wygodnie oparła się o ramię Gauntera, a na ten cicho zabrał głos.— Chcesz zobaczyć jakiego grzyba dziś znalazłem?

----- CHAPTER BREAK -----

Staruszek, przechodząc obok niewielkiej posiadłości, prychnął pod nosem. Nie sądził, że kiedyś dożyje momentu, gdy kobiety będą uczone trzymania miecza oraz technik walki. To mu się nie mieściło w głowie, w jakich czasach przyszło mu funkcjonować.Chwilę przypatrywał się parce. Oczywiście, że chciał powiedzieć na głos swoje zdanie, aczkolwiek widząc, jak młoda panienka świetnie sobie radzi, odpuścił. Może też, ponieważ bał się o dodatkowe i jakże niepotrzebne siniaki. W jego opinii takie kobiety wpisywały się w kategorię "nieprzewidywalne".— Widziałeś, jak się na mnie patrzy? — zagadała Julia do Rogera. Niewiele starszy chłopak, spojrzał to na nią, to na mężczyznę za płotem.— I co zamierzasz z tym zrobić? — przystanął nieco, chowając swój miecz do pochwy. Dostrzegając, jak Julia raczej nie zamierza na to odpowiedzieć, pokręcił rozbawiony głową. — Nie przejmuj się. Jest jakaś szansa, że z nowym pokoleniem postawa ludzi się zmieni.— Oczywiście i cudowni mężczyźni pokochają wizję, że kobiety mają prawo do tych samych rzeczy, co oni. — burknęła nieprzyjemnie, a następnie cicho westchnęła. Bywały chwile, tak jak teraz, iż Julia denerwowała się na cały wszechświat i ustalone z góry zasady. Choć w tym drugim przypadku, winowajcami stała się "silna" płeć. Nawet to określenie ją irytowało.— Ja też jestem mężczyzną i cieszy mnie taki obrót sprawy. — odpowiedział z udawanym oburzeniem.— Dlatego, że jesteś wyjątkiem. Jeden na, sama nie wiem, milion?Roger uśmiechnął się do niej z takim współczuciem, jakby chciał ją przeprosić za całe społeczeństwo. Co oczywiście nie było możliwe i oboje na chwilę się o tym zamyślili. Przysiedli na pieńku po starym dębie. Kobieta spojrzała na swojego przyjaciela i oparła się o jego ramię. Głównie z powodu zmęczenia treningiem.Julia pewnego dnia, po obudzeniu się i porannej rutynie, wyszła przed swój dom, aby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Dzień dopiero się rozpoczynał, także nie pętało się jeszcze dużo ludzi. Pewnie niewielka garstka dopiero się budziła. Rozkoszowała się ciszą, gdy niespodziewania usłyszała podniesione kobiecy, jak i męski głos. Stare małżeństwo toczyło spór. Nie musiała znać powód konfliktu, ponieważ ich postawa oraz mowa ciała mówiła, że kłótnia musiała być zacięta. Niebieskooka przypatrywała im się. Przyciągnęli zbyt dużą uwagę w otoczeniu takiego spokoju i ukojenia.Po kilku minutach straciła zbytnio zainteresowanie. Nie pierwsza i z pewnością nie ostatnia sprzeczka kochanków. Już chciała obrócić się na pięcie i wrócić do siebie, gdy ręka mężczyzny padła na policzek swej żony. Julia automatycznie odwróciła wzrok, jej umysł nie chciał oglądać dla siebie tak nieprzyjemnych widoków.Momentalnie wzburzyła się w niej złość, jak i przeogromne współczucie dla sąsiadki. Zerknęła już tylko na nią. Stała skulona. Wydawała się taka niewielka, zrozpaczona aż do żałości. Trzymała się kurczowo za twarz i coś dukała pod nosem. Nie płakała, nie rzuciła się na niego z pięściami. Nie zareagowała w ogóle. "Strach.", pomyślała Julia. To on był powodem, dla którego ona, jak i wszystkie kobiety, zawsze stały w pozycji zgarbionego męczennika.Poczuła obowiązek iść tam, zrobić cokolwiek, ale wtedy też zrozumiała kolejną dołującą rzecz. Ona także nie miała siły, zwłaszcza fizycznej, aby temu się sprzeciwić. Była taka sama jak jego żona. Ścisnęła mocniej palce na kubku i fuknęła głośno pod nosem. Wróciła do środka i w tym samym momencie przestała zauważać piękna poranka.Tego samego dnia przyszła do Rogera. Potrzebowała przysługi i nie znała odpowiedniejszej osoby. Wiedziała, że jakiś czas temu brał udział w wojnie. Jako młody rycerz służył księżnej. Opanował doskonale walkę, a przede wszystkim jak przeżyć zagrożenie. Ona także czuła potrzebę nauczenie się dbać o własne bezpieczeństwo. Już raz świat pokazał jej, jak ludzie potrafią być niebezpieczni. Cudem przeżyła, aczkolwiek wiedziała, że drugi raz nikt jej nie uratuje. Musi zrobić to sama.Roger spojrzał na nią w osłupieniu, gdy usłyszał jej prośbę. Na początku nie wiedział, czy się przesłyszał, czy przyjaciółka robi jakiś podejrzliwy kawał. Po usłyszeniu jej wszystkich argumentów nie potrzebował ani chwili na zastanowienie się. Od razu rozporządził czas, w którym będą się spotykać. "Czekają nas długie tygodnie", skwitował na sam koniec, gdy omawiali już drobiazgi.Z błądzenia po umyśle wyrwało ją szturchnięcie. Na tyle się wystraszyła, iż delikatnie podskoczyła i niemal upadła na ziemię. Oburzona spojrzała na Rogera, jakim celem było wystraszenie jej. I właściwie to okazał się dość szlachetny, ponieważ tam, gdzie jeszcze przed chwilą stał starszy mężczyzna, teraz przystanął wóz z końmi.— Panienka Julia zgadza się? — krzyknął nieznajomy na koniu. Kobieta od razu wstała, otrzepując swoją spódnicę. Mimo że nie znała go, doskonale zdawała sobie sprawy, dlaczego tu jest i skąd zna jej imię.— Już idę! — zawołała, zbierając swoje rzeczy. — A my dokończymy trening kiedyś indziej, mam sprawę do załatwienia. — dodała do chłopaka, który wciąż siedział na pozostałościach starego drzewa. Bez czekania na odpowiedź, pomachała mu i pobiegła w stronę swojego transportu.Na dziś zostało jej jeszcze dwa zadania: dowiedzieć się nowych informacji o Gaunterze i odwiedzić Regisa.Druga sprawa oczywiście zaliczała się do tych "drobnostek". Wampir bez problemu by ją przyjął, nawet gdyby słońce schowałoby się za horyzontem. Zawsze była mile widziana i ani razu nie odmówił jej gościny. Fakt, że sam nalegał w liście na przyjacielskie spotkanie. Niestety stresowała się głównym celem podróży do większego miasta. Nie była do końca przekonana, czy cokolwiek dowie się o jej uwodzicielu. Jechała do znanej historyczki, która najprawdopodobniej będzie w stanie jej coś powiedzieć. Chociaż istniało wielkie ryzyko, że wróci do domu z niczym. Panna Foix, uczona na jednym z najlepszych uniwersytetów w Toussaint, specjalizowała się w kwestiach mocy ponadludzkiej, jak i samych istot. Kiedy o niej usłyszała, wiedziała, że musi złożyć jej wizytę. A najlepiej jak najszybciej.Niecałą godzinę później nieporadnie wysiadła z wozu, zarzuciła torbę z materiału na ramię i ruszyła w drogę. Dzięki szczegółowym zapiskom na kartce nie gubiła się w zatłoczonych uliczkach, choć... mało brakowało. W końcu, z pełną dumą, uniosła głowę i przeczytała szyld nad drzwiami. Była w dobrym miejscu.Wspięła się po kilku schodkach i kurczowo zgniatając w dłoni prowizoryczną mapę, weszła do środka. W głównym pomieszczeniu panował półmrok przez ciemny kolor ścian, jak i podłóg. Niewielkie lampki świeciły w każdym rogu pokoju, a okna zostały zasłonięte ciemnym materiałem. Powstał tu ciekawy kontrast, w porównaniu do kolorowych budynków miasteczka i słonecznej pogody. Mimo wszystko Julia przyglądała się wszystkiemu z wielkim zaciekawieniem, aż nieomal wpadła na posąg. Wtedy w ciągu sekundy się ogarnęła i próbowała zachować poprawnie do sytuacji. Na szczęście, nikt ją nie zobaczył.— Panno Foix? — powiedziała w końcu czerwonowłosa, gdy nikogo nie zobaczyła w środku. Jakby na zawołanie z góry dało się usłyszeć hałas i dziwny szmer. Niespełna minutę później na schodach pojawiła się wysoka, odziana w szaty, kobieta.— Proszę, wejdź na górę. Nie sądziłam, że pojawisz się tak szybko. — zachęciła ją machnięciem ręki i sama wróciła do siebie.— Tak wyszło, że akurat byłam w okolicy i... — zamilkła na chwilę, nie wiedząc, czy dalej brnąć w swoje malutkie kłamstwo. — Jestem. — dodała po chwili ze śmiechem. Usiadła na jednym z kilku wolnych krzeseł. Nie sądziła, że tak bardzo przejmie się ową sytuacją. Nie czuła się dobrze, iż w taki sposób dowiaduje się o Gaunterze informacji, aczkolwiek... tęskniła za nim i pragnęła wiedzieć, gdzie bywa.— Co cię tu sprowadza?— Właściwie to... — odchrząknęła cicho — Szukam pewnej osoby. Chociaż nie wiem, czy mam na tyle potrzebnych informacji, aby mogła pani mi pomóc.— Zacznij opowiadać, wtedy się przekonamy. — uśmiechnęła się zachęcająco.— Najważniejszą jego cechą, choć to raczej jest umiejętność, jest ingerencja w czasie. Potrafi w każdym dowolnym momencie zatrzymać czas. Pewnie też na jak długo, jak tylko chce, choć tego nie jestem pewna. — końcówkę zadania już wymamrotała, sama się nad tym zastanawiając. — Mówił mi, że się zajmuje... Cholera, jak on to powiedział? — podrapała się po policzku i na kilka dobrych sekund zamilkła. — O, "daje ludziom, to czego pragną, a później czekam na swoją należność".Historyczka słuchała jej uważnie, co jakąś chwilę kręcąc głową na znak zrozumienia. Nie okazywała mimiką żadnych odczuć. Julia zwątpiła, czy powinna dalej jej opowiadać.— Jest to zatrważająco ciekawe. — odezwała się w końcu. — Istota, która bez problemu włada czasem i dodatkowo wchodzi w układy z ludźmi. — mówiła sama do siebie. Gwałtownie wstała z krzesła, a następnie podeszła do ogromnej półki z książkami. — Nieczęsto spotyka się takie egzemplarze, Julio — dodała z nutą ostrożności. — W jakich okolicznościach się spotkaliście? Coś od ciebie chciał? — zadawała pytanie, po pytaniu. Położyła na stole wielostronicową księgę i zaczęła ją wertować.— Właściwie to mnie uratował. Pojawił się w momencie, gdy jakiś bandyta próbował mnie zaatakować. Gaunter wziął moją stronę, a później...— Gaunter? — przerwała jej niespodziewanie. Jej powieki się rozszerzyły, a brwi uniosły do góry.— Tak, tak się nazywa. O co chodzi?— To niemożliwe... — szepnęła, a w jej głosie dało się usłyszeć strach, obawę. Kartkowała coraz szybciej kolejne strony. — Czy to on?Panna Foix pokazała przed nią stronę z wykonanym ręcznie portretem. Julia spojrzała na to i znieruchomiała. Ujrzała przed sobą o'Dima. Nie było mowy o żadnej pomyłce. Kiwnęła niepewnie głową.— Dziecko... Coś ty się wpakowała? — zapytała z tak wielkim smutkiem. Jednak sama Julia nie zdawała sobie z tego sprawy. Wpatrywała się w historyczkę, nic nie rozumiejąc. Przybyła tu, aby poznać odpowiedź, choć na kilka wątpliwości, a teraz rodziło się ich coraz więcej.— W co miałam się wpakować? Proszę mi to wytłumaczyć.Starsza kobieta spojrzała na nią z ukosa.— Najlepiej będzie, jak już sobie pójdziesz. Przez ciebie przywołasz na mnie kłopoty. Podziękuję. Zbieraj się. — dziewczyna nawet nie wiedziała, kiedy ta tak drastycznie zmieniła swoją postawę do niej. Ciepły uśmiech gdzieś przepadł, a na jej miejscu pojawił się chłód i wycofanie.— Ale... Błagam, ja szukam tylko informacji. Pani coś wie, proszę mi pomóc... — dukała w pośpiechu, gdy ta niemalże siłą wypychała ją ze swojego pomieszczenia. Julia starała się zrozumieć, poukładać sobie coś w głowie, aczkolwiek wszystko wydawało się tak irracjonalne. Nie mogła. Nie potrafiła. A na dodatek poczuła się, jakby rzeczywiście robiła coś złego.— W moim domu nigdy nie będę rozmawiać o tym... diable. — wycedziła ostatnie słowo. — Ani nikt, kto ma z nim do czynienia, nie będzie tu stąpać. Wynoś się. — uczona Foix z każdą sylabą popychała ją w stronę schodów. Zaczęła mówić coraz lakoniczniej. Jednak nawet te kilka krótkich zdań zraniło ją. Schodziła po kolejnych schodkach, patrząc to się na rozwścieczoną twarz swojej rozmówczyni, a to na poręcz. Kątem oka dostrzegła już półpiętro. Pośpiesznie stawiała kolejne kroki i to właśnie sprawiło, iż potknęła się oraz upadła z kilku ostatnich stopni.Przez moment szumiało jej w głowie. Ból w plecach przeszył jej całe ciało. Nie potrafiła się ruszyć. Zacisnęła z całej siły usta, aby nie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Nie teraz.Ogarnij się, pomyślała do siebie. Zrobiła wokół siebie tak wiele hałasu. W gardle czuła nieprzyjemną gulę, zaczął boleć ją żołądek ze stresu i dół pleców przez bolesne spotkanie z twardą podłogą. Z trudem powstrzymywała łzy, które powoli napływały jej do oczu. Sama nie wiedziała, czy spowodowane było to jej niedolą, czy fizycznym bólem. Chociaż teraz to nie miało znaczenia. Została upokorzona oraz zwyzywana. Wiedziała, że nie może tu być ani chwili dłużej. Bez słowa wstała, zbierając z ziemi swoje rzeczy. Odwróciła spojrzenie od starszej kobiety. Gdyby jeszcze raz zobaczyła ten straszny, poniżający wzrok na sobie, z pewnością by pękła.— Przepraszam... — zdołała tylko tyle z siebie wydusić. Zbiegła na sam dół i całą siłą popchała ciężkie drzwi. Nie spędziła aż tyle czasu w ciemnościach pomieszczenia, aczkolwiek ta niedługa chwila sprawiła, że musiała intensywniej pomrugać, gdy wyszła na dwór. Wzięła kilka głębokich wdechów. Próbowała uspokoić swoje ciało, ale była tak roztrzęsioną poprzednią sytuacją. Na dodatek, gdy stała tak na środku chodnika, te same drzwi ponownie się otworzyły.— Jeśli jeszcze raz się tu pojawisz, zawiadomię strażników. Ostrzegam cięJulia odwróciła się na pięcie i trzymając kurczowo torbę, wybiegła z tej uliczki. Przystanęła przy jednej z wielu lamp, a następnie oparła się dłońmi o kolana. Przymknęła powieki i powoli zaczęła analizować.Gaunter.Diabeł.Dlaczego go tak nazwała? Co się z nią stało? Kobieta w swoim dwudziestoletnim życiu nie spotkała się z taką zamianą nastawienia. Przeraziło ją to. Kogo tak naprawdę napotkała? Z kim na do czynienia?Myśli wirowały, uczucia dobijały, a ją to niemiłosiernie zmęczyło. Jedynie czego teraz potrzebował to wrócić do domu, zaszyć się w łóżku i zapomnieć o tym dniu. Nawet nie miała szansy spotkać się z mężczyzną. Czy teraz by jej coś powiedział, uspokoił?Potrzebowała go, nie potrafiła do tego się przyznać, ale tak właśnie było.Godzinę później całkowicie zdołowana i zmarnowana stała pod rezydencją Corvo Bianco. Przypatrywała się ludziom, którzy swobodnie przemieszczali się po ganku. Niektórzy po prostu spacerowali z kimś, jak i samotnie. Natomiast reszta wyglądała na zajętych oraz wykonywali najprzeróżniejsze prace. Ktoś ciął drewno, inny czyścił kamienne dróżki z zaschniętych liści, a również znalazł się ochotnik do opieki koniem w stajni. Zwierzę osobiście przyciągnęło uwagę Julii, ponieważ nad nim ulatniała się dziwna, ciemna woń oraz latało wiele much. Nie chciała myśleć, jak długo koń nie został, chociaż opłukany wodą. Masakra.Kiedy tak myślała o higienie, usłyszała za sobą męski głos. Odwróciła się uradowana i przytuliła najserdeczniejszego przyjaciela. Szybko zauważył, iż jest coś nie tak. Udali się do domu, gdzie zaprosił ją do góry. W kobiecie dzisiaj powstał nowy uraz w kwestii wchodzenia po schodach. Oby drugi raz z nich nie zleciała.