Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Categories:
Fandoms:
Relationships:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2023-12-20
Words:
1728
Chapters:
4/4

One shots in the school

Entire Work

Work Text

Bruno siedział samotnie przy stoliku Bractwa herbacianego, chciał napić się z kimś herbaty albo powyżerać czyjejść czekolady, ale nikogo nie było. Czekolady i herbaty z resztą też. Siedział, siedział i siedział. Jedynie cisza łącznika go otaczała. Jedynie cisza łącznika i samotność. Nagle, usłyszał znajome kroki. Nie był to jego czekoladowy sponsor, ani cudowny Stanisław, ale mimo to kroki brzmiały znajomo. Siedział i się w nie wsłuchiwał, ale nie mógł odgadnąć do kogo należały... Może była to jakaś dziewczyna z jego klasy? Imiona pewnie nie znał. A może jakiś inny jego znajomy? Może...FEFLIKS. Bruno spojrzał się na niego, nie chciał patrzeć za długo, ale chciał się z nim przywitać. Musiał się z nim przywitać:- "No cześć" - Powiedział niepewny tego czy to było wystarczająco, czy może za dużo... czy może coś całkowicie niewłaściwego. W tym momencie, Feliks obrócił się i spostrzegł jak Bruno samotnie siedzi przy stole.- "O, cześć" Odpowiedział Fefliks - "Co tu robisz? Samemu?"- "Ja?" - Bruno chciał przemyśleć swoją odpowiedź, ale nie miał czasu - "Siedzę"- "Siedzisz?" - Fefliks dalej brnął, nie wiedział co Bruno tu wyprawia, samotnie przy dzbanku.- "Siedzę... chciałem napić się herbaty, albo zjeść trochę czekolady, ale niczego nie ma" - Bruno przyznał się do swoich nikczemnych zamiarów.- "Cicho tu, do tego samotnie. Nie czujesz tak? Zawsze jest tu taki tłok, wszystkie kanapy zajęte, a dzisiaj... nikogo" - Fefliks rozejrzał się wokoło, było pusto. *Niecodziennie*- "Burza śnieżna sparaliżowała ruch, połowa nauczycieli nie przyjechała, a z klasy chyba nikt..." - Bruno stwierdził patrząc się w śnieg, nie chciał ciągle patrzeć na Fefliksa, to chyba byłoby dziwne.- "No prawie." - Fefliks uśmiechnął się lekko. - "Jesteśmy tu my"- "Tylko my" - Bruno przerzucił swój wzrok na Fefliksa. - "Tylko"- "Wiesz co to znaczy?" - Fefliks spojrzał prosto w oczy Bruna- "Że mogę wyznać ci..." - Bruno chciał coś powiedzieć.- "ŻE ODWOŁAJĄ LEKCJE WOOO!" - Fefliks mu przerwał.- "Woo" - Bruno odpowiedział szybko, jednak za późno by zmienić temat.- "Co?" - Fefliks zdziwił się, nie pewny tego co Bruno miał na myśli- "Odwołają lekcje... woo." - Bruno brnął w kłamstwo, jednak tym razem zabrakło mu entuzjazmu- "Wyznać mi...?" - Fefliks próbował się upewnić co Bruno miał na myśli - "Co chciałeś mi wyznać?"- "NIC?" - Bruno odpowiedział szybko, niepewnie, zawstydzony i zdenerwowany.- "Wiesz..." - Fefliks nie wiedział co powiedzieć. - "Mi można wyznać wiele."- "Wiele? Czyli nie wszystko?" - Bruno odpowiedział trochę rozczarowany.- "No jak powiesz mi, że zabiłeś trzydzieści pięć osób to wtedy powiadomię policję" - Feliks odpowiedział nonszalancko, jakby kiedyś już ktoś mu to powiedział.- "Czyli... czysto teoretycznie... gdyby..." - Bruno rzucał słowami *nauczonymi* na języku polskim jak z rękawa, chciał zaimponować Fefliksowi - "Gdyby, powiadomić cię o moich... nieprzemijających uczuciach, których synonimem potencjalnie mogłobybyć słowo miłość... to nie miałbyś nic przeciwko?"- "No... nie miałbym nic przeciwko." - Fefliks uśmiechnął się delikatnie. - "Może nawet bym się ucieszył? Spróbuj" - Fefliks zaśmiał się troszeczkę. Chciał odegrać rolę damy, której dzielny rycerz wyzna uczucia, ale najpierw musiał zamienić Bruna w swojego dzielnego rycerza.- "No to..." - Bruno zastanawiał się co powiedzieć, nie wiedział, chciał mieć to wszystko za sobą, chiał żeby potem było już teraz. - "Jest mała, *ciupinka*, minimalistyczna, *tyci* szansa... że mi się podobasz..." - Chłopcy byli zajęci by usłyszeć kroki, moje kroki. Nie wiedzieli, że stałem za drzwiami i zastanawiałem się kiedy wyjść, nie wiedzieli, że słyszałem wszystko. Teraz jednak musiałem wyjść, pani Kasia kazała pójść otworzyć drzwi."Dzień dobry chłopcy" powiedziałem przechodząc obok nich"Dzień dobry panie dyrektorze" - obaj odpowiedzieli nerwowo, szybko i zawstydzeni."Profesorze chłopcy, profesorze" - przeszedłem szybko, by nie przeszkadzać im ani chwilę dłużej.

