Work Text
✧・゚: *✧・゚:* ✧・゚: *✧・゚:* *:・゚✧*:・゚✧ *:・゚✧*:・゚✧Kolejny raz już nie liczyła nawet, który przemierzała białe ściany świętego Munga. Zmierzała do swojej ostatniej deski ratunku czyli nowego uzdrowiciela, który przeniósł się z Ameryki do Angli. Jego poprzednicy nie powiedzieli jej nic nowego czego sama by nie wiedziała, ani jedna książka nie mówiła nic ozaklęciu Molofha nawet nie wiedziała co to za język.Szukała już nawet po starych wymarłych plemieniach jednak nic nie znalazła. Miała już dość ale nie chciała umierać chociaż wszystkie jej parametry życiowe były idealne to lekarze widzieli klątwę płynącą w jej żyłach.Dotarła do drzwi i zapukała dwa razy wypuszczając głośno wstrzymywane powietrze. Po cichym zapraszam weszła do gabinetu i zajęła miejsce naprzeciwko niebieskookiego bruneta. Jego gabinet skąpany był w bieli jak cały ośrodek jednak w każdym możliwym miejscu stały rośliny, nawet mahoniowe biurko oprócz pergaminów i książek posiadało rośliny. -Dzień dobry panno Granger- uśmiechnął się do niej przyjaźnie- moi koledzy zanim panią przyjąłem opowiedzieli mi o Pani, oczywiście wszystko z utrzymaniem tajemnicy lekarskiej tak jak Pani prosiła- skłonił się jej lekko-Jednakże chciałbym od Pani usłyszeć wszystko jeszcze raz włącznie z emocjami, które Pani wtedy czuła. Może tutaj być rozwiązanie tego niebywałego problemu. A z tego czego się dowiedziałem nikt nie poprosił o ich opisanie.-Wszystko od samego początku?-Od początku gdy poczuła Pani na sobie zaklęcie.-Dobrze- przymknęła oczy żeby przypomnieć i opowiedzieć to wszystko od nowa.Wojna była traumą dla wszystkich nie wykluczając przy tym jej samej. Nie lubiła tych uczuć, które jej wtedy towarzyszyły, strach, bezradność i całodobowe czujność to tylko kilka nieprzyjemnych odczuć. Wzięła głęboki oddech i otworzyła oczy, popatrzyła na spokojną twarz uzdrowiciela, który bawił się piórem.- Chociaż był wtedy środek bitwy czułam nadzieję, że wygramy. Harry walczył wtedy z Voldemortem a Nevill zabił ostatniego Horkruksa dlatego czułam taką wielką nadzieję- westchnęła- Ron walczył wraz z Percym z kilkoma śmierciożercami widziałam go może przez 10 min bo zniknął mi z mojego pola widzenia. Z resztą koło mnie cały czas ktoś walczył nawet nie rejestrowałam kto. Dlatego moje odczucie nadziei mieszało się ze strachem o moich bliskich, koło mnie przeleciało chyba depulso ale bardzo silne bo rozwaliło drzwi, które stały przede mną. Szybko się odwróciłam rzucając protego co raczej uchroniło mnie przed zaklęciem, wtedy zobaczyłam mojego napastnika uśmiechał się do mnie szaleńczym uśmiechem. Powiedział „najważniejsza szlama na świecie została zostawiona na pastwę losu, uwierz mi kochana jeżeli nie zginiesz teraz to będzie dla Ciebie gorszy koniec" -przestała na chwilę biorąc kolejny głęboki i ze łzami w oczach spojrzała na uzdrowiciela. Opowiadała to już kilka razy jednak za każdym razem była tak samo przerażona jak teraz.-Spokojnie Panno Granger- podniósł rękę do góry w geście, że na razie nie musi dalej mówić- proszę, niech Pani się napije i gdy będzie Pani gotowa możemy zacząć znowu.