— Kiedy tak się dorobiłeś? — zapytała, kiedy ten wrócił do niej z tacką gorącej herbaty oraz kilkoma kawałkami ciasta. — I nauczyłeś gotować. — dodała, patrząc się na słodkości z podziwem.— Nie jestem właścicielem. Pomieszkuję tu od czasu, do czasu. Głową tego wszystkiego jest Geralt z Rivii. Aktualnie musiał wyjechać, ale użyczył mi swój dom, abym nie przesiadywał na cmentarzach.— A przecież ty to tak kochasz... — powiedziała z wielkim przejęciem i wzięła porcelanową filiżankę w dłoń. Dmuchnęła kilka razy w ciepły napar ziołowy, a następnie upiła łyk. Uwielbiała ten miętowy posmak i przerozkoszny zapach roślin.— Widzę, że twój humor nigdy nie przygaśnie. Choć dostrzegam po tobie, że coś cię trapi. Mogę ci jakoś pomóc, kochana?Regis nie musiał dwa razy powtarzać. Julia od razu zaczęła swoją opowieść, zaczynając od federalnego wieczoru, gdy została zaatakowana. Opowiedziała mu o swoim bohaterze, pokrótce jak potoczyła się ich dalsza znajomość. Nie szczędziła w szczegółach o ciekawych informacjach, jakie dowiedziała się o Gaunterze. Chociaż one stanowiły niewielki procent jej całego monologu. W końcu przeszła z historią do dzisiaj. Opuściła głowę i uporczywie wpatrywała się w swoje niewyraźne odbicie w herbacie. Wciąż ociekała wstydem. Wampir starał się ją jakkolwiek pocieszyć. Przyglądał jej się zmartwiony, z prawdziwą przyjacielską troską. Przez moment gładził jej plecy, by dodać jej wsparcia do mówienia.Kobieta przez te kilka miesięcy nikomu nie zdradzała swojej nowej znajomości. Nie opowiadała najbliższym koleżankom w gospodzie, jak wielce jest zauroczona, jak śni o nim i jak cholernie dobrze czuła się w jego objęciach. Nie przyznawała się, że jej pierwsze większe uczucia darzy mężczyznę, którego widziała tylko dwa razy i po spotkaniu znikał, składając kolejne obietnice. Na sercu odczuwała niewyobrażalną ulgę, kiedy w końcu o tym komuś powiedziała. Wyrzuciła wszystko z siebie. A na dodatek nie mogła wymarzyć sobie lepszego słuchacza, jakim był Regis.— Mogę tylko rzec, że to wygląda na wielce niepokojącą sprawę. — odezwał się w końcu, patrząc w niewiadomy punkt na ścianę — Postaram się samemu uzyskać jakichś informacji, a ty... Julio, nie wychylaj się zbytnio, możesz być w niebezpieczeństwie. — spojrzał na nią. Zrobił swoją typową minę, gdy o czymś głęboko rozmyślał — Miejmy nadzieję, że przez te najbliższe kilka dni się nie pojawi.Julia przytaknęła głową, chociaż myślała coś zupełnie innego. Gaunter był ostatnią osobą, która mogłaby wyrządzić jej krzywdę. Znała go na tyle, aby wiedzieć, że ma dobre serce. Nie krzywdzi bez powodu.Nie skrzywdziłby jej, prawda?Późnym wieczorem osobiście została odprowadzona przez przyjaciela pod sam dom. Przez większość czasu panowała między nimi cisza, aczkolwiek nie wpisywała się w tę najbardziej komfortową. Julia przez cały czas zastanawiała się, czy powinna coś jeszcze powiedzieć. Żyła w przeczuciu, że dzisiejsze popołudnie to tylko niewinne nieporozumienie. Co, jeśli pannę Foix opanowało szaleństwo? Może tak emocjonalnie reagowała na każdą prośbę doradztwa w sprawach, a nikt nie śmiał jej o tym powiedzieć. Nawet tamten portret nic nie oznaczał. Tysiące ludzi oraz ich historie wpisywało się do ksiąg. Każdy szlachetny lub mający wysoką pozycję w społeczeństwo dostawał na to szansę. "Gaunter zapewne przyczynił się do jakiegoś dobra", pomyślała tak pewna siebie.Regis co jakiś czas na nią zerkał, mając dziwny wyraz twarzy. Ciężko było odkryć, co czuł. Ktoś postronny rzuciłby, że zdezorientowanie. Inny wspomniałby coś o dezaprobacji, a trzecia osoba przekonałby, że to iskierka troski przepływa przez twarz mimika. Zapewne wszyscy mieliby rację. Regis nie potrzebował nazywać swoich uczuć. Po prostu, na swój własny sposób, je rozumiał i przyjmował. Jednak najbardziej go męczyła kwestia, iż jego przyjaciółka to śmiertelniczka i kiedyś może przyjść na późno, aby ją uratować. Trząsł się na samą myśl, że Julia wpakowała się w niebezpieczną relację z kimś cholernie potężnym i nieprzewidywalnym. Jednak była dorosłą kobietą i nie mógł jej niańczyć. Nawet gdy teraz miał ogrom wolnego czasu.Kilka następnych dni przemijało spokojnie. Niebieskooka nigdzie nie wyjeżdżała, a tylko pokonywała drogę dom-gospoda. Starała się poukładać niektóre sprawy w głowie. A także nieświadomie pisać usprawiedliwienia sobie, jak i swojemu kochankowi. Ciągle chciała wierzyć, że nie robią nic złego. Nawet żaden argument nie przychodził jej do głowy, gdy myślała o ciemnej stronie Gauntera."Zabił tamtego przejezdnego", podpowiadał jej głos rozsądku, który od dawana siedział dziwnie uciszony. Julia się z tym na początku zgodziła. Na początku. Po długiej analizie wydarzeń wnioski same się nasuwały. Uratował ją. Gdyby nie Gaunter, to ona leżałaby skrzywdzona i pewnie pobita w krzakach. Nad ranem przerażeni sąsiedzi znaleźliby ją bez połowy ubrań i roztrzęsioną. Lub nawet nie dożyłaby świtu. Mężczyzna wybrał mniejsze zło. Każdy z nas wybiera mniejsze zło.Późnym popołudniem kobieta wracała do siebie. Poprosiła wspólniczkę, aby to ona tego wieczoru zamknęła gospodę. Tak wielce się cieszyła, że w końcu ma przy sobie osoby godne zaufania w pracy. Dzięki temu zrzuciła z siebie trochę obowiązków i spraw. A przede wszystkim szczęśliwie wracała do domu przed zmrokiem.Po wejściu do środka zamknęła drzwi na zamek. Nie miała w planach już nigdzie wychodzić. Od dobrych kilku godzin rozmyślała o przepysznej kolacji oraz położeniu się do łóżka. Bolały ją całe barki i ciało powtarzało, już nie pierwszy raz, że potrzebuje odpoczynku.Kiedy się odwróciła, krzyknęła z przerażenia. Złapała się za klatkę piersiową i oparła się o ścianę za sobą. Puls momentalnie jej przyśpieszył i już czuła, jak serce szybko obija się w mostku.— Gaunter. — wypowiedziała jakby zdyszana. Mężczyzna siedział rozłożony na krześle. W dłoni trzymał drewnianą łyżkę, którą zapewne znalazł w szafce. Podrzucał ją delikatnie, a następnie precyzyjnie łapał.— Nie przywitasz się ze mną, Julio? — zmrużył oczy, uśmiechając się z pewną widoczną goryczą w mimice. Julia miała wrażenie, że swoim spojrzeniem wypala w niej okropną dziurę wstydu. Tylko dlatego pojawiły się w niej takie emocje?— Zrobiłabym to, gdybyś mnie w taki sposób nie nachodził. — wypaliła i to razu tego pożałowała. Lusterko podniósł się i przeszedł kilka kroków do niej. Wyglądał nonszalancko, bez żadnej skazy. Patrzył się na nią z góry. Dominacja i władza emanowały wokół niego. Także siła, przez którą Julia poczuła się niepewnie.— Nachodzę cię? — powtórzył za nią — Myślałem, że dobrze się ze sobą bawimy. — złapał ją za podbródek, aby spojrzała wprost w jego ciemne oczy. Nie dawał jej żadnego wyboru, zrobiła to. Głęboki kolor czerni hipnotyzował. Już teraz czuła się taka bezsilna, omamiona. Gaunter, jego zapach, spojrzenie, głos. To dla niej za dużo.— Tak jest. — szepnęła ledwo słyszalnie.— Zdecyduj się na jedną wersję, skarbie. — uśmiechnął się łobuzersko — Cokolwiek sobie zażyczysz, tak postąpię.— Jest nam ze sobą dobrze.— Tak myślałem... — parsknął cicho. Wyglądał, jakby już wcześniej rozegrał tę scenę w swojej głowie, a teraz wszystko podążało zgodnie ze scenariuszem — Zaszczyciłem cię dziś swoją obecnością, ponieważ usłyszałem co nieco o twojej próbie dowiedzeniu się o mnie informacji. Chcesz się czymś podzielić?Julia przed oczami widziała przerażoną twarz kobiety, kiedy dowiedziała się, o kim niebieskooka chce rozmawiać.Każdy jej mięsień czuł, jak spadała ze schodów.Jak została wyrzucona z domu.Cały czas czuła na sobie spojrzenie Regisa, kiedy wracali do niej.Intuicja podpowiadała jej, że dla własnego dobra lepiej nie zdradzać tych spraw. Dlatego bez zastanowienia pokręciła przecząco głową. Starała się odwrócić od niego spojrzenie, aczkolwiek on ciągle trzymał jej twarz, a nawet wydawało jej się, że przez sekundę zacieśnia palce.— Kłamiesz. — zrobił kilka kroków w jej stronę, na co ona automatycznie się cofnęła. Problem pojawił się w momencie, gdy jej plecy przyległy idealnie do ściany, a ona straciła jedyną drogę ucieczki — A ja tak nienawidzę łgarstwa. — fuknął niespodziewanie. Kobieta wtedy zadrżała. Ten łagodny mężczyzna, z którym leżała pod gwiazdami lub wśród miękkich poduszek gdzieś zaginął. Starała się tak bardzo, aby go dostrzec wśród jego gniewu, ale wszystko było na marne. Nie wiedziała, jak mu pomóc. Co zrobić, aby się uspokoił?— Dam ci ostatnią szansę na powiedzenie prawdy, najdroższa. — dodał ostrożnie, lustrując ją wzrokiem.Doskonale wiedziała, że mówi poważnie. A za nic nie chciała poznać jego wściekłości.— Spotkałam się z panną Foix. — powiedziała na jednym wdechu.— Wiem, po co to zrobiłaś?— Nic mi o sobie nie mówisz. Chcę wiedzieć, kim jesteś, jeżeli coś nas łączy.— Powiedziałem ci tyle, ile powinnaś wiedzieć.Julia poczuła się urażona i dotknięta. Nie była godzien usłyszeć więcej? Nie ufał jej aż tak bardzo, aby podzielić się czymś bardziej osobistym? A może nie traktował ją tak poważnie, jak ona traktowała go?— Nie. — burknęła stanowczo — Mówisz mi tyle, ile jest ci wygodnie. Jeśli chcesz zabawić się moim sercem, to już możesz przestać. Nie będę twoją paniusią, która pobiegnie do ciebie na każde pstryknięcie.Buzowało w niej mnóstwo emocji. Strach przerodził się w zirytowanie. Oczywiście, szalała za tym mężczyzną, ale nigdy nie pozwoli, aby ktokolwiek obnosił się z nią przedmiotowo. A teraz miała wrażenie, że to się dzieje.O'Dim uniósł nieco zaskoczony brwi. Nie spodziewał się takiego wylewu szczerości od strony kobiety. Przez moment wyglądał, jakby nie wiedział, jak dokładnie zareagować. Dopiero po kilku długich i cichych sekund z jego ust rozbrzmiał śmiech.— Ani razu nie pomyślałem o tobie, jak o swojej "paniusi". — przytoczył jej własny przykład, ponieważ nie znalazł innego podobnego słowa. A to zdawało się najbardziej odpowiednie — Jesteś zbyt wartościowa na taką rolę w moim życiu. — mężczyzna zdjął dłoń z jej twarzy, choć nie odsunął się ani na centymetr.— Mam nadzieję, że mówisz teraz szczerze. — nie odwróciła od niego spojrzenia, pragnąc ujrzeć potwierdzenia w jego oczach.— Tylko i wyłącznie.Julia nieco się uspokoiła. Zrobiła krok w bok, uwalniając się przy tym od ciężaru jego obecności. Zerknęła na odsunięte krzesło, na którym jeszcze chwilę temu siedział. Przez moment zastanawiała się ile na nią czekała. Zdążył tylko tu zagrzać miejsce, czy swobodnie przechadzał się między kątami i szperał w jej rzeczach? Chociaż ten scenariusz Julia szybko przekreśliła. Gaunter raczej szanował prywatność innych, zwłaszcza gdy był w gościach.A łyżka zapewne leżała już na blacie. W najgorszym przypadku dowie się o kilku niewielkich sekrecikach z Novigradu.Rozmyślała tak, stojąc do niego tyłem. Dopiero ciepłe pocałunki na szyi złapały ją i sprowadziły do drewnianego domku. Odchyliła delikatnie głowę i przymknęła powieki z przyjemności.— Mówiłeś coś? — szepnęła, gdy wydawało jej się, że Gaunter coś wcześniej się odezwał.— Nie. — mruknął przecząco, nie odrywając warg od jej skóry — Może ty chcesz mi jeszcze o czymś powiedzieć? — dodał tak beztrosko oraz łagodnie. Nic nie wskazywało no to, że znalazł źródło ostatniej, malutkiej tajemnicy kochanki.Julia przez chwilę analizowała, czy powinna zabrać głos. Może nie była to spektakularna wiadomość, aczkolwiek chciała być z nim szczera. A stanie od niego w przeciwnym kierunku ułatwiało jej prawdomówność.— Opowiedziałam o nas przyjacielowi.Gaunter zachłysnął się własnym powietrzem.— Co mu dokładnie powiedziałaś? — odchrząkał nieprzyjemnie i złapał Julię za ramię, aby sprawnie ją obrócić w swoją stronę.— W jakich okolicznościach się poznaliśmy, o naszych spotkaniach, jak potrafisz władać czasem... — ostatnią część zdania wypowiedziała znacznie ciszej oraz niepewnej.— Ktoś tu zdecydowanie nie potrafi dochować naszej tajemnicy. — cierpki ton owijał jej policzki — Julio, nie możesz po prostu tak rozgadywać o nas na prawo i lewo. — mówił dalej. Z jednej strony kobieta odczuwała w nim wsparcie oraz zrozumienie. A z drugiej strony nie zdziwiłaby się, gdyby za moment jego reakcja przeszłaby do kategorii "wybuchowe".— Ja...— I wiesz, dlaczego musimy utrzymywać naszą słodką relację między nami? — zapytał retorycznie, ponieważ oboje znali prawdę, że dziewczyna nie zna odpowiedzi na to pytanie. A przynajmniej nie całkowicie. Lusterko uniósł palce do góry i zrobił niewyjaśniony ruch. Momentalnie za oknem jasnozłote niebo zostało zakryte przez ciemne, potężne chmury. Wiatr zawiał niebezpiecznie, aż okiennice nie wytrzymały gwałtownego uderzenia i obiły się o ścianki budynku. Kilka luźno położonych donic obok domów sąsiadów przewróciły się, a niewinne kwiaty twardo upadły na zimną ziemię. Sama temperatura spadła o kilka stopni Celsjusza.— Gaunter, co ty robisz? — zapytała przerażona, podskakując na kilka trzasków wokół siebie.— Pokazuję ci tylko ułamek swojej potęgi. — wykonał płynny ruch jednym palcem. Krople deszczu, a raczej ulewy, w różnym rytmie stukały o dach, parapety i dosłownie wszystko inne. Na dworze dało się usłyszeć kilka pisków przeszczęśliwych dzieci jak także rozdrażnionych krzyków dorosłych. Nikt z nich nie był przygotowany na taką zmianę pogody.Czerwonowłosa wpatrywała się w niego jak zaczarowana. W snach nie wyobraziłaby sobie, że on potrafi takie rzeczy bez używania jakichkolwiek starań. I ani trochę go to nie męczyło. Jego mimika wskazywała na ogromną obojętność, gdy gdzieś, kilkaset metrów od nich, uderzył piorun, a za nim kolejny.