----- CHAPTER BREAK -----

Wbrew powszechnemu przekonaniu nie każdy cheerleader płci męskiej był gejem.Przynajmniej Fefliks zwykł sądzić, że to prawda. Był niestety męskim cheerleaderem. Hetero męskim cheerleaderem. Tak naprawdę dołączył do drużyny cheerleaderek tylko dlatego, że został do tego zmuszony przez mamę. Chciała, żeby wziął udział w zajęciach pozalekcyjnych, a ponieważ wszyscy piłkarze to dupki, a tylko ten sport go interesował, poleciła cheerleaderek.Początkowo stanowczo odmówił. Tyle że mama zdołała go przekonać. Kiedyś była cheerleaderką i przekazała mu myśl o przebywaniu w towarzystwie uroczych dziewczyn. Co raczej nie sprawiało mu bólu. Poza tym potrzebowali silnych ramion, aby lotnicy mogli wzbić się w powietrze, przynajmniej tak powiedziała. Co zaskakujące, udało mu się cieszyć ze składu. W większości byli mili i udało mu się nawet zaprzyjaźnić. Feliks nie spodziewał się jednak, że jego wzrok przykuje pewien dupek z piłkarzy.Pewnego dnia ćwiczyli z grupą cheerowanie, ale Feliks miał przerwę w podrzucaniu więc usiadł na ławce i patrzył jak piłkarze rozgrzewają się na boisku. W pewnym momencie zobaczył jakąś osobę w kitce, która aż za bardzo przypominała mu kogoś z klasy. Ciemne włosy, dłuższe, wysoka postura...„To musi być Olek albo Bruno... Ale czemu Bruno jest w drużynie piłkarskiej?” – pomyślał blondyn.Miał racje, a dokładniej miał racje z Brunem. Bruno Sochacki, fajny chłopak z Gdańska. Był normalnie najmilszym facetem, jakiego Feliks kiedykolwiek spotkał. Był charyzmatyczny, zabawny, głupkowaty, niesamowicie inteligentny i bardzo wysportowany. Kiedy zaczął mieć pewne nie do końca proste uczucia, był przerażony. To było ich pierwsze spotkanie, a teraz Bruno był właściwie jednym z jego najbliższych przyjaciół i cała ta sytuacja była przerażająca.Gdy tak myślał i myślał, ale w sumie nic nie wymyślał przypomniało mu się o Brunie. Był jeden problem tak się zamyślił, że nie mógł wyjść ze swojej głowy. Jednak z zamyśleń Fefliksa wyrwało go ciche, nagłe westchnienie. Fefliks spojrzał w dół i zobaczył, że Bruno uśmiecha się do niego, uwięziony pomiędzy ciałem Fefliksa a szafkami w szatni. W tej chwili byli tam tylko we dwójkę. – O czym myślisz, Feliks? – zapytał, ze swoim akcentem, bawiąc się okularami Fefliksa.Fefliks uśmiechnął się i wzruszył ramionami, mamrocząc: „Nic ważnego”, po czym pochylił się i kontynuował całowanie Bruna.Mieli teraz trening cheerowania, ale Fefliks uznał, że mają jeszcze kilka minut. Tak, ok, może prawie wszystkie męskie cheerleaderki były trochę gejowskie, o ile Fefliks wiedział, ale nie narzekał, gdy głupio całował swojego chłopaka. Obaj wyglądali na podekscytowanych w samą porę na trening. Bruno uśmiechał się do niego tym uśmiechem, który uwielbiał, gdy wykręcał swoje ciało tak, jak tylko mógł. Nawet jeśli Bruno patrzył na niego bez przekonania, z rumieńcem, ale z lekkim uśmiechem. Tak, OK, Fefliks był bardzo kolorowy, ale nie przeszkadzało mu to.Nagle w drzwiach szatni męskiej pojawił się Stanisław... Który szybko zrobił zdjęcie i uciekł. Faliks nie zwracał na to uwagi, ale odszedł krok od szafek.,,To chyba nasz znak. Bruno idź pierwszy.” – Feliks z uśmiechem popchnął Bruna w kierunku drzwi. Bruno kiwnął mu ręką i popędził na boisko, ale dostał ochrzan za spóźnienie się do pana profesora Konopki.