- Hermiona wzięła szklankę i napiła się z niej-Jeżeli przerwiemy teraz myślę, że będzie znacznie gorzej- uśmiechnęła się delikatnie, na co uzdrowiciel skinął głową - zaczął mnie atakować, nie jestem niestety wykwalifikowaną aurorką czy perfekcyjnie opanowałam sztukę pojedynków. Wiec jedyne co mogłam wtedy zrobić to odbijać zaklęcia i bronić się. Jednak jedno zaklęcie mnie trafiło, przez odgłosy zaklęć usłyszałam krzyk Molofha. Trafiło mnie ono prosto w serce a ja myślałam, że umieram. Jednak nawet nie odepchnęło mnie z mojego miejsca w którym stałam. Poczułam zimno nie takie zwykłe ale jakbym wskoczyła do zamarzniętego jeziora, moje żyły podświetliły się, strasznie trudno opisać to zjawisko- pokręciła głową ze zrezygnowaniem tak, że kilka niesfornych włosów uciekło z jej koka- Po prostu jakby ktoś je rozświetlał od środka. Jednak to minęło po kilku sekundach a ja stałam sparaliżowana nie wiem ile czasu, widziałam jak dwóch mężczyzn rzucają na mojego oprawcę zaklęcia a on sam upada na ziemię. Podbiegł do mnie Harry i zaczął mną potrząsać a ja czułam jakbym straciła coś ważnego i mogę nigdy tego nie odzyskać, to było w sumie dalej jest takie poczucie jakby mnie moja pierwsza miłość mnie zostawiła a ja ją nadal kocham- pomyślała o Ronie, którego przecież nie straciła- Jednak nic innego mi się nie dzieje nic mnie nie boli, żadnych powikłań ani nie straciłam pamięci. Wszystkie badania, które myślę, że Pan widział- wskazała na niego ręką- są idealne tak jakby jej nie było we mnie a jednak jest co też wskazują badania.Uzdrowiciel wyciągnął jej badania i otworzył je , przeglądając zapisywał coś na nowym pergaminie. Znad kartki zaczął do niej mówić-Z tego co widzę i również wyczytałem próbowaliście już różnych leków- pokiwała na znak zgody-Tak Panie doktorze, nawet te co mają wywołać klątwę z uśpienia- wtrąciła-Nie wiem Pani Granger czy by to Pani nie zaszkodziło- dziewczyna zmarszczyła brwi-Jak zaszkodzić? Przecież to nic nie dało- z nerwów pocierała swoje ręce pod biurkiem-A taki, że ona nie jest uśpiona inaczej byśmy jej tak wyraźnie nie widzieli- westchnął, spoglądając na nią- czy u Państwa Nott wszystko zostało przeszukane?- Z tego co mówili aurorzy to tak i nic nie znaleziono-Mamy dwa rozwiązania. Pierwsze, że klątwa została nieskończona-To samo powiedzieli mi inni- przerwała uzdrowicielowi-Proszę mi nie przerywać proszę Pani. Drugie jest takie, że musimy czekać niestety na cokolwiek.-patrzył na nią z nieukrywanym smutkiem- mam podejrzenia, że może ona pochodzić z jakiejś starej a nawet pradawnej ludności, która parała się czarną magią. A jak Pani zapewne wie, gdy dowiedziało się o tym wiele ministerstw magii zostały one spalone wraz z wszystkimi książkami- uśmiechnął się do niej lekko-Niestety wiem- westchnęła- tak samo jak historie o nich zostały wymazane ze wszystkich książek historycznych- Mam pewien pomysł abyśmy szybciej zrozumieli dam Pani pewien notatnik- wstał i sięgnął do szafki za sobą, skrupulatnie przeszukując książki- nie jest on zwykły ale też nie jest nadzwyczajny- wyciągnął nieduży zielono-złoty notatnik.Podał go Hermionie był piękny pomyślała dziewczyna, zielona skóra smoka otaczała go całego a boki były obszyte złotem w którym były wygrawerowane małe wężyki. Gdy przejechała palcami po złotym zdobieniu on otworzył się.