— Gaunter, już, proszę, przestań... — starała się złapać go za dłoń, chcąc subtelnie ująć. Niestety, wzrost mężczyzny powodował, że zabrakło jej kilka cali do tego. Nawet gdy stanęła na palcach.Z pewną dumą wpadła na zupełnie inny, wielce skuteczniejszy pomysł. Przybliżyła się nieco i złączyła ich usta w pocałunek. Jeśli to nie da mu komunikatu, aby skończył to okropne "przedstawienie", to już nic nie zadziała. Przybiła sobie mentalnie piątkę, gdy do jej uszu przestał docierać straszliwy dźwięk wichury. Otoczenia powoli się uspakajało, a oni stali pośrodku domku. Pełni emocji i powstających nowych wątpliwości.— Tak kurwersko pragnę wynagrodzić ci moją nieobecność, ale nie mogę... — w międzyczasie rozwiązywał tył jej sukienki, co nie należało do łatwych zadań, ponieważ Julia nauczyła się po wielu latach pracy w gospodzie wiązać solidne supły. Żadnej pijaczyna w ramach ani trochę śmiesznego żartu, nie rozwiąże jej odzież — Zachowałaś się ostatnio tak niegodzien tego wszystkiego.— Będę się już dobrze zachowywać, obiecuję.— Teraz? — prychnął z lekkim niedowierzaniem. W końcu, po wielkich staraniach, sukienka opadła z jej ramion na podłogę. Gaunter szybko zrobił z tego użytek i jego dłonie wędrowały po niemalże każdym skrawku jej ciała — Teraz jestem zobowiązany pokazać ci, jak traktuję taką postawę.Mężczyzna bez słowa ściągnął z siebie wszystkie zawiązane woreczki, a także pochwę z nożem wokół pasa. Następnie pozbył się z siebie koszuli. Pozwolił Julii pomóc mu ze ściągnięciem spodni. Przez cały ten czas starali się jak najmniej od siebie odrywać. Tak cudownie ze sobą współgrali. Tworzyli coś naprawdę intymnego oraz bliskiego.Delikatnie popchał ją na stół i kobieta usiadła na jego brzeg. Rozłożyła nogi, by bez problemu jej luby mógł znaleźć się jak najbliżej jej.— Tego już nie będziesz potrzebować. — po powiedzeniu tego, pociągnął do góry jej halkę i kobieta została w samych majtkach. Gaunter przyglądał się jej z lekkim uśmiechem. Złapał ją za pośladki, a ich krocza momentalnie do siebie przyległy. Ponownie zaczęli się całować, a na zmianę ruszać dołem ciała, aby poczuć coś przez materiał bielizny. Ocierali się tak o siebie do momentu, gdy czerwonowłosa nie zaczęła cicho pojękiwać. Nieśmiało szepnęła swoje pragnienie o dalszym posunięciu się sytuacji.— Tego właśnie chcesz?— Mhmmm...Lusterko odsunął się nieco i gdy ta podniosła się na chwilę, ściągnął z niej ostatni materiał. Przed sobą miał piękną kobietę. Kiedy tylko zerkał na jej urocze krągłości lub intymne sfery, w oczach pojawiał się blask. Pragnął ją. Nie tylko teraz, ale przez cały czas rozłąki. Pragnął ją teraz tak mocno, iż nie mógł obchodzić się z nią subtelnie. Nie obchodziło go już nic.— Będę cię dziś tak pieprzyć, że przez długi czas o mnie nie zapomnisz. Będziesz tak głośna i żałosna. — mówił na tyle pewny siebie, że Julia już mogła przyznać mu rację. A nie ukrywając, taki stan rzeczy cieszył ją chyba jeszcze bardziej niż jego.Jęknęła głośno, gdy jego ciepłe palce zawędrowały do jej krocza. Spojrzała to na nie, a to na Gauntera.Pieścił ją. Pierwszy raz od wielu tygodni i było to tak niewyobrażalnie dobre uczucie. Nie spodziewała się, nawet gdy nastąpi moment, gdy poczuje go w sobie. Uczynił ten ruch tak szybko i bez żadnego ostrzeżenia. Zacisnęła mocno usta, choć to nic nie pomogło i ciche westchnięcie się wysmyknęło.Poruszał dłonią powoli, najbardziej obserwując jej mimikę oraz reakcję. To było dla niego najważniejsze. Widzieć jak powoli z każdą minutą tracie się w jego obecności. Natomiast Julia kilkakrotnie musnęła jego bokserki. Przez moment nawet dłużej zatrzymała się na nich i czekała tylko na zgodę.— Na co czekasz? — zachęcił ją.— Cholera... — mruknęła, przegryzając dolną wargę. Gaunter robił świetną robotę, a jej ciało to kochało. Odnalazła opuszkami skrawek bielizny i włożyła w nią dłoń. Już wtedy poczuła, jak i mężczyzna jest napalony. Moment później i on stał nagi. Nie śpiesząc się, nawzajem sprawiali sobie przyjemność. Również każde z nich odczuwało coraz większą satysfakcję. Raz na jakiś czas pojawiały się nierówne oddechy, czy mruknięcia. Było im cholernie przyjemnie.— Zawsze byłaś taką dziwką, czy tylko ja doprowadzam cię tak szybko do takiego stanu? — odezwał się po dłuższej chwili ciszy. Wolną ręką złapał ją ponownie za żuchwę, uzyskując przy tym kontakt wzrokowy.— Odpowiedź cię bardzo ucieszy. — uśmiechnęła się niby niewinnie, choć w tym geście był ewidentnie wypisany coś erotycznego. Gaunter niemalże mruknął ze zadowolenia. Nie odrywając nowopowstałego dotyku, przejechał po jej ciele i objął ją w talii. Uważał, że czas na taką delikatność się skończył.Przyśpieszył tempo swoich ruchów. Znacznie przyśpieszył. Julia musiała podeprzeć się o blat za nią, aby opanować nową falę przyjemności. Gdyby nie jego silne ramiona, zapewne już leżałaby na kuchennym stole. Teraz tylko nieco zwisała i własnymi siłami starała się utrzymać.Ta zabawa trwała dopiero kilkanaście minut, a kobieta miała wrażenie, że za moment oszaleje.— Kurwa, Gaunter, za moment dojdę. — wydyszała cicho. Co chwilę musiała wykonać kolisty ruch biodrami, a całe ciało coraz bardziej przyjmowała do siebie przyjemne spięcia, jak i rozluźnienia.— Już? Och, jesteś tak niewyżyta i napalona. Co za wstyd... — mówił z przekąsem, aczkolwiek ani trochę nie zwalniał. Przyciągnął ją do siebie, a kobieta mocno objęła go ramionami. Dyszała, ocieplając okolicę szyi swoim gorącym oddechem. Na przemian całowała jego barki, a powstrzymywała się od wbicia w nich paznokci.— Mhm, zrób to. Dojdź dla mnie.Czerwonowłosa krzyknęła przeciągle, a jej uda niebezpiecznie zadrżały. Oparła się całym ciężarem o Lusterko, który zdawał się całkowicie dumny z siebie. Pierwszy raz w życiu doznała takiej rozkoszy przy grze wstępnej. Była nieco oszołomiona, jak i wyglądająca na niewiarygodnie szczęśliwą.— Jesteś taki silny... — szepnęła, dalej się do niego przytulając. Leniwie jedno ramię opadło wzdłuż jej ciała, a następnie dotknęła jego członka — I tak sprawiasz, że cudownie się przy tobie czuję.— Nie dziwi mnie to ani trochę. — posłał w jej stronę uśmiech — Daję ci tyle przyjemności, choć ty jesteś cholernie niegrzeczna.— Jak bardzo?— Zdradziłaś nasze sekrety. A teraz stoisz przede mną i jęczysz jak największa dziwka. — chociaż byli sami, oni niemalże szeptali sobie do ucha.— Mogę się bardziej postarać.— Nigdy nie poznałem tak żałosnej osoby, jak ty. — złapał ją za szyję oraz podniósł jej głowę, patrząc się na nią z góry — Nie będziesz dziś tylko jęczeć i krzyczeć. Sprawię, że nie pozbierasz myśli. Będziesz łkać i błagać o więcej. A ja pomyślę, czy na to w ogóle zasługujesz. — gdy wypowiedział ostatnie słowo, mocno i dynamicznie ją pocałował. Nie mógł przed nikim ukrywać, ta krótka rozmowa tak go napaliła, iż miejsca, które dotykała Julia, sprawiały mu aż ból.Nie czekając dłużej, chwycił ją za pośladki i podniósł. Ona mimowolnie oplotła nogami jego pas. Głównie dlatego, aby uchronić się przed upadkiem. Lusterko niezbyt świadomy, w jakim idzie kierunku, zrobił kilka przypadkowych kroków. Domek nie zaliczał się do ogromnych posiadłości, nawet średnie wymiary, to raczej koloryzowanie powierzchni. Nic dziwnego, że zamiast następnego kroku, natknęli się na ścianę. W głowie Lusterka zaświeciła się jasna lampka. Mogli robić to tutaj, co wydawało się nieco seksowne.Przyparł ją, na co ona cicho westchnęła. Rozgrzana skóra całkowicie nie spodziewała się spotkania z zimną powierzchnią za sobą. Oparła o nią głowę i tylko zdążyła przesłać mu spojrzenie pełne wyczekiwania, a mężczyzna już zdążył złączyć ich ciała. Opuścił jej jedno udo, a drugie wciąż trzymał blisko siebie. Zaciskał na nim palce, a niekiedy gładził. Julia domyślała, że może robić to nawet nieświadomie, aczkolwiek nic z tego jej nie przeszkadzało. Przymknęła powieki i z pełną przyjemnością przyjmowała jego każde kolejne pchnięcie ciałem.O'Dim pieścił kobiety biodra, piersi, ramiona dotykiem, jak i szybkimi buziakami. Nie potrafił się opanować. Tyle wizji plątało się w jego umyśle, co dokładnie mógł jej teraz zrobić, aczkolwiek wiedział, że kobieta pomimo największych starań, fizycznie odpadnie. Dlatego nie skupiał się na tym aspekcie, a raczej fantazjował o obecnej chwili.— Jesteś moją uroczą i niewyżytą suką. — westchnął, nachylając się do jej ucha — Podoba ci się to? — ucałował jej płatek ucha. Nie musiał czekać długo na odpowiedź — Oczywiście, że tak...Rozciągnął usta w żenujący uśmiech. Jej uległość stawała się niekiedy tak rozkoszna, że tylko głupiec by z niej nie skorzystał. A on teraz miał ją tylko na wyłączność. Przypierał ją, eksponował jej oddanie się, kpił z niej, a ona... wciąż tak samo mocno go pragnęła. Gaunter nie wiedział, czy teraz bardziej chce ją pocałować, czy przydusić do ściany, aby poznać jej granicę.W końcu ponownie mocno ją chwycił i podniósł wyżej. Zamienili się miejscami. Teraz to on spokojnie się oparł, co dało mu kilka sekund na odetchnięcie. Czuł, jak Julia sama przejęła nieco sytuację. Niestety, w jej pozycji nie mogła zrobić tego tak świetnie, jak normalnie. Wsparł ją i w pewnym momencie w domku głównym hałasem stała się czerwonowłosa.— Mocniej, mocniej, mocniej... — powtarzała. Chowała głowę w zagłębieniu jego szyi — Gaunter, błagam, pieprz mnie tak dalej — westchnęła przeciągle. Dzięki fizycznej sile demona, ten ani trochę nie męczył lub opadał z sił. A z czasem wręcz przeciwnie. Z każdym kolejnym pchnięciem, powoli rosnąca przyjemność się zwiększała. Nawet kobieta upewniała go w przekonaniu, że nie powinien nic zmieniać.— Co za dziwka z ciebie. Doprowadzasz mnie do szału. — warknął, wbijając palce w jej skórę.Nie było nic dziwnego, iż po kilku następnych chwilach między nimi zapanował najprawdziwszy chaos. Szumiało im w głowie, serce ciężko obijało się o klatkę piersiową, a oni nie mogli złapać spokojnego tchu. Stali przy sobie, ciągle się dotykając. Z ich wydobyły się kilka krótkich śmiechów. Julia zeszła z niego i lekko chwiejnym krokiem pokierowała się na łóżku, by następnie bezwładnie na nie opaść. Wyciągnęła ręce do góry, nieco się rozciągając.— Chodź tutaj. — dodała, cicho ziewając. To ewidentnie był długi i wyczerpujący dzień. Gaunter posłuchał się jej. Jednak, zamiast położyć się obok, nachylił się, a następnie długo ją pocałował. Już chciał pociągnąć ją do siebie, gdy totalnie niespodziewanie rozbrzmiał dźwięk głośnego pukania.— O cholera jasna... — zerwał się nagle. Nerwowo zaczęła rozglądać się po pokoju w poszukiwaniu swoich ubrań — Gdzie są moje majtki...? — zapytała samą siebie. Poczuła, że coś w otoczeniu się zmienia. Wszystko cichnie i staje się bardziej rozmyte. Zerknęła na Lusterko, który tylko z rozbawieniem się jej przyglądał. Powiedziała bezgłośne "dziękuję" i już znacznie spokojniej zaczęła się ubierać. On również.— Pomożesz mi zawiązać sukienkę? — zagadała go, stając do niego bokiem.— Wolałbym ją ponownie z ciebie ściągnąć. — dodał jakby od niechcenia. Wziął między palce dwa końce pasków i zawiązał ładną kokardkę — Ale proszę. — w ramach podziękowania cmoknęła go w policzek.Jeszcze przez chwilę ogarniała ład w domku, aby wszystko wyglądało normalnie. To nie tak, że jej nogi dalej przyjemnie drżały, a miłe uczucie rozchodziło się wszędzie.— Więc... — zaczęła.— Tak. — westchnął cicho, wiedząc, co chce powiedzieć — Niedługo cię ponownie odwiedzę, najdroższa. Postaram się jak najszybciej. — ujął jej policzek — Ale obiecaj mi, że nasze spotkania zostaną tylko między nami. Nie chcę, żebyś spotkała nieodpowiednich ludzi na swojej drodze. A ja... — zrobił niewielki krok w jej stronę — Z pewnością opowiem ci o takich sekretach, o których nigdzie nie zdołasz o mnie usłyszeć.Ostatni raz na kilka następnych tygodni złączył ich usta. To było coś tak... osobistego, emocjonalnego. Jakby dwójka kochanków rzeczywiście żegnała się, nie wiedząc, kiedy ponownie się zobaczą. Julia powstrzymywała się, aby złapać go i nie puścić już nigdy, ale wiedziała, że to niewykonalne.— Wyjdź ogrodem. Tam cię nikt nie zobaczy. — doradziła mu, a Lusterko powrócił czas w ruch.— Do zobaczenia, Julio.Stała tak samotnie na środku pokoju, a z serca kapało kilka kropel żalu, tęsknoty i samotności. Ponownie pukania sprawiły, że powstrzymała rodzący się smutek na jej twarzy. Poszła otworzyć drzwi, a gdy ujrzała Regisa przed wejściem, niemalże zbladła. Co za wyczucie czasu.— Czemu jesteś taki przemoknięty? — zapytała, widząc, jak cały płaszcz jest ciemniejszy od wilgoci, a włosy nieco mu oklapły. W międzyczasie wpuściła go do środka.— Nie uwierzysz. Chyba nad całym Toussaint przeszła jakaś ogromna wichura z burzą. Zdążyłem cały przemoknąć. A nie chciałem zmieniać swojej formy, zwłaszcza, że kręcę się wśród ludzi. — kobieta kiwnęła głową na znak zrozumienia. Myślała, że te kilka ciemnych chmur były tylko nad jej chatką, a nie w całej krainie... "Och, Gaunter.", pomyślała.— Ale mniejsza o to. Przychodzę ze znacznie ważniejszą sprawą. — zrzucił z siebie mokrą garderobę, a następnie oparł się o drewniany blat. W dokładnie w tym samym miejscu, gdzie ona dziś krzyczała imię kochanka i zaciskała pięści. Dziwne mrowienie przeszło przez jej ciało. Zdecydowanie chciałaby powtórzyć to z Gaunterem. I nie tylko na stole, czy przy ścianie, ale w każdym kącie tej małej posiadłości. Nie mieli aż tak dużo możliwości, aczkolwiek z ich cudowną kreatywnością na pewno coś wymyślą.— Ziemia do Julii, słuchasz mnie? — pomachał przed nią ręką, na co ona go tylko pacnęła.— Oczywiście, że słucham. Tylko powtórz, to co mówiłeś.Regis zirytowany westchnął.— Dowiedziałem się czegoś więcej o twoim nowym towarzyszu. Naprawdę zastanawiam się, jak zdołałaś na niego wpaść, tak po prostu. Przecież...— Przejdź do konkretów, Regis.— Gaunter. A dokładnie Gaunter o'Dim jest jednym z najpotężniejszych demonów w naszym świecie. To najczystsza wersja diabła. Tak... dosłownie.— O kurwa.