----- CHAPTER BREAK -----

Po treningu cheerliderek Feliks udał się w stronę wyjścia ze szkoły. Pogoda tego dnia nie odbiegała wyjątkowo od typowej zimy w Polsce. Z nieba pruszył śnieg pomieszny z lekką mżawką, a chodnik był w całości pokryty błotem, które zmieszane z wodą stanowiło zabójczą mieszankę dla przechodniów. Odczuł chłód i wilgoć od razu po wystąpieniu z progów ULO, tego dnia w pośpiechu zapomniał wziąć z domu czapki. Szedł w dół schodów, gdy znienacka od tyłu zaskoczyło go mocne uderzenie w plecy. -Feliks!!!!!- wykrzyknął ktoś, kto oddał cios na jego delikatne plecy cheerleadera.Obejrzał się za siebie i ujrzał twarz chłopaka z którym namiętnie całował się w szatni około pół godziny wcześniej.-Bruno..... to ty...- zarumienił się blondyn. Wiatr zawiał jego dziewiczym wąsem.-Quo vadis?- spytał Bruno.-Co kurwa...?- rzekł z kontsernacją Feliks.-To było po łacinie geniuszu- odpowiedział sarkastycznie ciemnowłosy piłkarz- pytałem gdzie idziesz.-Na tramwaj do forum- odparł blondyn po czym ruszył dalej w stronę chodnika.Bruno ruszył za nim dorównując mu tępem, jego włosy, pomimo iż były ciężkie od potu po treningu, powiewały na wietrze niczym u prawdziwej księżniczki. W pewnym momencie chłopak wsunął swoją rękę w kieszeń kurtki Feliksa, w której on sam próbował ogrzać swoją zmarzniętą dłoń. Blondyn nic nie mówiąc zarumienił się. Szli przez jakiś czas ze złączonymi rękami i szybko dotarli do stacji tramwajowej.- Pojadę z tobą do forum malutki- zaproponował Bruno.- Ok- odparł Feliks.Gdy tramwaj rozpędzał się, zaczęło nimi bujać na wszystkie strony. Grawitacja popchnęła jasnowłosego chearleadera w stronę chłopaka. Feliks najpewniej liczył na pocałunek, ponieważ znaleźli się niesamowicie blisko siebie. Piłkarzyk uśmiechnął się. W tym momencie tramwaj zatrzymał się na Bramie Wyżynnej, chłopcy wyszli z niego i udali się w stronę budynku.- Idziemy do kibla?- spytał flirciarsko Bruno.- Co będziemy robić?- spytał Feliks.- Segz?- odpowiedział.- Spoko.Gdy weszli do omawianej toalety w galerii wszystkie kabiny były puste. Weszli do jednej z nich we dwójkę.- Ile masz lat Bruno?- A jak to się sprawdza?- Nie ważne misiu- powiedział Feliks z nonszalandzkim uśmiechem kryminalisty.- NA KOLANA PIŁKARZYKU!!!!- krzyknął blondyn odgarniając swoją bujną grzywę blond włosów z wyposażonych w okulary oczu.- A-ale..... To ja w tym związku.....- NA KOLANA POWIEDZIALEM!!!!!- w Feliksie odezwały się jakieś nieznane przez niego instynkty dzikiego niedźwiedzia.Bruno posłusznie wykonał polecenie niczym jork.