-No i już jest Pani- klasnął w dłonie- jak wspomniałem jest niezwykły, często używamy takich przy leczeniu ludzi a otworzyć go może tylko jego właściciel. Będzie w nim Pani zapisywać wszystkie uczucia czy rzeczy, które według Pani nie są normalne w ówczesnym funkcjonowaniu a on zależnie od intensywności powtarzania się symptomów będzie podkreślał to co najbardziej się powtarza. Na czerwono to co się powtarza, żółto sporadycznie i zielono co najmniej. Oczywiście rzeczy, które najmniej się powtarzają nie będą zakreślane, może go Pani stosować jako pamiętnik- przesunął do niej pióro i kałamarz- gdy napisze pani, że była Pani na śniadaniu tydzień z rzędu to on tego nie zaznaczy na spokojnie. Chce Pani spróbować? - geste, ręki wskazał na pióro-Nie nie trzeba- sięgnęła po swoją torebkę i schowała w niej notatnik- to chyba wszystko, co możemy teraz zrobić?-Myślę, że nawet gdyby Pani udała się do Afryki to nic tam niestety nie wskórają- przetarł swoje czoło ręką- jest jeszcze jedna niezwykle ważna rzecz. Gdy na przykład ja używałbym go to nie działałby tak dobrze jak w Pani rękach a dlatego, że czasem gdy klątwa czy urok jest bardzo silny to dziennik dla jego szybszego rozpoznania łączy się z nią i wpisując do niego frazy podkreśla nam te na które klątwa może działać. Jednak to musi trochę potrwać aby on ją rozpoznał. Rozumie Pani? - Hermiona wpatrywała się w półkę zanim analizując wszystkie słowa. Już słyszała o tym dzienniku ale nie wiedziała, że ma też i takie zdolności. W jej oczach znowu zebrały się łzy- Panno Granger?-Tak, tak rozumiem- wstała zasuwając za sobą krzesełko - bardzo chciałabym podziękować Panu-Podziękujesz jak tylko uda nam się znaleźć rozwiązanie problemu- przerwał jej i sam wstał- Dobrze jednak i tak chciałam podziękować chociaż za ten czas, który mi został poświęcony- Do zobaczenia aż dziennik nam coś powie- pomachał jej na pożegnanieKiwnęła głową i wyszła z gabinetu, kierując się szybkim krokiem do wyjścia. Nie chciała aby ktokolwiek zobaczył jej łzy rozczarowania przecież złota dziewczyna powinna świecić przykładem a nie rozklejać się cały czas. Jednak oni nie wiedzieli, nie wiedzieli tego co ona wie co ona czuje nikt tego nie rozumiał.Gdy tylko wyszła teleportowała się do Nory, jednak do niej nie weszła usiadła trochę dalej od ogródka Pani Molly.Wiedziała, że na nią czekają przynajmniej Harry z Ginny bo się o nią martwią. Znowu ona nie chciała aby się o nią martwili, nie dość ,że niedawno pochowali Freda to teraz wszyscy obchodzili się z nią jak z jajkiem bo przecież została przeklęta. Ale czym no właśnie czym? Tak bardzo chciała to wiedzieć.Podkurczyła nogi i oparła głowę na kolanach. Wszyscy chcieli wiedzieć jak i wrócić do normalności po wojnie ona też tego chciała ale nie potrafiła. Bała się, że w pewnym momencie się nie obudzi, że ich wszystkich zostawi bez słowa pożegnania. Całą swoją nadzieję postarała się ulokować w dzienniku i taką samą nadzieję chciała przekazać innym to co ona będzie czuła w środku to jej sprawa.Nagle Hermiona wstała na równe nogi, przecież jest gryfonką nie da się zastraszyć klątwie która nawet nie ma objawów. Chociażby miałaby ją zabić we śnie to spędzi te dni, miesiące czy lata najlepiej jak może aby ich nie żałować. Będzie wszystko zapisywać w dzienniku jednak nie będzie marnować czasu na nędzne poszukiwania które i tak nic nie dają.Z tą myślą odwróciła się z zamiarem powiedzenia o tym najbliższym, jednak zanim dotarła do środka zatrzymał ją głos jej chłopaka.-Hermiona! Tutaj jesteś - podszedł do niej Ron z niezbyt zadowoloną miną. Mhm czyli kolejne złe nowiny pomyślała dziewczyna- możemy na chwilę porozmawiać?-Tak Ron co się stało?- zapytała i zwróciła uwagę na jego lekko dygoczące ciało, jakby to co za chwilę miał powiedzieć nie do końca zgadzało się z tym co myśli.