----- CHAPTER BREAK -----

Julia żałował, że nie została przez kolejne dwa tygodnie zapytana o najbardziej nielubiane zwierzę. Z pełną powagą, głośno i wyraźnie odrzekłaby, że nietoperze. A przy okazji patrzyłaby na swojego najukochańszego wampira z wielce wymownym spojrzeniem.Nikt przez całe życie nie irytował kobiety tak mocno, jak teraz jej przyjaciel. Już kilka razy przyłapała się na rozmyślaniu, czy ciężka, żelazna patelnia ze spotkaniem z jego głową dałoby jakikolwiek efekt. Oczywiście oprócz okropnego, długo gojącego się siniaka. Regis od momentu dowiedzenia się, jaką tak naprawdę moc posiadał Gaunter o'Dim, nie ustępuje ją na krok. Kiedy kobieta zbiera się do pracy, ten niespodziewanie przychodzi do niej z koszyczkiem świeżych owoców lub warzyw. Już niejednokrotnie, w wirze obowiązków, dostrzegła na słupie wiszącego nietoperza. A w domu, gdzie powinna mieć zapewniony spokój, a także relaks — Regis przesiadywał z nią i namawiał na kolejną partyjkę gier karcianych. Zachowywał się podobnie do zaborczego ojca, który tylko na myśl o błogosławieństwa związku córki, wpadał w szał. Czuła się, jakby z dnia na dzień w jego oczach znikała odważna, pełna ambicji dziewczyna, a zamiast niej pojawiła się naiwna, lekkomyślna dziewczynka.~*~— Regis, widzę cię. — powiedziała, wzdychając przeciągle. Ściągnęła kaptur z głowy przyjaciela i spojrzała na niego z góry. Siedział zgarbiony i jeszcze moment temu wbijał wzrok w drewniany stół. Teraz próbował kierować swoje spojrzenie wszędzie, tylko nie na kobietę. Wyglądał jak nadpobudliwy dzieciak, który kolejny raz zbił ulubiony wazon rodziców. I tym razem został przyłapany na gorącym uczynku.— Och, Julia... — zaczął i wykrzywił usta w grymas — Dobrze cię znów zobaczyć, nie wiedziałem, że jesteś w... pracy. Tak, w pracy. — dodał pośpiesznie, jakby na bieżąco wymyślał kolejne słowa kłamstw. Czerwonowłosa wypuściła głośno powietrze. Odłożyła tackę pełną brudnych naczyń i klapnęła obok wampira.— Jesteś nieznośny i uparty. Dlaczego ja się wciąż z tobą zadaję? — oparła się o jego ramię. Buzowały w niej wiele uczuć i najchętniej wyrzuciłaby go z karczmy, ale doskonale wiedziała, że jego czyny to wyłącznie troska. Nieco osobliwa, jak na jej zwyczaje, aczkolwiek właśnie to w nim najbardziej lubiła. Regis był nietuzinkowy, a przy bliższym poznaniu otaczał wszystkich swoją empatią i ciepłem.— Ponieważ łączy nas szczególna więź. — zerknął na nią i położył dłoń na jej ramieniu — A przy okazji chciałem spróbować waszego nowego dania.— Nie chcesz tego spróbować, Regis.— A właśnie, że chcę. Poproszę jedną porcję... — zaczął i specjalnie dał dłuższą przerwę, aby kobieta mogła ją zapełnić nazwą potrawy. Julia wyprostowała się na ławce oraz parsknęła cicho śmiechem.— Kaszanki. — dokończyła, obserwując jego reakcje. Po twarzy przyjaciela dało się dostrzec odrobinę zdziwienia oraz obrzydzenia. Domyślała się, że właśnie tak zareaguje.— Nie mów mi, że to dzięki tobie ludzie mogą spróbować tak pysznego jedzenia. — zerknęła na niego w tak dziwny sposób, że aż wampir poczuł, jak bardzo się pomylił.— To Colin zażądał, że trzeba dodać tu nowych, świeżych smaków. Upierałam się na, sama nie wiem, nowy smak zupy lub egzotyczną rybę. Jednak sam widzisz, jak przeszło dwuosobowe głosowanie. — wzruszyła ramionami. Podczas wprowadzania nielokalnego jedzenia w karcie dań, kobieta zdążyła poinformować, iż nie tknie żadnego składnika związanego z kaszanką. Myślała, że dzięki temu jej partner w interesach się wycofa, a ten bezczelnik tylko podrapał się po brodzie i przydzielił to zadanie jej pracownikom.Przez kilka chwil siedzieli tak w ciszy, spoglądając raz na jakiś czas na siebie nawzajem. W końcu do Julii dotarło, dlaczego tu w ogóle podeszła. Gwałtownie podniosła się, a następnie wskazała oskarżycielsko palcem na Regisa, choć podobno był to gest wielce niekulturalny.— Musisz zaprzestać tej całej swojej misji opiekowania się mną. Sam chyba już zauważyłeś, że o'Dim... — po wypowiedzeniu tego nazwiska, została mocno pociągnięta w dół. Na całe szczęście nie uniosła tacki z talerzami, czy kubkami, ponieważ wszystko teraz leżałoby na podłodze.— Nie możesz o nim mówić w miejscu publicznym. Kręcą się tu dziwni ludzie, niech nie daj boże, ktoś nas podsłucha i...— Rozejrzy się. — przerwała mu. Zerknęli na salę, gdzie większość miejsc było pustych. Klienci albo cicho ze sobą rozmawiali, albo niektórzy ucinali sobie krótkie drzemki — Nikt nas tu nie podsłuchuje, a ty ewidentnie jesteś przewrażliwiony od ostatnich kilku tygodni. Jestem pewna, że nieświadomie zrobiłeś tak nieprzyjemną i mroczną aurę wokół mnie, że żaden zainteresowany osobnik płci męskiej, choć i damskiej również, do mnie nie podejdzie. — posłała mu nieładny grymas — Marnujesz swój czas. Zrób coś... miłego, znajdź nowe eliksiry, czy wdróż się w magię.— Zapomniałaś, że jestem nieśmiertelny, a to oznacza...— Wiem, co to oznacza, Regisie. I również wiem, że ten straszny, okropny demon raczej nie pojawi się w moim życiu. Nic do niego nie czuję, nie weszłam z nim żaden kontrakt i tak pozostanie. Nie potrzebuję go. — dodała kolejne kłamstwo. Momentalnie poczuła szybsze bicie serca, a jej dłonie nieznacznie się spociły.Oczywiście, że potrafiła żyć bez Gauntera o'Dima. Robiła to codziennie i radziła sobie doskonale. Tylko ta jedna, nieznośna myśl przypominała jej o jego dotyku, obecności i co potrafił zrobić z jej ciałem oraz umysłem. Cholernie za tym tęskniła, aczkolwiek nikomu nie mogła okazać swojej największej słabości. Nikomu oprócz sprawcy tej zbrodni.Wampir nie wydawał się przekonany. Początkowy grymas ponownie zakradł się na jego twarzy i tylko dało się zauważyć, jak walczy ze sobą, aby nie wdawać się w niepotrzebną kłótnię. Kolejny raz.— Ufam ci, najdroższa. — powoli się podniósł, zakładając torbę przez ramię — I wierzę, że postąpisz właściwie. — przez moment się w nią wpatrywał, jakby musiał się upewnić, czy rzeczywiście była wystarczająco bezpieczna — Geralt wrócił ze szlaku, odwiedź nas w wolnej chwili. Na pewno ucieszy się z twojej wizyty.— Wpadnę do was niedługo, obiecuję.~*~Kolejne godziny minęły spokojnie. Mieszkańcy wsi powoli zbierali się do domów lub pomagali tym, którzy najprawdopodobniej przy pierwszym zakręcie, wpadliby w krzaki. Jula sama zwolniła tempo po całym dniu biegania wokół stolików i zajmowania się rzeczami w kuchni. Zbierała jedne z ostatnich zamówień oraz co jakiś czas zagadywała znajome twarze. Mimowolnie zerknęła w stronę drzwi, nad którymi rozbrzmiał cichy dzwonek. Rozmyślała przez chwilę, kto jeszcze chce tu zagościć i szykowała w głowie dobrą wymówkę, aby wyprosić najprawdopodobniej nieznajomego podróżnika. Była ambitną kobietą, ale nawet i ona potrzebowała odpoczynku oraz snu.Zmrużyła oczy, gdy w progu pojawiły się dwie wysokie, postawne sylwetki. Rozmawiali głośno ze sobą, a jeden nawet parsknął śmiechem. Gdyby nie przewieszone na plecach miecze, nie zorientowałaby się tak szybko, kto przed nią stoi. Uśmiechnęła się szeroko i przywitała ich ciepło.— Geralt z Rivii, cóż za niespodzianka! — wiedźmin nawet nie zdążył się zorientować, a Julia objęła go w ramach serdecznego uścisku — Myślałam, że przez najbliższe dni będziesz odpoczywać od topielców i tych wszystkich straszydeł, a moje oczy teraz nie wierzą, w co widzą.— Zdążyłem się zregenerować wracając do Corvo Bianco. A poza tym... — zerknął na bruneta obok niego, który od dłuższej chwili bacznie wpatrywał się we właścicielkę karczmy. Nie znała jeszcze jego godności, ale na pierwszy rzut oka dało się określić, iż również był wiedźminem. Posyłał jej łagodne spojrzenie, pomimo że na pierwszy rzut oka wyglądał surowo, a kilka szram na twarzy dodawało mu chłodnego uroku. Mężczyzna nawet nie czekał, aż Geralt skończy zdanie, które ewidentnie wyczuwał, że będzie o nim. Zrobił krok w przód, złapał ją delikatnie za dłoń oraz ucałował.— Nazywają mnie Lambert. — zaczął dość urzekającym głosem, na co kobieta głośno się zaśmiała. Kobieciarz, pomyślała o nim. Na pewno bywa charyzmatycznym kobieciarzem.— Nie powiem, jak powinni cię nazywać. — dodał Geralt, przyglądając się temu teatrzykowi — Ugościsz nas dzisiaj? — zwrócił się już do czerwonowłosej, która tylko kiwnęła energicznie głową na znak zgody. Pokazała dłonią na wole miejsce i ruszyła do kuchni.— To, co zawsze? — zapytała jeszcze, okrążając blat, przy którym najczęściej polewała hektolitry piwa. Geralt rzucił krótkie "tak" i wraz z przyjacielem usiedli tuż przy oknie.Julia nałożyła na deskę pajdę chleba, ser, wędliny oraz małą miseczkę winogrona. Nalała do dwóch kubków niskoprocentowego alkoholu i powoli ze wszystkim się zebrała. Po tak długim dniu niekiedy miała wrażenie, że jeśli choć jeden raz podniesie coś cięższego, to jej dłonie najzwyczajniej odmówią. Tęskniła za swoim wygodnym łóżkiem i ciszą. Tylko myśl o posiedzeniu z wiedźminami sprawiała, że nie wygoniła wszystkich do domu.— Widziałaś się dziś z Regisem? — białowłosy zagadał niespodziewanie między połykaniem kolejnych kęsów kolacji. Zerknął na kobietę, podczas gdy ona próbowała ukryć zakłopotanie, co wyszło jej marnie. Geralt zmarszczył brwi i westchnął, jakby spodziewał się dokładnie takiej reakcji.— Nie pokłóciliśmy się, ani nic z takich rzeczy. Po prostu Regis ostatnim czasem dostaje bardzo dziwne napady troszczenia się o wszystkich. Gdybyś nie był na szlaku, zapewne sam byś to doświadczył. — zmusiła się do szerokiego uśmiechu. Był już wykończona tym tematem. A jeśli coś Regis nagadał Geraltowi, osobiście zajmie się jej kochanym wampirkiem.— Mówiłem ci, Geralt. — wtrącił się Lambert, wskazując na niego dłonią — Twój towarzysz jest dokładnie taki sam jak Vesemir. Bywa nadopiekuńczy i buszuje w nocy. A wiesz, jak mówią, bracie... — odchrząknął cicho. Na twarzy zakradł mu się przebiegły uśmiech i w głosie dało się usłyszeć, jak powstrzymuje parsknięcie — Wszyscy szukamy partnerów życiowych na wzór naszego...— Stul pysk, Lambert. — przerwał mu, wbijając w niego ostre spojrzenie. Przez kilka sekund wyglądał, jakby chciał rzucić się na bruneta z pięściami, ale w ostatniej chwili zrezygnował — Pytam się wyłącznie dlatego... — mówił z wielkim naciskiem, aby nikt w tym gronie nie rzucił dwuznacznej aluzji — Odkąd wróciłem, zachowuje się dość dziwnie. Ciągle coś szuka w księgach i znika na całe dnie. Myślałem, że ty wiesz, co się z nim dzieje.— Znasz go, Biały Wilku. — oparła się wygodniej o plecy ławki i zgarnęła kawałek białego sera — Pewnie wpadł w niegroźną obsesję, zrobi kilka nowych mikstur w swoim historycznym garnku, a po tym wróci do siebie."Od kiedy musisz wszystkich okłamywać?", pomyślała. Czuła, jak żołądek jej się boleśnie przekręca i usilnie próbuje utrzymać maskę, którą nieświadomie stworzyła wiele tygodni temu.Czasami, gdy zostawała sama ze swoim umysłem, myślała, że powoli wariuje. Rozpamiętywała noce, gdy Gaunter jak cień, pojawił się obok niej i zamieniał kilka godzin w sen, słodkie wspomnienia. Jej policzki potrafiły przybrać wtedy odcień żywego różu, a ciało aż mrowiło się od nadmiaru podniecenia, jakie w sobie dusiła. Pragnęła ponownie poczuć ciężar jego ciała na sobie, jak muska jej skórę w najdelikatniejszy sposób, jaki tylko potrafił. Pragnęła smakować jego wargi i spoglądać w czerń oczów, leżąc obok siebie.Wiedziała, że niezależnie z kim w przyszłości będzie, nikt nie dorówna Gaunterowi. Nikt ją nie zainteresuje w taki sam sposób i nigdy nie będzie wyczekiwać na kogoś z takim zniecierpliwieniem. Nie mogła się oszukiwać, nawet w najmniej oczekiwanych momentach rozmyślała o Gaunterze o'Dimie, a serce pękało jej coraz bardziej, gdy zasypiając, wiedziała, że tego dnia go już nie spotka.— To jak, może partyjka gwinta dla lepszej zabawy? — wiedźmin klasnął z ekscytacji i jednocześnie zaczął szukać po saszetkach talii kart. Julia o mało co nie podskoczyła ze strachu. Kolejny raz. Kolejny, cholerny raz. Na całe szczęście jej nowe towarzystwo nic nie zauważyło, będąc pogrążone w jedzeniu oraz rozmowach.— Nigdy nie grałam w gwinta, więc...— Czy ty chcesz mi powiedzieć, że nigdy nie trzymałaś w swej pięknej dłoni jakiejkolwiek talii kart? — Lambert bez problemu przybrał wręcz urażoną postawę, jakby dokonała właśnie zamordowania największego gryfa, latającego w okolicy i nie powiadomiła go o tym.