----- CHAPTER BREAK -----

Występują:- Stanisław K. jako Gentelmen (nie wiadomo czy już prawdziwy czy jeszcze nie)- Stanisław D. jako DamaPragnę poinformować publiczność, że autor przeprasza za niezgodności ze światem realnym. Niektóre fragmenty świata rzeczywistego zostały przekształcone do potrzeb autora.  DAMAJestem znudzony tym ciągłym siedzeniem na łączniku i piciu herbaty! Potrzebuję w moim życiu prawdziwego gentlemana! Niech mnie uratuje zanim utopię się w filiżaneczkach Bractwa!(Odwraca się i widzi kogoś. Siedzi nieruchomo, a ten ktoś podchodzi.) NIEZNAJOMYWitam Cię Damo herbaciana. Wierny członku naszego koła zainteresowań herbatą czemu siedzisz tu, ze skwaszoną miną, jakby ktoś oskórował przed Tobą mysz? DAMAPanie Kolego nieznajomy, jestem tutaj ponieważ ostatnio w tramwaju nikt nie złapał mnie jak upadłem, czy ja nie jestem godny łapania?Przecież to ja przynoszę cukier do szkoły, kiedy to moja droga koleżanka krzyczy na mnie, żebym go przyniósł...Przecież to Ja jeżdżę na prawie każde spotkanie łyżwiarskie na Plac Zebrań Ludowych...Przecież to JA jestem uzależniony od herbaty i w wieku 19 lat będę miał cukrzycę!..Czy to wszystko dlatego, że... że jestem z Suchego Dębu?(Dama wstaje i prawie rzuca filiżaneczką, ale w ostatniej chwili przytula filiżaneczkę i gładząc ją po uszku kładzie na stolik) NIEZNAJOMYOczywiście, że jest to powód, ale nie masz się co martwić, bo przybyłem ja!Nazywam się Stanisław i mogę być twoim prawdziwym gentelmanem! GENTELMAN STANISŁAWNie jesteś już samotny. Proszę bądź moją Damą (prawdziwą) – gdy podasz mi swoje imię, będę towarzyszyć Ci w twoich podróżach tramwajem i złapię Cię kiedy będziesz spadać.(Gentelman pokazuje symulacje na miotle jak złapie Damę w tramwaju)DAMARównież jestem Stanisławem! DAMA STANISŁAWPodaję Ci moją rękę na znak naszej unii! (Stanisław daje rękę Stanisławowi)(Stanisław² idą razem na nogach jak szczudła na tramwaj. A kiedy tramwaj staje gwałtownie Dama krzyczy, żeby Gentelman go złapał na cały głos.)

↑ Top · Fandoms