— Umiem układać pasjansa, to się liczy? — wygięła usta w niewinny uśmiech, próbując złagodzić jego "gniew".— Mogłaś odpowiedzieć na to pytanie przecząco, Julio. Teraz dopiero się zacz...— Pasjansa. Układałaś, kurwa, pasjansa. — brunet powtórzył pod nosem i z hukiem położył karty na stole. Sekundę później obok niej znalazła się druga — Teraz, piękna, poznasz co to dobra rywalizacja.Lambert rozłożył przed nią kilka różnych kart. Ze szczerym zaciekawieniem wzięła jedną z nich i zaczęła się przyglądać wszystkim detalom, jakie dała spostrzec na własnoręcznie zrobionym rysunku wojownika, o którym nigdy nie słyszałam. Choć czuła, że postacie tutaj mają niewielkie znaczenie.— Jakim cudem one dalej są w tak dobrym stanie? — zapytała, wiedząc, że życie wiedźmina nie jest ani czyste, ani spokojne.— Za dużo pieniędzy i złamanych zębów straciłem, żeby poniewierać cały mój dobytek. — na jego twarzy pojawił się wyraz dumy.— Złamanych zębów?— Wiesz, Julio... — wtrącił się Geralt, czekając tylko na idealny moment, aby utrzeć nosa przyjacielowi za poprzedni komentarz — Czasami jego umiejętności w rozgrywce nie wystarczają i musi używać siły. Pamiętasz, jak przemocą zabrałeś kartę temu dzieciakowi? Cholera, jak się on nazwał? — wymruczał pod nosem, zastanawiając się chwilę za długo.— A pamiętasz, jak okradłeś całą chatkę staruszki? — niemalże wykrzyknął, przypominające sobie gorsze chwile Geralta. Kilkoro z klientów spojrzała na nich przez ramię — Wszystko wziął. Wszystko — wyszeptał do czerwonowłosej, która tylko z lekkim niedowierzaniem spojrzała na Białego Wilka — Po jaką cholerę zabrałeś nawet te połamane grabie?— Po to, abyś miał gdzie schować to grube dupsko w trakcie śnieżycy. — wycedził przez zęby. Mimo wszystko nie wyglądał na zdenerwowanego, bardziej trochę zirytowany na wyciągnie jego brudów.Brunet uśmiechnął się zadziornie. Doskonale pamiętał wieczór, gdy w ostatnich godzinach społecznego życia na rynku znaleźli domostwo, gdzie chcieli ich przyjąć za niewielką opłatą. Koniec wieczoru spędzili wśród gospodarzy oraz kilka urodziwych i młodych córek. Po północy, gdy starsi poszli na swoje piętro, ich zabawa dopiero się zaczęła. Nie trzeba mówić co alkohol, ogarniające ich ciepło oraz seksowne damy, zrobiło z umysłem wiedźminów. Szczególnie z jednym.Geralt pokrótce opowiedział kobiecie tamtą noc. Oczywiście nie zagłębiał się w niepotrzebne i dość... namiętne szczegóły. Jednakże dla jej wiedzy najważniejsze było zakończenie historii.— Jeszcze przed wschodem słońca gospodarz wparował do pokoju gościnnego Lamberta, a tam on i jego dwie najstarsze córki. Nigdy nie wiedziałem tak zdenerwowanego ojca, a uwierz mi, moje oczy widziały wiele wkurzonych ludzi. — upił łyk trunku, przerywając na moment opowieść — Ja, słysząc zamieszanie, zdążyłem się ubrać i wyjść głównymi drzwiami. Jak każda normalna istota. A Lambert... — zaśmiał się krótko oraz spojrzał na brata z wielkim rozbawieniem w oczach — Zaczął przed nim uciekać i...— Uciekłem tylko dlatego, że ten psychicznie chory człowiek zaczął mnie gonić widłami!— Dziwisz mu się? Jego rodzina była cholernie obrzydliwie bogatą szlachtą. A fakt, że jego dwie najstarsze córki zostały wychędożone przez śmierdzącego wiedźmina...— A kiedy ty się myłeś ostatni raz, cwaniaku?Julia musiała zakryć usta dłonią, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Jednak jej ramiona aż trzęsły się, co zdradzało jej reakcje na ich przekomarzanie.— Dobrze wiemy, że dbam bardziej o higienę, niż ty. — przysunął się i oparł się łokciami o stół — Płotka nie chce do ciebie podchodzić. PłotkaDrugi wiedźmin aż poczerwieniał. Ściągnął grube, skórzane rękawice, a następnie rzucił je w Geralta. Nie wyglądało to, jak starodawne wzywanie rycerza na walkę o dłoń księżniczki, a raczej na... zrobienie krzywdy ciężkimi elementami zbroi.— Już, chłopcy. Dość. — powiedziała stanowczo i poczuła się, jak nauczycielka łaciny z nowigradzkiej szkoły. Wszyscy uczniowie, nawet ci bogaci i z kontaktami, bali się jej oraz sposobu prowadzenia lekcji. Julii do dziś śnią się koszmary, gdzie była brana do ustnej odpowiedzi — Za chwilę zaczniecie się tu bić, a nie mam tyle siły, aby wygonić was na zewnątrz. Także... Wracając do tematu, Lambert. — ponownie podniosła kartę z talii Królestwa Północy i przysunęła ją bliżej swych oczu — O co z nią chodzi i po co są te cyfry?Brunet westchnął przeciągle. Żałował, że ktoś ich zatrzymał, ponieważ miał szczere chęci przywalenia bratu za tekst z Płotką. Cios poniżej pasa. Dlatego posłał mu krótkie, aczkolwiek intensywne spojrzenie "powiem Vesmirowi". Rudowłosa tylko dyskretnie pokiwała głową i pod nosem porównała ich do dzieci. Co zresztą dalekie od prawdy nie było.— Teorie już znasz, teraz czas na praktykę. — odetchnął z ulgą, gdy po dziesięciu minutach młoda kobieta częściowo zrozumiała zasady gwinta — Masz tu Królestwo Północy, ja wezmę Nilfgard. Wybierz sobie karty, a Geralt będzie podliczać nam punkty.Białowłosy poza ustalonym mu zadaniem, pomógł Julii skompletować swoją talię dwudziestu parę kart. A jednocześnie kolejny raz powiedział jej, co robią poszczególne jednostki.— Możemy zaczynamy.~*~— Nie no, kurwa. Skup się, Julia. To nie jest takie ciężkie! — niemalże wykrzyczał, przecierając załamany czoło — Ci skurwiele podwajają ci punkty w jednej wybranej jednostce. Nie używaj ich, kurwa mać, na początku, bo to bez sensu. Musisz z nim czekać na sam koniec, aby... aby zwieść przeciwnika i zniszczyć go w ostatnim, możliwym momencie. Rozumiesz?Julia w pierwszej sekundzie spojrzała na Białego Wilka, aby poczuć się bezpieczniej. Nie, że bała się Lamberta. Nic z tych rzeczy. Jednakże, jego łagodne spojrzenie, gdzieś uciekło, a pojawiło się tylko makabrycznie dziwny wzrok szaleńca. Szaleńca karcianych gier.— Rozumiem. — odpowiedziała powoli z nutką niepewności — Tak, oczywiście, że rozumiem.— To, co robi ta karta? — uniósł brew, wyczekując na odpowiedź.Kobieta spoglądała między dziwną ilustrację deszczu, a ciemnymi oczami Lamberta.— Ta karta... — przegryzła dolną wargę, próbując przypomnieć sobie wszystkie zasady, o których rozmawiali trzydzieści minut temu — Ta karta to deszcz. A to oznacza, że im tam pada. Więc to jest równoznaczne z...— Wszystkie karty w trzeciej linii mają jeden punkt. — wykaszlał białowłosy, patrząc na nich śpiącymi, ale jednocześnie rozbawionymi oczami. Mężczyzna o kocich oczach bawił się z nich najlepiej, mogąc pić i jeść do umiaru, a także widzieć zirytowanie kompana.— No, mniej więcej tak. — sprawnym ruchem sprzątnął stół z kolejnej wygranej rundy — Zagrajmy jeszcze raz i teraz naprawdę się skup, koleżanko.Jula rzuciła mu tylko zadziorne spojrzenie, by pokazać swoją powierzchowną pewność siebie. Tylko cud sprawi, że wygra z wieloletnim koneserem gier oraz gwinta. Z tym właśnie przekonaniem kładła kolejne karty obok siebie. Geralt, raz na jakiś czas podawał im łączne punkty, a kobieta nie mogła wyjść z podziwu, jak szybko potrafił liczyć.Ona pewnie pogubiłaby się trzy, a może i więcej razy, aż w końcu podawałaby wymyślone wyniki, dopóki nikt by się nie spostrzegł.W momencie, gdy chciała wykonać następny ruch, Geralt ją powstrzymał. Zamiast zwykłego wojownika rzucił Mróz, a na Lamberta twarzy pojawiła się nutka przerażenia.Kolejna chwila umknęła kobiecie tak szybko, iż zanim się zorientowała, co się stało na stole, Wiedźmin powiedział, z nieukrywanym zadowoleniem, o jej wygranej.— Udało mi się? — powtórzyła, prychając cicho śmiechem — Ha, udało mi się! Widzisz, mówiłam, że rozumiem! — zwróciła się do bruneta. Wyglądał jak oburzony szczeniak, co było poniekąd dość urocze. Spojrzała się na Wilka, na co on tylko mrugnął do niej porozumiewawczo.— Oszukiwałaś. A poza tym nie rozgrywaliśmy porządnej partyjki i...— Po prostu powiedz, że nie potrafisz przegrywać.I zaczęło się od nowa. Wyzwiska na poziomie piaskownicy zaczęły żonglować między sobą. Julia wyłącznie zerknęła rozmarzona w stronę okna. Ciepła kąpiel i łóżko. To wszystko, co teraz potrzebowała. Nie wiedziała, nawet kiedy zrobiła się tak senna. Nawet krótkie ziewnięcie wyrwało się z jej ust.Wygoń ich, zrozumieją. Po prostu wyproś ich i wracaj do domu.Już chciała rozgonić swoje nowe, ale jakże ciekawe towarzystwo, aż nagle usłyszała huk na tyłach lokalu. Spojrzała w tamtą stronę i na pierwszy rzut oka nie zauważyła niczego podejrzanego.— Sprawdzić, co tam się dzieje? — Geralt już się podnosił, aż kobieta nie dotknęła jego ramienia i usadziła z powrotem na miejsce.— Skrzynki pewnie się przewróciły, nie pierwszy i nie ostatni raz. Siedźcie, za moment wracam.Gdy przekroczyła próg kuchni, rozejrzała się uważnie. W pomieszczeniu panował półmrok przez ostatnie, wypalające się już świeczki. Podeszła do blatu, muskając krawędzie opuszkami palców. Czuła czyjąś obecność, ale nawet przy rozglądaniu się, nie mogła nikogo dostrzec. Odkąd usiadła z wiedźminami do stołu, nikt już nie wszedł do gospody. Jedynym logicznym wytłumaczeniem był jakiś śmiałek, który miał w planach ją przestraszyć. Nie zdziwiłaby się, gdyby za sekundę niski dzieciak wyskoczył zza półki oraz wydusił z siebie najprawdziwszy krzyk grozy. W głowie szykowała już, tak naprawdę nic znaczące, przemówienie na temat nieodpowiedniego zachowania. A raczej taki dobór słów, by młody żartowniś nie spróbował kiedyś powtórzyć swojego planu.Wrzasnęła przerażona, czując na swoim ramieniu ciężki uścisk. Za nią ewidentnie nie stał ani nastolatek, ani przerośnięty szczur, który szukał pożywienia. W tym samym momencie poczuła ten sam strach, co kilka miesięcy wcześniej, gdy napotkała na swojej drodze rozbójnika w rycerskiej zbroi. Dziwna adrenalina dreszczem przebiegła przez kręgosłup i jednocześnie doznała ogromnej śmiałości. Chwyciła za przedramię napastnika, pociągnęła go mocno, a gdy znalazł się w idealnej konfiguracji z jej ciałem, pochyliła się. Nieznajomy przeleciał przez nią, jak szmaciana lalka i z głośnym jękiem upadł na podłogę.Była wdzięczna sobie, jak i jej przyjacielowi za naukę podstaw samoobrony. Chociaż niekiedy kończyło się to stłuczonym biodrem lub siniakami. Zwłaszcza, gdy młodzieńcowi wielokrotnie zdarzało się stracić równowagę i powalić ją na brudną glebę.Kobiecie zajęło kilka sekund, aby zrozumieć, na kogo patrzy. Zakryła dłonią usta, nie wiedząc, czy zaraz nie wybuchnie gromkim śmiechem.Pod jej stopami leżał Gaunter o'Dim, który przypatrywał się jej z nieokreślonym błyskiem w spojrzeniu. Uśmiechnął się do niej szeroko, jakby ta cała sytuacja była zaplanowana i demon doskonale wiedział, że wyląduje boleśnie na plecach. Jednak nieważne jak bardzo by się zapierał, przez krótką chwilę na jego twarzy wystąpiło niekontrolowane zaskoczenie, co nie zdarza się aż tak często. A wręcz praktycznie nigdy.— Myślałam, że zejdę na zawał! Co ty sobie wyobrażałeś? — wypaliła nagle, ciągle czując nierównomierne bicie serca. Na całe szczęście nie trzymała w dłoni żadnego noża lub ostrego przedmiotu. Nie chciałaby wiedzieć, jak to by się skończyło — Nic nie jest?— Chciałem zrobić ci niespodziankę. — mruknął, podkładając rękę pod głowę — I tak myślę, że wszystko wyszło perfekcyjnie. — powiedział nonszalancko, rozglądając się nieco po niewielkim pokoju. Mimo małych wymiarów pomieszczenie stanowiło kuchnie oraz niecały składzik z żywnością. Ktoś, kto aranżował pomieszczenie, rzetelnie przemyślał jego użytkowanie. Nie brakuje nawet miejsca dla wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyzny, który chciałby zrobić sobie chwilę przerwy od pracy.Gaunter wyciągnął do Julii wolną dłoń, aby pomogła mu wstać. Ta od razu splotła ich palce i spróbowała podciągnąć do góry. Nie spodziewała się nawet, jak szybko jej siła zostanie pokonana. Jednym, płynnym ruchem z pochyłej pozycji znalazła się na demonie. Dosłownie.— Jesteś niemożliwy, Gaunterze o'Dimie. — pocałowała go krótko, głównie w ramach przywitania się. W chwili, gdy chciała się odsunąć, ten tylko dotknął jej rozgrzanego policzka i zdecydowanie nie pozwolił na to. Pogłębił nieco czułość, na co Julia zdołała się tylko uśmiechnąć.Ich ciała w każdym centymetrze stykały się ze sobą. Nie ciężko było odnaleźć drogę do tak upragnionego dotyku. Zwłaszcza kobieta odczuwała tak intensywne wibracje w sobie, gdy gładziła jego szerokie ramiona, a między udami czuła parcie jego nogi. Bez wątpienia kilka razy wykonała subtelny ruch biodrami i otarła się o materiał gładkich spodni. Nie uszło to uwadze demona, ponieważ moment później specjalnie zgiął nogę, aby całkiem mogła przerzucić ciężar swojego ciała.Julia nie musiała o nic go prosić, czuła się, jakby idealnie znał jej myśli i czego aktualnie potrzebuje. Robił to tak intuicyjnie, iż czasem rzeczywiście zastanawiała się, czy nie był obdarzony innymi magicznymi umiejętnościami, którymi się nie pochwalił. Z każdym spotkaniem poznawała go coraz bardziej, a z drugiej strony musiała zadać sobie proporcjonalnie tyle samo nowych pytań. Czerwonowłosa była nim tak zafascynowana, iż czasem czuła, że traci zdrowy rozsądek. Tak jak teraz, gdy najpotężniejszy demon na tej ziemi całował ją coraz zachłanniej, a ona nie analizowała tego.— Z każdym naszym spotkaniem coraz bardziej zachwycam się twoim pięknem. — wychrypiał.Jego dłonie. Jego cholernie rozgrzewające, duże dłonie błądziły po jej biodrach, a ona z trudem utrzymywała skupienie. Ledwo co łapała kolejny wdech, a klatka piersiowa unosiła się z trudem. A w momencie, gdy przyparł ją bardziej do siebie - utraciła się w tym.Teraz to ona bezsilna z rozkoszy, rozpływała się w męskich ramionach.Nie marnując ich pozostałego czasu, kobiece palce wślizgnęły się pod jego koszulę. Z każdym kolejnym muśnięciem opuszkom, czuła napinające się mięśnie. Nie sądziłaby kiedykolwiek, że dotyk zwykłego śmiertelnika może tak oddziaływać na kogoś potężniejszego, niż człowiek. Przez to chciała jeszcze więcej.Po chwili, gdy oboje byli rozebrani z pierwszej partii odzieży, Gaunter podniósł się do siadu. Nikt nie ukrywał faktu, że lada moment zaczną się kochać w tej małej, obskurnej kuchni. Ich podniecenie w namacalny sposób wisiało w powietrzu.Kobieta jęknęła po raz pierwszy, gdy poczuła mokre pocałunki na swoich piersiach. Drugi raz, gdy uda zostały zaatakowane mocnym, aż bolesnym, uściskiem jego palców. Na trzeci, słodki dźwięk z jej ust nie trzeba było długo czekać. Jego sama obecność powodowała, że potrafiła być... głośniejsza, niż zwykle.— Trzymaj mnie, trzymaj mnie mocno. — wyszeptała mu do ucha, coraz bardziej się do niego przytulając — Tęskniłam za tobą, za nami. — już chciała zasypać go pytaniami o to, gdzie był i za ile godzin będzie zmuszony odejść. Miała wewnętrzną potrzebę usłyszenia o niespełnionych obietnicach zostania przy niej.Od pierwszego dnia wiedziała, że Gaunter o'Dim nigdy nie zawitał w jej życiu na stałe. Te uczucia, ten niesamowity seks, a przede wszystkim ta intymność między nimi będzie, jak dmuchawiec na wietrze. Przez kilka sekund zachwyci przechodniów swoją lekkością, by następnie zostać rozerwanym przez podmuch wiatru. To samo działo się z jej ciałem, aczkolwiek wierzyła, że w swoim życiu posiada całą łąkę dmuchawców.Nieważne ile razy będzie cierpieć. To uczucie wymagało i będzie zawsze wymagać wszystkich poświęceń. Nawet jeśli w grę wchodzi ludzie, kruche serce.Gaunter jakby odgadnął myśli kochanki i prędko temu zapobiegł. Złączył ich usta w czuły, już znacznie powolniejszy pocałunek.— Dużo jest ludzi na sali? — odsunął się, zgarniając rude kosmyki za jej ucho. Bez namysłu, nawet nie czekając na jej szczegółową odpowiedzieć, chwycił ją w talii i wstał. Kobieta aż pisnęła i przez moment próbowała się mu nieudolnie wyrwać.— Gaunter, co? Nie bądź głupi. Nie możesz tam wejść.— To oznacza, że nie przyjmujesz do lokalu mutantów, czy nie-ludzi? Jestem całkiem przekonany, że widziałam jakiś czas temu dwóch wiedźminów i czarodziejkę.— Wiesz, że nie o tym mówię. — zaśmiała się — Bardziej chodzi mi o wizję, że znany na całym świecie Gaunter o'Dim wychodzi z kuchni, trzymając na rękach...— Inteligentną, przebojową oraz najśliczniejszą kobietę na całym świecie? Jakoś to zniosę, kochana.Jednym pstryknięciem palców demon sprawił, że czas się zatrzymał. Żałowała tylko, że nie zatrzymał jej wewnętrznego ataku duszności po tym komplemencie.Naprawdę myśli, że jestem najśliczniejszą kobietą, jaką zna?Gdy wyszli na główną salę, panowała kompletna cisza. Parę znajomych twarz zostało zamrożonych z podniesionym kuflem. Niektórzy po prostu rozmawiali lub próbowali wstać od stolika, co już wyglądało trochę zabawniej.— Dlaczego tu jesteśmy? — zagadała, gdy ten usadził ją na pustym stole w środku jadalni.— Tam było kiepskie światło. A nie pojawiłem się, aby oglądać ciemności, prawda?— Nie widzisz w ciemności? — wypaliła, przyglądając mu się z zaciekawieniem.— Stworzyłem ciemność. — przysunął się do niej. Jego twarz znacznie przybliżyła się do niej. Tak intensywnie wirował ją spojrzeniem, aż przez kilka chwil poczuła się niekomfortowo. Aczkolwiek nie odwróciła wzroku. Wiedziała, że gdyby to nastało, nie dowiedziałaby się o nim nic nowego — Stworzyłem na tym świecie wiele rzeczy, najdroższa.— A nie jest to robota Boga?— Bóg jest przereklamowany. Bezużyteczny. To my, demony, anioły i inne zjawy, budujemy ten wszechświat.— Ale...— Już dość rozmów, później do tego wrócimy, piękna. — podniósł jej podbródek, spoglądając na nią z góry.Julę przeszył dreszcz. Dreszcz rozkoszy, przerażenia, fascynacji. Spostrzegała w jego ciemnych, jak śmierć oczach coś szczególnego. Coś... tak zjawiskowo cudownego, iż siłą musieliby ją zabierać od mężczyzny.— A teraz daj się pocałować.I całowali się. Długo i namiętnie, bez ograniczeń. Całowali się tak długo, aż zabrakło im tchu, ale nawet wtedy nie przerywali.W końcu, gdy cali buzowali, druga partia ich ubrań została rzucona pod krzesła. Gaunter od razu włożył dłoń między jej uda. Mruknął czule, czując, jak działa na nią. Było to wręcz rozkoszne. Złapał ją pewnie i odwrócił, przypierając ją do swojego torsu. Jedną dłoń wciąż trzymał przy jej kroczu, a drugą objął brzuch. Rudowłosa oparła głowę o jego ramię i przymknęła oczy. Czuła się tak cholernie dobrze.— Połóż się na stole. — polecił, co od razu wykonała. Zachłysnęła się powietrzem, gdy poczuła jego szczupłe palce na swoich plecach. Oparł się o nią mocno. Był jednocześnie tak delikatny, ale również stanowczy. Jego siła. Jego wzrost. Jego ciało.Kurwa, jego przepiękne ciało.To wszystko ją pokonało. Mogła już do końca życia leżeć na drewnianym stole i mieć na sobie jego ciężar.Gaunter nic nie mówił. Wsłuchiwał się tylko w jej niekontrolowane sapnięcia, czy jęki. Nie śpiesząc się niczym, zaczął masować jej napięte mięśnie pleców, czy barków. A gdy był przy jej szyi, odgarnął gęste włosy. "Jest taka... urocza", pomyślał. Całe jej policzki i uszy były pokryte rumieńcami.Splunął śliną na swojego członka i subtelnie w nią wszedł.Przez pierwsze kilak ruchów Julia wstrzymywała powietrze. Zacisnęła mocno usta w wąską linię, a jej paznokcie wbiły się w drewno. Czekała, aż początkowy dyskomfort odejdzie, a zamiast niego pojawi się przyjemność. I dzięki mężczyźnie oraz jego delikatności, szybko to się zmieniło.Poruszali się w jednakowym rytmie, wymieniając się co jakiś czas cichym chichotem lub westchnieniami. Julia po dłuższej chwili otworzyła oczy i dopiero wtedy zorientowała się, że wzrok jej klienta jest skierowany prosto na nią.— Gaunter...— Nie widzi cię, Julio. Nikt tu nas nie widzi. — pochylił się, aby ucałować ją w policzek — Nikt nie wie, co tutaj robimy, a szkoda... — ostatnie słowa burknął już pod nosem — Mogliby przyglądać się, jak jesteś teraz we mnie, jak cudownie się prezentujesz — podarował jej kolejnego całusa — Twoje jęki, słowa, ciało.... Kurwa, cała ty. Jesteś oszałamiająca. Tak się cieszę, że możesz być teraz ze mną. Być moja.Z każdym jego słowem kobieta coraz głośniej pomrukiwała.Moja, moja, moja, moja...Po jakiejś chwili, zamiast już cichych i wstydliwych dźwięków z jej ust, zaczęły się pojawiać coraz głośniejsze jęki. Wypowiadała jego imię. Tak płaczliwie i dźwięcznie, aż sam poczuł ciepło na twarzy.Ich ciała ciągle się obijały o siebie. Tworzyli duet i niejedna para by im zazdrościła.— Muszę cię mieć bliżej siebie... — wysapał. Znów stali przytuleni do siebie, choć teraz kobieta potrzebowała większej pomocy w utrzymaniu się na nogach. Gdyby nie on, już pewnie leżałaby na podłodze. — Achhh, kurwa... — wyjęczał — Spójrz na mnie i mnie pocałuj.Tak zrobiła.— Nie dam rady stać... — zapłakała, gdy kolejna fala ciepła przeszła jak tornado — Och, Gaunter.On odczuwał to samo, ale i tak jej nie puszczał. Nie, gdy wszystko nabierało tempa i intensywności. Czuł, jak napiera na niego pośladkami, jak utrzymuje się na granicy trzeźwości, a rozkoszy. Jak orgazm małymi krokami ich owija mackami, a oni... po prostu w to idą.— Jeszcze... Mocniej... Błagam... — wydyszała z trudnością.A gdy O'Dim coraz mocniej poruszał biodrami, całą salę ogarnął kobiecy krzyk.— Tak... Gaunter, jesteś cudowny. Kurwa...— Ty cudowniejsza.Chwilę później opadli zmęczeni oraz spoceni na stół. Rudowłosa słyszała, jak demon nie potrafi uspokoić oddechu. Z czym ona sama miała problem, a rozmiary jego sylwetki nie pozwalały jej tak swobodnie się uspokoić. Leżał na nią nieruchomo przez dłuższą chwilę i jeszcze kilka razy zrobił wielce powolne ruchy, zanim na dobre się od niej odsunął.— Czy pozwolisz, abym mógł ci towarzyszyć dzisiejszej nocy?~*~Ubierając ciuchy, Julia rozejrzała się po sali. Rzeczywiście, nikt się nie ruszył, nikogo nie ubyło. Przez ułamek sekundy złapała kontakt wzrokowy z wiedźminem, na co się nieco skrzywiła. Wizja... kochania się wśród ludzi wciąż budziła w niej mieszane odczucia. Jednak, przy opiece Gauntera, na pewno zapamięta to dobrze. Bardzo dobrze.— Za pół godziny zamykam gospodę. — zwróciła się do swojego kochanka, gdy ten zapinał guzik od spodni.— Ja jeszcze muszę coś załatwić, ale nim się obejrzysz, to już do ciebie wrócę. — podszedł do niej, zgarniając jeszcze z podłogi swoją koszulę. Bez słowa pogładził ją po włosach — Czekaj na mnie w domu.Gdy wyszedł, poczuła chłód samotności, chociaż wiedziała, że dziś jeszcze go zobaczy. Miała przynajmniej taką nadzieję.Bez uprzedzenia świat wrócił do swojej normalności.Wróciła do stolika wiedźminów, którzy rozmawiali swobodnie o kwestii następnego szlaku. Poprawiła swoje włosy i przetarła czoło. Modliła się, by tylko dalej nie była aż tak czerwona, czy spocona. Oby tylko dobrze zapięła guziki w koszuli...— I jak? Pudła poustawiane? — zagadał Lambert, wrzucając do buzi ostatni kawałek sera — Chyba się tam namęczyłaś, ale masz wypieki. — zaśmiał się, a w jej gardle pojawiła się bolesna góra.Co jak wiedźmini, jakimś cudem, potrafią złamać zatrzymanie czasu?Zerknęła na Geralta, który dziwnie się jej przyglądał. Znała go już trochę czasu, ale nie była w stanie rozpracować tej mimiki. Uśmiechnęła się do niego niezdarnie i szybko się podniosła z ławki.— Naprawdę było miło was ugościć, ale już robi się później i... rozumiecie, padam z nóg.— Mhm. — białowłosy wciąż nie spuszczał z niej spojrzenia.~*~Rudowłosa leżała już w łóżku, starając się nie zasnąć. Co marnie jej to wychodziło, ponieważ co chwilę traciła kontakt ze świadomością i odpływała. Spojrzała się na zegar ścienny. Wskazówki wybijały powoli północ, a... Gauntera wciąż nie było. Próbowała nie dołować się, zrozumieć, że miał jakieś ważniejsze sprawy i nie mógł się pojawić. Każdy dorosły jest zabiegany i brakuje mu na wszystko czasu, znała to z własnego doświadczenia, choć niedawno skończyła dwadzieścia parę wiosen.Wmawiała sobie, że kilka spływających łez po jej skórze, to wina dziurawego dachu oraz deszczu. Pomimo, że dziś na niebie nie było ani jednej chmury.Otarła pośpiesznie policzki i przewróciła się na bok.Od lat sobie radziła, wyjechała samotnie z Novigradu i bez niczyjej pomocy odnalazła swój nowy dom. Piekielnie przystojny i charyzmatyczny demon nie może jej tego zepsuć. Nie pozwoli na to.Z tą myślą zasnęła w lekki i niespokojny sen, aż do momentu, gdy usłyszała za sobą ciche skrzypnięcie podłogi. Gaunter, starając się zachować bezszelestnie, położył się obok niej. Nawet nie zdążył okryć ich pierzyną, a Julia już się w niego wtuliła.— Myślałam, że...— Zawsze dotrzymuję obietnice, najdroższa.Leżeli w ciszy, gładząc siebie nawzajem. Kobieta kilka razy zmieniła pozycję i koniec końców wyszło na to, że leżała na demonie, co mu ani trochę nie przeszkadzało. Nawet uśmiech skradł się na jego twarzy, choć nigdy się do tego nie przyzna.— Czyli mówisz, że Bóg to tylko głupia koncepcja ludzi i nie ma znaczenia w naszym życiu?

----- CHAPTER BREAK -----

— Jestem wielce przekonany o tym, że… — zaczął Regis, podchodząc do Geralta — nie tak dekoruje się choinki, mój drogi. Spójrz, bombki są zbyt ściśnięte, a tymi łańcuszkami z papieru chyba chcesz udusić to drzewo. Brakuje ci delikatności. — dodał, zerkając na niego. Przy okazji poprawił nieco dekoracje świąteczne, aby wyglądało to przynajmniej przyzwoicie.— W Kaer Mohren nie było takich rzeczy. — powiedział typowym dla niego zimnym głosem — Raz Vesemir, gdy byłem jeszcze nastolatkiem, postawił na środku podwórka kij od miotły i owinął to kłującym bluszczem. To jedyna choinka, jaką pamiętam.— No już dobrze, Geralt. Nie chciałem w tobie wywołać traumatyzujących wspomnień. Aczkolwiek…— To nie było traumatyzujące. — wtrącił mu się niekulturalnie. W jego oczach pojawiła się malutka iskierka, znana już wampirowi. Zawsze ją dostrzegał, gdy wiedźmin opowiadał o miłych chwilach. A to nie zdarzało się aż tak często. Dlatego mu nie przerywał. Uwielbiał, gdy przyjaciel otwierał dla niego swoje serce — Właściwie to dobrze wspominam ten czas. Dostałem swój pierwszy stalowy miecz oraz w końcu zaczęły wychodzić mi znaki. Nauczyłem się, jak współgrać z Energią, a na początku Vesemir spisywał mnie na straty. — usta białowłosego drgnęły w delikatny uśmiech — Ani trochę nie przepuszczałem, jaka przyszłość mnie czeka.— Żaden wiedźmin nie zna swoich losów. Wampiry wyższe mają dokładnie tak samo.— Ludzie, elfy, a nawet baby wodne również. Jednak wszyscy z nas mogą przepuszczać swoje losy. Gdyby ktoś kilkanaście lat temu powiedział o Dzikim Gonie, Ciri, wojnie z Nilfgaardem… Nigdy bym w to nie uwierzył.Regis położył mu dłoń na ramieniu i delikatnie się uśmiechnął. Jako jeden z nielicznych wiedział, co tak naprawdę przyjaciel przeżywał. Jakiego dokonał się poświęcenia, aby zdobyć swoje przeznaczenie, a także naprawić błędy innych. W głowie ułożył krótką, aczkolwiek bardzo wartościową odpowiedź na to wyznanie. Chciał go wesprzeć na duchu— Najdroższy…— Nie no, nie wierzę! — kobiecy głos rozbrzmiał zza ich pleców. Pomimo że oboje posiadali znakomicie nieludzki słuch, tym razem nie zwrócili najmniejszej uwagi na zbliżające się znajome kroki — Prosiłam was o jedną rzecz, chłopaki. — rudowłosa położyła drewnianą skrzynkę wypełnioną po brzegi owocami oraz warzywami — A wy, zamiast dekorować to przeklęte drzewo, zaczęliście się przy nim obściskiwać.Twarz Julii została całkowicie pokryta rumieńcami. Pogoda od kilku dni sprawiała im mały prezent w postaci śnieżnych zamieci oraz niedorzecznie niskich temperatur. Dla wampira, czy wiedźmina nie stanowiło to większego problemu. Kobieta jednak była innego zdania. Zwłaszcza gdy musiała załatwić pilne sprawy w mieście. Powoli ściągnęła z siebie płaszcz oraz gruby szal. Czuła, że całe ciało zdrętwiało i jak najszybciej potrzebowało jakiegoś ciepła. Dużo ciepła. Najlepiej ogromne ognisko na środku domu.— Jakże… My przecież nie… — Regis zabrał swoją dłoń, jak wystraszony nastolatek i chrząknął cicho — Jesteśmy w trakcie zadania.— Jakiego? — uniosła znacząco brew.— Obściskiwania się, ale zdecydowanie nam przeszkodziłaś. — białowłosy uśmiechnął się zadziornie, na co wampir rzucił mu wyłącznie ostrzegawcze spojrzenie. Po chwili cała trójka wybuchła gromkim śmiechem.~*~Późnym wieczorem wszyscy usiedli wokół niewielkiego okrągłego stołu. Cały blat był wypełniony po brzegi ich ulubionym jedzeniem. Geralt jako pierwszy chwycił półmisek i nałożył dużą ilość kaszy oraz kawałek mięsa. Julia zdecydowała się na sałatkę, chcąc wiedzieć, czy udało jej się odwzorować smak dzieciństwa. Potrafiła gotować i to nawet nieźle, ale do kuchni mamy nigdy nie dorówna i nie pogodziła się z takim losem. Obiecała sobie, że następnym razem zrobi danie jeszcze lepiej. Regis jako jedyny nie zajął się od razu jedzeniem, a przeglądał książki obok niego. Zaproponował swoim towarzyszom, iż tego wieczoru wspólnie zanurzą się w powieść pełną akcji oraz tajemnicy. A nikt tak świetnie nie opowiadał historii, jak wampir. Wydawało się, że był do tego stworzony i rudowłosa kobieta od zawsze żałowała, że nic nie zrobił w tej sprawie.— Jeśli się nie pośpieszysz, to Geralt zje i twoją porcję. — zagadała do przyjaciela, widząc jak kolejne kawałki mięsa i kasza znikają z talerzy.— To nie moja wina. — wiedźmin powiedział z trudem, mając pełne usta — Musiałem naprawić dach, zmęczyłem się i jestem głodny.— A to nie ty przypadkiem uratowałeś świat od zagłady? — szturchnęła go łokciem. Geralt dziwnie się poruszył, jakby w tym miejscu miał łaskotki.— Nie zrobiłem tego sam. — zerknął dyskretnie na wampira, który tylko wyczekiwał, jak na to odpowie — Zresztą… To było dawno temu, a ja robię się tylko starszy…— Co ja mam powiedzieć? — chude palce wampira szybkim ruchem zgarnęły kilka klusek na swój talerz — Żyję więcej wiosen niż ty.— I przeżyjesz nas wszystkich. — odparła Jula — Zwłaszcza mnie. Skończyłam dwadzieścia lat, a tak bolą mnie plecy, że raczej nie chcę dożyć trzydziestki. Ludzkie ciało jest zbyt delikatne i… słabe.— Mówiłem ci już, kochana. — westchnął przeciągle — Mogę przygotować dla ciebie leczniczą maść, jeśli tylko chcesz.— A mnie, gdy boli coś w barku, to nie…— Jak sam mówisz, Geralcie. — szatyn starał się utrzymywać rzeczowy oraz spokojny głos, aczkolwiek jego mimika wszystko zdradzała — Jesteś już stary, więc tobie nic nie pomoże. Natomiast Jula dopiero zaczęła swoją życiową podróż i trzeba ją wesprzeć, aby dożyła dostojnych lat.Niespodziewanie kawałek świeżo upieczonego chleba pokonał drogę między mężczyznami. Pieczywo odbiło się od czoła Regisa, a następnie spadło na jego talerz. Kobieta zakryła usta dłonią, aby tylko nie wydać z siebie żadnego rozbawionego dźwięku.— Czy ty właśnie… — zrobił przeciągłą przerwę, wirując spojrzeniem przyjaciela — rzuciłeś we mnie jedzeniem?— Nie. — prychnął. Pod stołem urwał kolejny kawałek i znów celnie trafił, tym razem w jego policzek — To nie ja, przysięgam. Nie wiem, skąd to się bierze. — teatralnie zaczął się rozglądać wokół siebie, jakby rzeczywiście szukał źródła problemu — Może to twoi koledzy, Regisie? Nie pokłóciłeś się ostatnio z żadnym krukiem?Tym razem to Geralt zachłysnął się powietrzem. Ciężka, zbita masa kluski przykleiła mu się do skóry. Przez kilka sekund siedział w bezruchu, jakby potrzebował przeanalizowania to wydarzenia. Już chciał mu oddać, wywołując przy tym bitwę na jedzenie, aczkolwiek gdy zerknął na Julię, jego ramiona zaczęły się trząść ze śmiechu.Kobieta leżała na podłodze i trzymała się mocno za koszulkę na wysokości serca. Jej buzia była roześmiana, a usta mocno wykrzywione w uśmiech. Co jakiś czas nieudolnie brała wdech powietrz, co brzmiało bardziej, jak duszenie się małego zwierzęcia. Ewidentnie się śmiała, a raczej pękała z rozbawienia. Jednakże wszystko odbywało się w ciszy, co tylko jeszcze bardziej rozśmieszyło chłopaków.— Oddychaj, Julcia… — wykrztusił z siebie Regis po dłuższej chwili — Oddychaj, bo za chwilę nam się udusisz.— Jak ja was kocham… Boże, moje serce… — mówiła z trudem, a Geralt pomógł jej z powrotem usiąść na fotel. Dopiero wtedy nieco się uspokoiła, choć nie na długo. Pokój wypełnił się długim, radosnym śmiechem.— No już dobrze. — sapnęła głośno. Poprawiła się na siedzeniu i tylko jeszcze zerknęła na chłopaków ze skaczącymi iskierkami w oczach. W tej chwili nie potrafiła znaleźć ani jednego słowa, aby opisać, jak bardzo była szczęśliwa z posiadania takich nieludzi przy swoim boku — Jedzmy, bo za moment wszystko wystygnie i będzie niedobre.— Jak najbardziej się zgadzam. Nie można dopuścić, aby twoje największe pyszności się zmarnowały. — Regis uniósł palec do góry, przypominając teraz wielkiego i kilkusetnego mędrca. Julia pomyślała, że gdyby dodać przyjacielowi brodę oraz drewnianą laskę, rzeczywiście taka postać by do niego pasowała.Jedli powoli, rozmawiając o bieżących sprawach, jak i dawnych wspomnieniach. Geralt nieco poopowiadał o swoich wyprawach na szlaku, a także jak wzięcie neutralnej postawy wobec całej ludzkiej polityki oraz wojen, było niewykonalnym zadaniem. Wampir w pewnym momencie bardziej przyłączył się do rozmowy, przypominając ich pierwsze spotkania i kilka śmieszniejszych sytuacji. Kobieta uważnie słuchała, pomimo że większość tych historii znała na pamięć. Nie przeszkadzało jej, że chłopcy ponownie o tym wspominają. Zawsze przy tym wyglądali tak… niewinnie, a jednocześnie jak pod tym wszystkim kryła się głębsza więź oraz uczucie, które nie było jej nigdy poznać.Natomiast ona, nie mając aż takich przeżyć w swojej dwudziestokilkuletniej egzystencji, opowiadała o biznesie, który coraz lepiej wybijał się wśród innych gospód, a ich jedzenie zdobywało każdym dniem coraz więcej rozgłosu. Osobiście słyszała, jak kilku podróżnych chwaliło się, że specjalnie przybyli taki kawał drogi, aby tylko spróbować sławnej zupy rybnej.Pół godziny później cała trójka przeniosła się na pufy przy kominku. Rudowłosa przysiadła obok wiedźmina, opierając się o jego ramię, a on zarzucił ciężką rękę na jej barki. Regis usiadł naprzeciwko ich, otwierając książkę na pierwszej stronie. Ostrożnie pogładził kartkę, jakby była z aksamitnego materiału i nawet najmniejszy czynnik mógł ją zniszczyć. Cichym głosem przeczytał dedykację autora oraz kilka słów wstępu. Następnie zanurzył się w literaturę.— Nie rozumiem… — powiedział nagle Geralt, mrużąc powieki — Jeśli ona go tak bardzo kocha, to dlaczego nie chce pozwolić, aby z nią poszedł? Idzie praktycznie na śmierć. Każda pomoc jej się przyda.— A ty chciałbyś, Geralcie, aby twoja ukochana… albo ukochany — dodał niemalże szeptem, ale słuch wiedźmina nigdy nie zawodził. Uśmiechnął się pod nosem — zginął przez ciebie? Przez twoje rozrachunki?— W moim przypadku nigdy bym nie pozwolił, aby…— Jesteś wiedźminem, nie bogiem tego świata. — Regis oderwał wzrok od książki i bez wstydu zaczął wirować go spojrzeniem — Nawet wam zdarzają się błędy. Więc wciąż narażasz miłość życia na śmierć.Biały Wilk mruknął, rozmyślając nad tym trochę dłużej, niż przypuszczał. W pewnym momencie szturchnął Julię, aby tym razem to ona wypowiedziała się na omawiany temat. Ta jednak niezauważalnie przysnęła. Drgnęła nerwowo jakby wyrwana prosto z głębokiego śnienia. Rozejrzała się wokół i próbowała przepraszająco się uśmiechnąć.— Regis ma rację. — powiedziała bez zastanowienia.— Nawet nie wiesz, o czym rozmawiamy. — oburzył się Wiedźmin, nieco się od niej odsuwając. Wyglądał jak najbardziej naburmuszone dziecko, chodzące po tej planecie — Więc skąd wiesz, że to on ma rację?— Ponieważ… Regis często mówi zbyt mądre rzeczy, z którymi nie potrafię dyskutować. A to oznacza, że jest piekielnie inteligenty. — zaśmiała się — Ty również jesteś inteligenty, Geralt. Cholernie bystry z ciebie wiedźmin.Jego twarz nieco złagodniała. “A niby wiedźmini nie mają uczuć.”, pomyślała. Gdyby nigdy nie poznała tego osobnika, zapewne do dziś wierzyłaby w te słowa. Jednak spędziła zdecydowanie za dużo czasu z Białym Wilkiem, aby zgodzić się z tą tezą. Oczywiście, nie przejawiał tak dużego poruszenia, jak inni, ale… skrywał w sobie wiele empatii oraz troskę.Bardzo głęboko w sobie.Po przeczytaniu następnym pięciu rozdziałów wszyscy stali się dziwnie ospali oraz zmęczeni. Julia coraz częściej i głośniej ziewała, wiedźmin co jakiś czas zamykał powieki na coraz dłuższy czas, a Regis położył się na plecach, z coraz większym trudem trzymając książkę nad sobą.Wspólnie zdecydowali, że na dziś koniec i pora się zbierać. Sprawnie posprzątali stół oraz kobieta zapakowała im kilka dań na wynos, zwłaszcza po to, żeby Geralt miał nazajutrz śniadanie.Pożegnali się krótkimi uściskami. Julia od razu żałowała podejścia z nimi pod drzwi. Momentalnie do izby wpadły płatki śniegu, a mroźny wiatr wywołał gęsią skórkę. Otuliła się bardziej swetrem i tylko spojrzała na białą dróżkę przed nimi. Regis nie wyglądał na zmartwionego, dla niego to zapewne kilka minut podróży, gdy zamieni się w nietoperza. Jednak wiedźmin musiał przejść fizycznie kilka kilometrów, już na samą myśl nie wyglądał na pocieszonego.Kilkanaście minut później leżała w łóżku pod ciepłym kocem. Po finalnym znalezieniu idealnej pozycji cała się rozluźniła. Sapnęła kilka razy, choć bardziej przypomniało to przeciągłe ziewanie. Była wyczerpana długim dniem stania przy garnkach i gotowaniem. Oczywiście nie żałowała ani sekundy. Wszystkie starania opłacały się, aby tylko spędzić trochę czasu z rodziną.Jednak teraz potrzebowała, aby ktoś się nią zajął. Poświęcił swój czas. Momentalnie pomyślała o Gaunterze, który od kilku dni nie dawał znaku życia. Przy ostatnim spotkaniu opowiadał jej co nieco o swojej przyszłej podróży. Wyłapała tylko tyle, że musi pokonać daleką drogę. Nie nastawiała się więc, że w magiczny sposób pojawi się w progu z otwartymi ramionami.Mimo wszystko myśli intensywniej zaczęły biegać wokół demona. Początkowo starała się tylko rozpamiętywać niewielkie rzeczy, jak długie rozmowy, które z pewnością zahaczyły o tematy filozoficzne. Albo wspólne posiłki, przy których rozkoszowali się genialną kuchnią Gauntera. Kobieta nie sądziła, że ze zwykłego makaronu i pomidorów można wyczarować takie arcydzieło. Pomimo że jej żołądek na ten moment nie dałby rady zmieścić ani grama więcej jedzenia, z największą przyjemnością wróciłaby do tamtych chwil przy kuchennym stole.Nie zdziwiła się sobą, gdy oprócz miłych, przyjacielskich wspomnień dołączyły te, przez które Julia się rumieniła.Kobieta nieświadomie podciągnęła koszule do góry, aż odkryła nagi biust. Jej sutki przez chłód w pomieszczeniu od razu stały się twarde, a dotykanie ich sprawiało kobiecie dziwną przyjemność. Starała się nie myśleć o czymś konkretnym, a raczej dać wolną wolę swojemu umysłowi. I nie zawiódł jej.Nie śpiesząc się niczym, zagłębiała się we wspomnienia. Jego dłonie, pomyślała. Jego głos, łaskoczący oddech i ten dotyk. Ta subtelność, dzięki której czuła się najważniejsza na całym świecie. Bijące od niego ciepło bez żadnych przeszkód potrafiło rozpalić.Niemalże zadrżała, przypominając sobie, jak również z łatwością ją dominował. Ciężar jego ciała, zaciśnięte palce na jej skórze, czy stanowcze słowa. Była jego, a on doskonale o tym wiedział i często z tego przywileju korzystał.Jej policzki niebezpiecznie przybrały różowatego odcienia. Zamknęła powieki, rozkoszując się chwilą dla samej siebie. Nieczęsto zdarzały się takie noce. Zazwyczaj, po kilkunastu godzinach pracy lub pilnych, nużących sprawach, padała na łóżko, jak zabita. Nie przejmowała się już niczym ani nikim. Pragnęła tylko trochę snu, aby następnego dnia móc być w stanie wykonywać swoje obowiązki, które szczerze kochała.A teraz leżała sama w półmroku i się dotykała. Nie zaprzestała na samych piersiach. Już chwilę później lewa dłoń zawędrowała w stronę dolnej bielizny. Powoli, ale niedbale zsunęła z siebie majtki oraz rozszerzyła nieco uda.— Cholera. — westchnęła przeciągle, czując narastające mrowienie w całym ciele. Przez moment obserwowała swoje ciało i zdecydowanie żałowała, że demona nie było obok. Oczami wyobraźni widziała, jak mężczyzna bez pośpiechu podchodzi do łóżka. Siada na brzegu i pierwsze, co robi, to dotyka jej dłoń. Ujmuje ją. A potem mówi parę komplementów, przez co Jula zawsze miała wrażenia, że się rozpływa.Choć teraz było podobnie.Przez kilka minut oprócz jej oddechu i kilku jęknięć, panowała całkowita cisza. Niespodziewanie przez pokój przebiegł przeciąg, a woń w powietrzu pachniała… słodko, piernikowo. Jula nie zdołała tego na czas zauważyć. Pomrukiwała coraz głośniej, a także chętniej.Gaunter. Gaunter. Gaunter.Myślała o nim coraz intensywniej. Przypominała sobie jego każdy cal ciała, co tylko ją bardziej pobudzało. Przekręciła się na bok, przy okazji skopując, już i tak pogniecioną, pościel. Jednocześnie stopą poczuła coś twardego. Momentalnie otworzyła oczy. Nie zdążyła się nawet podnieść, a Gauntera wzrok już wypalał w niej głębokie dziury.— Przeszkadzam? — zapytał cicho, wyginając usta w półuśmiech. Wyciągnął ramiona w jej stronę, a kobieta długo nie czekając, wtuliła się w jego tors.— Myślałam, że zobaczymy się dopiero za kilka dni. — wyszeptała. Nie potrafiła się przestać uśmiechać. Gdybym tylko mogła, krzyczałaby z radości.— Tak planowałem, ale… sprawy się ułatwiły. — głaskał ją po plecach — Więc postanowiłem, że zrobię ci małą niespodziankę. Jednak widzę, że to tobie udało się mnie zaskoczyć.Odsunął ją delikatnie od siebie i Julia dopiero wtedy zrozumiała, że siedziała na nim bez żadnych ciuchów. Nawet koszula w dziwny sposób się zawinęła, uniemożliwiając opadnięcie.O cholera…— Jestem pierwszą kobietą, która potrafi cię zaskoczyć? — odpowiedział, udając znacznie pewniejszą siebie, niż w rzeczywistości była.— Żebyś tylko wiedziała…Po tych słowach pocałował ją, jakby te kilka dni rozłąki tak naprawdę trwały kilkanaście lat. Zaimponowało jej to i ochoczo odwzajemniła czułość. Wypuściła głośno powietrze, prosto w jego usta, gdy dłoń mężczyzny zjechała na dół pleców i bez skrupułów złapał ją za pośladki.— Tęskniłeś za mną? — oderwała się od niego. Objęła jego policzki, a ich spojrzenie od razu się spotkało. Przez kilka długich sekund wpatrywał się w nią, jakby próbował sformułować najlepszą odpowiedź. Jednakże nawet bez słów, kobieta wiedziała, co powie. Coś w jego oczach go zdradzało. Malutka iskierka, która pojawiła się zawsze, gdy zaczynali rozmawiać na poważniejsze tematy.— Ilekroć o tobie myślałem, najdroższa. A uwierz mi, zdarzało się to bezustannie.— Ależ z ciebie niepozorny romantyk.— Posiadam wiele zalet, których jeszcze nie odkryłaś. — mrugnął do niej.— Na przykład?Pisnęła cicho, gdy została gwałtownie rzucona na łóżko. Skuliła nieco nogi, podciągając je pod klatkę piersiową, co wyłącznie zachęciło demona. Szybko pojawił się tuż obok niej i przytrzymał jej uda, aby nie zmieniała pozycji. Sprawnym ruchem, dzięki jednej wolnej ręce, ściągnął z siebie kilka przywiązanych do spodni woreczków, by było mu wygodniej.Poczuł, jak Julia zadrżała, gdy tylko ustami dotknął tego najwrażliwszego miejsca. Początkowo cała się spięła, aczkolwiek już po kilku ruchach języka, jej ciało całkowicie się rozluźniło. Sapnęła głośno. A potem drugi raz. I trzeci.Przechyliła się nieco, aby być w stanie dotknąć jego ramienia. Poczuła pod palcami znajomy materiał. Zaczęła go miziać, a z czasem zmieniło się to w coraz mocniejsze zaciskiwania palców.— Nie wytrzymam… — jęknęła, próbując nieco rozluźnić jego chwyt, co w ogóle jej się nie udało. O’Dim trzymał ją niesłychanie mocno, gdy tylko poczuł, jak ta zaczyna się ruszać.Z ust rudowłosej wydobywały się coraz głośniejsze dźwięki. Czując, jak jego wargi oraz język pracują, praktycznie rozlewała się z przyjemności. Nie sądziła nawet, że ktoś może być tak dobry w każdym aspekcie seksu. Przy każdym ich spotkaniu, kobieta zasypiała z pewnością, że jej organizm ją nie zaskoczy. I za każdym razem się srogo myliła.— Leż spokojnie. — wysapał tylko pomiędzy kolejnymi ruchami.— Gdybyś tylko dawał mi taką możliwość. — zaśmiała się.Zmienił nieco pozycje, jego głowa po chwili znajdowała się dosłownie między nogami kobiety. Założyła wygodnie uda na jego barki i spojrzała się na dół. Ten widok z pewnością zostanie z nią do końca życia.Policzki mężczyzny przybrały rumieńców, na ustach widniał mu szczery i niesamowicie seksowny uśmiech, a spojrzenie…Julia nie potrafiła nigdy z nim wygrać bitwy na wzrok.Z każdą minutą odczuwała coraz większą przyjemność, którą ciężko było jej kontrolować. Pojękiwała coraz głośniej i częściej. Oddech stawał się urwany i jednakowo płytki. Na zmianę przegryzała wargę, a to spoglądała na niego.Nie spodziewała się nawet chwili, gdy wszystko się skumuluje. Ogromna fala dreszczu i ciepłego uczucia rozeszła się po każdej komórce. Krzyknęła krótko, dając również upust w swojej głowie z nakładem emocji. Serce biło jak oszalałe.— Uwielbiam to, co zawsze ze mną robisz… — mruknęła, gdy przybliżył się do niej. Bez najmniejszego oporu pocałowała go czule. Już chciała go przyciągnąć bliżej siebie, a on odpowiedział oporem.— Mam coś dla ciebie, piękna. — powiedział tylko i zszedł z łóżka. Kucnął do wcześniej rzuconych sakiewek oraz zaczął w nich długo grzebać. Julia przyglądała mu się z zaciekawieniem, ponieważ rzeczywiście wyglądał na zanurzonego w swoim małym “zadaniu”.— Może potrzebujesz pomocy?— Skądże. Już mam! — dodał z radością. Uniósł niewielki, zawiązany woreczek. Niestety materiał nie pozwalał na jakiekolwiek dostrzeżenie, co było w środku, więc kobieta, jak dziecko, wyciągnęła dłoń, aby mogła rozpakować prezent.Nie zajęło jej to długo. Po kilku sekundach wyciągnęła srebrny łańcuszek. Na środku został przypięty szlachetny kamień, który dziwnie połyskiwał fioletowym błyskiem. Ani razu w swoim życiu nie widziała takiego surowca, nawet w książkach.— Ten kamień… — zaczął, jakby czytał jej w myślach — Nie pochodzi z tego świata. Jest cholernie rzadki i ciężkodostępny. Właściwie to prawie przepłaciłem nim swoje zdrowie.— Gaunter…— Ale najważniejsze jest to, że symbolizuje… coś w rodzaju rozkwitającej miłości. Przynależności do drugiej istoty. Wspólnych, tych samych uczuć. — ostatnie zdanie wypowiedział znacznie ciszej. Brzmiał nieco na speszonego.Jula próbowała przetworzyć jego słowa w głowie. Naprawdę się starała, aczkolwiek to… ten podarunek… Do oczu napłynęły jej łzy. Łzy najprawdziwszego szczęścia.— Chodź tu do mnie. — uśmiechnął się do niej czule i tak samo ją objął — Już dobrze, nie płacz.— To jest najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek dostałam. — pocałowała go w policzek.— W takim razie ze spokojem mogę powiedzieć - wesołych świąt, najdroższa.

----- CHAPTER BREAK -----

Walnęła o nawierzchnie. W ostatniej chwili wyciągnęła przed siebie dłonie, co częściowo zamortyzowało siłę upadku. Ból zabrał jej powietrze z płuc, a w kościach poczuła niewyobrażalny rwanie. Przekręciła się na bok, mogąc tylko myśleć o najprawdopodobniej złamanej ręce i własnej głupocie.Przez moment czuła się strasznie, oszołomiona i zraniona. Leżała na podłodze, w nozdrzach drażniła ją woń ziół oraz przypraw, które teraz znalazły się tuż obok niej. Rozejrzała się, nie odrywając głowy od drewnianych desek. Wszędzie panował bałagan. Jedzenie wpadło pod szafki, gdzie z pewnością nikt od miesięcy nie zaglądał. Również jej odzież nie wyglądała na tak schludną i wyprasowaną, jak z samego rana. Jasnoszara koszula teraz bardziej przypominała abstrakcyjny obraz namalowany przez pijanego malarza. Na całe szczęście ciemne spodnie aż tak bardzo nie ucierpiały, choć dla niektórych mogłaby być to smutna wiadomość.Ludzie nawet nie ukrywali, że jej nowe odkrycie modowe ich zszokowało, a także zbulwersowało. Szczególnie starszych sąsiadów. Od paru tygodni patrzyli na nią spod byka, gdy przechadzała się do pracy. Szeptem, ale też na tyle, aby mogła usłyszeć ich całą konwersację, rozmawiali o jakże męskim ubiorze. I jak niewłaściwe było to, żeby płeć żeńska nabierała dziwnych, zachodnich nawyków.Za każdym razem z wielką satysfakcją obserwowała ich, aż oni pierwsi nie odwrócą piekącego ich duszę spojrzenia. Obdarowywała każdego po kolei najpiękniejszym i aż zbyt słodkim uśmiechem. “Żaden dziad nie będzie mi mówić, jak żyć”, niejednokrotnie przychodziło jej to przez myśl w takich sytuacjach. Niekiedy bardziej wulgarnie.Zamknęła powieki i nabrała kilka większych wdechów. Ból dalej ją piekł w każdym obolałym miejscu. Siłą umysłu za wszelką cenę próbowała odwrócić swoją uwagę, pomyśleć o czymś miłym. Chciała się znaleźć gdzieś, gdzie nie istnieje cierpienie, czy niewłaściwe komentarze mężczyzn.— Julia?! — Colin wbiegł do pokoju, prawie poślizgując się na bananie, co wyglądało dość… komicznie. Złapał się futryny i cudem utrzymał równowagę. Na jego twarzy pojawił się wściekły rumieniec, co działo się zawsze, gdy bywał poirytowany  — Co tu się stało? Cholera jasna, nic ci nie jest?Przyklęknął przy niej, pomagając podnieść się do pozycji siedzącej. Odgarnął jej włosy i szybkim ruchem przetarł brudną od mąki twarz. Zacisnęła usta, tak mocno, aż poczuła krew. Wszystko dlatego, aby się przy nim nie rozpłakać.— Muszę stwierdzić, że chyba miałeś rację z tymi skrzynkami. Są diabelsko ciężkie. — uśmiechnęła się blado. Zacisnęła palce na miękkim materiale spodni. Walczyła sama ze sobą ze wszystkich sił. Nie płacz, pomyślała, nie przy nim, zajmiesz się tym w domu.— Co ty nie powiesz, samowystarczalna kobieto? — prychnął. Dość opryskliwie, jak nawet na niego.— Myślałam, że choć raz się zmartwiłeś, a jak zwykle jesteś dupkiem. — jej głos zdawał się ostrzejszy, niż to planowała. Niż w ogóle chciała  — Twoja matka mówiła prawdę, nie masz serca wypełnionego miłości do ludzi.— Moja matka przeszła trzy udary, nikt nie powinien jej słuchać. — zaczął — Pytałem poważnie, Julia. Nie zrobiłaś sobie krzywdy? Wszystko w porządku? Wywołałaś niezły hałas na sali. — próbował zażartować, co kobieta szczerze doceniła.— Oprócz tego, że zrobiłam niezły bałagan, to jest w normie. Naprawdę. Więcej strachu, niż to było warte. — szturchnęła go w ramię — A teraz pomóż mi wstać, silny mężczyzno.— Wiesz, że ja…— Oj, przestań już i mi pomóż.Zrobił to.Niefortunnie złapał za obolały nadgarstek, co momentalnie wywołało krzyk kobiety. Opadła ponownie na podłogę, już widocznie zwijając się z bólu. Do jej oczu napłynęło kilka łez, a rozrywające uczucie w mięśniach zdawało się niemal paraliżujące.Cholera jasna.— Pokaż mi rękę.— Nie.— Pokaż!— Nie!— Kurwa, co za durny dzieciak z ciebie! — drugi raz przy niej uklęknął. Teraz już lżej ujął jej obolałe miejsce i chwilę się temu przyglądał. Po szybkiej i bezsłownej diagnozie wyszedł ze spiżarni po prowizoryczną apteczkę, którą  samodzielnie skomponowali kilka miesięcy temu. Nie znajdowało się tam wiele rzeczy, głównie bandaże i gumki, ale któregoś dnia Colin wsadził do torby mały pojemniczek maści od zielarza na właśnie takie sytuacje, jak dziś.Trzy sprzeczki później i próba kopnięcia go w udo, mężczyzna siłą wypychał zabandażowaną kobietę z gospody, aby mogła wypocząć w domu oraz nie nadwyrężać kończyny. Między nimi panowała burzliwa dyskusja aż do pierwszego finansowo-emocjonalnego szantażu od strony biznesowego partnera. Wtedy się poddała.W mieszkaniu się nie odnajdywała. Codziennie, przez kilka lat, o tej porze pracowała. A jeśli nawet dostawała wolne bądź nadchodziło święto i tak bywała zabiegana. Jeśli nie gotowała tony jedzenia na spotkania z przyjaciółmi, to planowała, jak jeszcze lepiej rozszerzyć swój biznes, a także umiejętności kulinarne. Teraz jednak leżała, wpatrując się w sufit. Zapanowała niezręczna cisza w jej umyśle.Bezsensownie zamykała powieki, starając się wpaść w stan snu. Zmarnowane godziny upłynęłyby szybciej oraz ból, chociaż na chwilę by nie istniał. Dwie korzyści w jednym. Co chwilę przewracała się na drugi bok, aby odnaleźć idealną pozycję do drzemki.  Westchnęła wkurzona, gdy jej plan idealny okazywał się nie aż tak dobry.Podniosła się do siadu, odgarniając włosy ze spoconej skóry. Leżenie pod kocem w środku wiosny było nieprzemyślanym ruchem. Rozpięła nieco koszulę z górnych guzików. A po chwili i również spodnie. W izbie temperatura zdawała się wzrastać po każdym jej oddechu. Jakby nagle z dwudziestu stopni zrobiło się trzydzieści.— Może tym razem to ja mam udar…? — mówiła sama do siebie. Przyłożyła dłoń do czoła. Nie było rozgrzane, co oznaczało brak gorączki. Jednak… czuł się tak dziwnie, niekomfortowo. Domyślała się, że tak samo czują się raki, gdy kucharze szykują wyśmienitą kolację. Bycie gotowanym w ogromnym metalowym garnku, perfekcyjnie opisuje jej stan, choć tak naprawdę nigdy tego nie doświadczyła.Bez większego namysłu ściągnęła z siebie główne ubrania, zostając w samej bieliźnie. Poczuła ulgę po oparciu się o zimną ścianę. Gdyby mogła, to wtopiłaby się w nią.Rozmyślała o mniej i ważniejszych rzeczach, aż do niespodziewanego stukotu we frontowe drzwi. Pośpiesznie naciągnęła na siebie górną część odzienia oraz plącząc się o własne nogi, udała się w stronę wejścia do domu.— Już, już… Chwila! — krzyknęła, gdy pukanie nie ustępowało. Nie zdążyła złapać za klamkę, a w progu pojawił się on, w całej okazałości Gaunter O’dimm. Jak zawsze widniał na jego twarzy nonszalancki uśmiech, który wywoływał u kobiety ciarki. Przyglądał jej się badawczo, co nie było ani trochę zadziwiające. Jula od kilku sekund stała, jak sopel lodu i tylko się w niego wpatrywała. A jej serce zabiło dziesięciokrotnie razy szybciej.Zamknął za sobą drzwi i odłożył mały koszyczek piknikowy na stole.Czekaj, co, jak?— Och, widzę, że moja malutka zabawa z pogodą się udała. — zlustrował ją wzrokiem od czubka głowy, aż do stóp — Obawiałem się, że trochę przesadziłem, ale cóż… mój plan się powiódł.O mój boże, co tu się dzieje?— Nie masz zamiaru się ze mną przywitać, najdroższa?To pytanie wyrwało ją ze szoku. Powoli przeanalizowała sytuację i to, jak teraz wyglądała. Stała na środku izby w samej bieliźnie i w pół ubranej koszuli. A przed nią zjawił się demon z koszem. I ciągle do niej mówił. Może rzeczywiście gorączkowała?— Tylko jeśli ładnie poprosisz… — wróciła do rzeczywistości. A razem z nią jej uwielbienie się droczenia.Prychnął śmiechem i w kilku krokach znalazł się tuż obok niej. Objął jej policzki i bez zbędnych słów, pocałował. Kobieta aż bezwładnie opadła na jego tors, gdy te wargi dotknęły jej. Pocałunek nie zaliczał się do tych namiętnych czy zachłannych. Powoli i subtelnie rozkoszowali się sobą po długiej rozłące. Każde ich spotkanie wprawiało ich w emocje, jakby to wszystko działo się pierwszy raz. Julia nawet nie zliczy, ile przez te miesiące skręcało jej żołądek z nadmiaru emocji. Kochała to, a przede wszystkim kochała go. Mimo że nie była w stanie tego jeszcze głośno powiedzieć.— Hm? — mruknął cicho, gdy rudowłosa odsunęła się od niego.— Dzień dobry, kochany. Naprawdę jestem zaszczycona cię widzieć. — wygięła twarz w słodki uśmiech. Dodała sobie kilka centymetrów, stając na palcach i to ona teraz musnęła jego usta. Naparł na nią, aż cofnęła się o kilka kroków, trafiając na kant stołu. Usiadła jednym pośladkiem na mebel, a demon po chwili złapał ją za uda, będąc między nimi.— Umiesz zmieniać pogodę? — wysapała między kolejnymi pocałunkami — Mógłbyś teraz wywołać… na przykład śnieg?— Mógłbym, ale jaki jest tego cel? — przeszedł z pieszczotami nieco niżej, znajdując delikatną skórę szyi. Julia siłą powstrzymała cichy jęk.— Uwielbiam śnieg i chciałabym zobaczyć, jak to robisz.— Może jeśli kiedyś ładnie poprosisz. — oderwał się od niej. Puścił do niej oczko, wykorzystując tę samą technikę, co ona.— Co za niesprawiedliwość…— Wszystko ma swoją cenę, kochana. I nie uważasz, że nieco dziwne byłyby opady śniegu w tej porze w roku? W Toussaint?— Cuda się przecież zdarzają.— Lepiej nie nadużywać mocy przyrody. To aspekt, który trzeba szanować i pielęgnować. A wasze cenne i wartościowe winorośle tego nie wytrzymają.— Mam zbyt inteligentnego i przystojnego mężczyznę.Po wypowiedzeniu tych słów jej policzki przybrały różowatego odcienia. Flirtowali ze sobą, praktycznie cały czas. Aczkolwiek większość rozmów wychodziła z jego inicjatywy, z czym czuła się bardzo dobrze i tylko brnęła w ich słowną zabawę. Trochę coś się zmieniło, gdy to ona go komplementowała lub zaczepiała. Jej umysł zachowywał się, jak niewinna, zakochana nastolatka. Panikowała.— Ja również nie mogę narzekać na swoją wybrankę.O jezu…O boże…Gdzie podział się cały zasób powietrza?Nie zdołała mu odpowiedzieć, więc tylko go objęła. Przyciągnęła go bliżej siebie, ukrywając przy okazji czerwoną twarz w jego ramionach.Na co dzień o tym nie myślała, pochłaniały ją życiowe sprawy, jak praca, ale jego objęcie z każdym razem stawały się dla niej ostoją, bezpieczeństwem. Miała wrażenie, że wtedy czas między nimi a całym światem się zatrzymuje. Są tylko oni i ich relacja, bliskość.— Doszły mnie słuchy, że stała ci się krzywda. — powiedział niespodziewanie. Przez cały czas gładził ją po plecach, a nawet jedna ręka wślizgnęła się pod jej koszulę, co nie uszło jej uwadze.— To nic takiego, Gaunter. Za tydzień nikt, zwłaszcza ja,  nie będzie o tym pamiętać.— Przecież widzę, Julio, że cierpisz. Nawet nie jesteś w stanie mnie objąć chorą ręką. — zrobił krok w tył, aby na nią spojrzeć. Jego wzrok wyrażał wyłącznie troskę, co momentalnie zmiękczyło jej kolana — Pokażesz mi to? Myślę, że jestem w stanie ci pomóc.Tym razem nie kłóciła się tak, jak z Colinem. Posłusznie podniosła zabandażowaną dłoń. Gaunter powoli ściągnął opatrunek, przyglądając się stłuczeniu. Po godzinie nabrało bardziej wyrazistych, nieciekawych odcieni.— Nie wygląda to, jak “nic mi nie jest”. Poczekaj sekundę. — podszedł do zlewu i chwycił kuchenną szmatkę. Namoczył ją w wodzie. Julia w tym czasie przesiadła się na krzesło, aby siedziało jej się wygodniej. I też fakt, że przy nim miała skłonności do lecenia na niego, co kiedyś skończy się kolejnym siniakiem.— Skąd w ogóle wiesz o tym?— Ależ ty dzisiaj zadajesz trudne pytania, najdroższa. Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie, teraz musimy się zająć tobą. — zerknął na nią. Obmył jej skórę z pozostałości prowizorycznej maści.— Dobrze, że nie zapytałam się, skąd się biorą dzieci. — poruszała dwuznacznie brwiami.— To akurat mogę ci pokazać, słodka.Zachłysnęła się powietrzem. Na tyle głośno, że to usłyszał i zrobił swoje przebojowe, “niewinne” spojrzenie.— Coś nie tak?Burknęła coś niezrozumiale pod nosem i odwróciła wzrok. Akurat w tej chwili obraz na ścianie wydawał się być wielce interesujący. O’dimm to nieco zignorował, a następnie wziął się do swojej poprzedniej czynności. Tym razem to on oparł się o stół. Szybkim ruchem wyciągnął niewielką buteleczkę błyszczącego płynu. Odkręcił zakrętkę i polał na jej skórę kilka kropel.Ból momentalnie ustał, jakby nawet go nigdy nie było. Odcień w tym miejscu również wrócił do normy. Z lekkimi obawami poruszała nadgarstkiem i… nic bolesnego się nie stało.— Co to było, jak to możliwe?— Magiaaaaaa… — pomachał teatralnie rękoma przed jej twarzą, co niebywale ją rozśmieszyło.Przez następną godzinę siedzieli przy sobie i wymieniali się swoimi opiniami, dyskutowali na tak wiele tematów, ile ich umysł nadążał wytwarzać na każdy możliwy temat. Julia czuła się tak, jakby właśnie ten scenariusz w jej życiu był właściwy. Przy każdym możliwym momencie zastanawiała się i nie wiedziała, czy to zwykły los ich połączył, czy może jest w tym coś więcej, coś zapisanego we wszechświecie.Położyła głowę na jego udach, będąc znudzona siedzeniem w jednej pozycji. Drugą nogę także nie zostawiła osamotnioną. Od razu zaczęła ją miziać i rysować niewidzialne wzorki na materiale jego spodni, co bardzo mu się spodobało.I nie mogła ukrywać, że w momencie zaczęcia głaskania ją po twarzy, zrobiło się delikatnie gorąco w jej organizmie. Niewinnie przysunęła się bliżej jego krocza, dotykając coraz intymniejszych partii ud. Przyprawiało ją to o dreszcze, zauważając też, że mężczyzna doskonale pojął, co się zaczęło tu dziać.Dotknął jej podbródka, nieco go podnosząc, aby była zmuszona na niego spojrzeć.— Za każdym razem rozczulasz mnie coraz bardziej. — ton jego głosu się zmienił. Był znacznie cichszy, jakby te słowa miały zostać wyłącznie między nimi.— A ty doprowadzasz mnie do obłędu. — sapnęła, marząc teraz, aby móc go pocałować. A on, jakby czytał jej w myślach, pochylił się nad nią. Ten pocałunek nie wyrażał tego samego, co przy progu izby. Był inny, bardziej zachłanny, pragnący czegoś więcej.W międzyczasie złapał ją za, już zdrową, rękę i poprowadził wprost na swoje krocze. Julia, mając świadomość, że przed nami cały dzień, a może i także noc, nie spieszyła się. Skromnie poruszała palcami, czując pod opuszkami, jak Gaunter odreagowuje na to.— Chcę ci się odwdzięczyć za ten wspólny czas i… za pomoc.— Nie robię tego, aby coś od ciebie dostać, najdroższa. Spędzanie z tobą czasu jest dla mnie szczerze ważne. Ty jesteś dla mnie ważna i nie musisz czuć się zobowiązana do…— Wiem, Gaunter. Nigdy przy tobie nie czułam się do czegokolwiek zmuszona. Ale i tak czuję zobowiązana do odwdzięczenia się. Z wielką miłością, oczywiście.Przez kilka sekund to on wyglądał na spanikowanego swoją własną reakcją. Jego usta były nieco rozwarte, a spojrzenie niemalże pożerało kobietę. Sapnął głośno. Cholera jasna, jak mógł jej odmówić, gdy patrzyła się na niego w taki sposób?Poczuł mrowienie, którego nie odczuł od ich ostatniego spotkania. Pragnął jej. W każdy istniejący sposób. Nigdy się do tego nie przyzna, ale ta niewielka, rudowłosa kobieta kompletnie zawróciła mu w głowie.A teraz miał ją przed sobą, chcąca zrobić dla niego wszystko. Jego umysł nie zdążył zarejestrować faktu, że po ściągnięciu spodni, jego członek przedstawiał się w pełnej okazałości.“Kiedy to się stało?”, pomyślał. Oczywiście, nigdy nie miał problemu w tych sprawach, podniecenia przychodziło do niego z pełną łatwością, aczkolwiek… nigdy tak mocno nie potrafił reagować na człowieka.— Robiłaś to kiedyś?Zawstydzona pokręciła przecząco głową. Im obu zabiło mocniej serce.— Uklęknij, Julio. — sam nieco osunął się ze stołu, aby nie być tak wysoko. Z pełną ciekawością obserwował ją, jak i jej sposób poruszania się.Rudowłosa na początku nieco nieśmiało wzięła penisa w dłoń i wykonała kilka prostych ruchów. Nie trwało to długo, ponieważ demon sam zachęcił ją, aby wzięła to do ust. A gdy to się stało, usłyszała jego przydługie, ciche westchnięcie.Gładził ją po włosach, co jakiś czas zmuszając ją do spojrzenia się na niego. Nie potrafił się oprzeć patrzeniu się na nią przez cały czas, gdy zajmowała się nim. Wyglądała tak seksowanie. Nie chciał jej ponaglać, aczkolwiek gdyby od niego zależało tempo, to popołudnie wyglądałoby nieco inaczej.— Och… Moja najsłodsza… — jęknął, odchylając głowę z przyjemności. Czuł, jak z każdym kolejnym ruchem próbowała wziąć go coraz głębiej, dzięki czemu trząsł się w środku.Julia również czując, jak jest twardy, coś w niej ścisnęło. Myślała o tej chwili od dłuższych tygodni, aczkolwiek nawet w jej wyobrażeniach, nie było tak błogo. Do momentu, gdy pierwszy raz się zakrztusiła. Odsunęła się od mężczyzny, a jej twarz przybrała kolor szalonej czerwieni.— Wszystko w porządku?— Tak… Po prostu… Cholera…— Spokojnie, najdroższa. To normalne, idzie ci znakomicie. Spójrz zresztą na mnie. — ukazał swoje całe ciało, które wręcz wrzeszczało “pragnę cię!”. Jeśli chcesz, możemy na chwilę przystopować— Nie trzeba. —  jego słowa ją uspokoiły. Podjęła się drugiej próby.Tym razem jej ręka nie powędrowała w stronę nóg Gauntera, a raczej w kierunku jej własnej bielizny. Wsunęła palce między ciałem a materiałem majtek i momentalnie odczuła, jak podniecenie wzięło nad nią górę.Ssała jego członka coraz odważniej, jak i sprawniej. Zapragnęła teraz, aby dzięki niej słyszeć jego mrukliwy głos, czy jęki. Zawsze to on pielęgnował jej potrzeby, teraz starała się, że było odwrotnie.I pomimo pierwszego razu, szło jej zadziwiająco dobrze. Jakby jej usta były stworzone dla ich przyjemności. Czerpała z tego coraz większą zabawę oraz przyjemność.Mężczyzna całkowicie odsunął się od stołu, a jego dłoń znalazła się na rudych włosach. Zgarnął przeszkadzające kosmyki włosów, a także znacząco poruszał biodrami.— Aghhh… — wydusił z siebie bezsilnie — O kurwa, Julia…Same palce kobiety pracowały coraz szybciej, przez co ciężej było jej wysiedzieć w miejscu. Zajęczała kolejny raz, nie będąc w stanie wypowiedzieć ani słowa. Ale myślała dokładnie o tym samym.— Nie zdajesz sobie sprawy, co ze mną teraz robisz. Najpiękniejsza kobieta jest przede mną, dotyka się tylko dla mnie, a ja mogę… — przegryzł mocniej wargi, gdy kobieta specjalnie przyśpieszyła nieco tempa — mogę się tym rozkoszować…— Spójrz na mnie. — dodał po chwiliI tak właśnie zrobiła. Nie było żadnego zdziwienia, że z każdą chwilą ona, jak i on zachowywali się coraz chciwiej. Ich ciała ruszały się szybciej, zmysłowo. Kobieta nie mogła oprzeć się oszałamiającym uczuciu w podbrzuszu, doszła, wciąż ssąc jego członka, co w tej chwili wydawało się niesamowicie pociągające.A Gaunter, widząc to wszystko i nie będąc w stanie dalej kontrolować swojego organizmu, dołączył do niej. Przez kilka sekund oboje nie ruszali się, jakby wszystko musieli przetworzyć. Dopiero demon jako pierwszy pochylił się i pocałował ją czule w usta.—  A co powiesz na plan, aby zrobić wieczorem pierniczki?

↑ Top · Fandoms