-Nie mogę z tym czekać niestety chciałbym abyśmy w szkole oboje rozpoczęli z czystą kartą- poprawił swoje rude włosy-Z czystą kartą?- unisła brwi i założyła rece na piersiach- co to znaczy-Dobrze wiesz Herm, że Cię kocham i nie chce byc z Tobą nieszczery- wziął głęboki oddech- nie chodzi tutaj oczywiście o Twoją klątwe. Tylko boje się, że nie będziesz przy mnie szczęśliwa-Czy ty mi chcesz właśnie powiedzieć, że zrywasz ze mną w momencie którym wróciłam z Munga? - podniosła głos i zaczęła uderzać rękami w jego klatkę piersiową- jesteś świnią Ronaldzie! Jak kurwa możesz być taki podły! A ja właśnie chciałam żyć z tym wszystkim normalnie nie przejmując się niczym !• Miona! - chwycił jej nadgartki i przyciągnął do siebie aby ją przytulić- daj mi dokończyć. Dobrze wiesz, że jeżeli nie powiedziałbym Ci teraz to nie zrobiłbym tego nigdy! Proszę Cię!- Zakwilił-To nie jest wina twojej klątwy tylko my do siebie nie pasujemy. Proszę powiedz mi że tego nie widzisz. Kocham Cie jak siostrę a wojna doprowadziła nas do tego, że jesteśmy razem jednak ty też mnie kochasz tylko jak brata- odsunął ja i spojrzał w oczy myśląc, że ta płacze- naprawdę nie chcę Cię stracić po prostu nie widzę dla nas sensu• Dobrze Ronaldzie- odsunęła się od niego pocierając z zimna ręce, robiło się już ciemno- może masz w pewnych kwestiach rację. Jednak to nie zmienia faktu, że jesteś okropną podłą świnią. Wystarczył poczekać chociażby do jutra!- znów podniosła głos a ręką nakazała mu być cicho-to był takie dla ciebie ciężkie ?! Tylko do jutra! Dobrze wiem, że za tydzień wracamy do szkoły! Więc miałeś tydzień czasu! Nie wiem czy kiedykolwiek Ci to wybaczę.Ominęła go i ruszyła do wejścia do domu. Nie czuła żalu bo rozstaniu tylko złość bo jak można tak kogokolwiek potraktować. Jednak teraz się wszystko zmieni to już niestety nie bedzie taka Hermiona jak była kiedyś będzie czerpać z życia garściami i niepożałuje każdego dnia.Z takim postanowieniem weszła do środka gdzie oczywiście tak jak myślała czekali Ginny i Harry. Odrazu zaczely się pytania a ona zrobiła to co sobie postanowiła. Dala im nadzieję taką samą jaką miała teraz w sobie. Wymigała się szybko z dalszych rozmów i poszła spać. Bo jutro bedzie dobry dzień taki którego od ponad dwóch lat jeszcze nie miała.==================Witam w pierwszym rozdziale :)Mam nadzieję, że zaciekawiłam w jakikolwiek sposób i będziecie chcieli dowiedzieć się dalszych dziejów Hermiony :)Miałam wiele prób do napisania Dramiony i jak wiele innych książęk, jednak nigdy nie zakończyłam ich. Przed napisaniem własnej książki trzyma mnie właśnie to ff jest to chyba próba udowodnienia sobie, że potrafię. Sam fakt, że ten pierwszy rozdział napisałam dwa miesiące temu i dopiero teraz czyli 31.10.24r publikuje to, może dać dużo do myślenia.Sama opowieść będzie miała zazwyczaj po 4000 słów na rozdział i postaram się aby publikację wychodziły co tydzień. Jednak nie będę zwracała uwagi na wyświetlenia czy gwiazdki. Jak pisałam wcześniej to jest moja próba na przekazanie wam mojego obrazu jej świata i na udowodnieniu sobie, że jednak potrafię to skończyć.Chciałam również podziękować trzem osobą( z imienie nie wymienię), które nigdy tego nie zobaczą i nigdy nie dowiedzą się o tych podziękowaniach. A za co ? Że chociaż nie wiecie, że to pisze i czekacie na moją prawdziwą książkę to wspieracie mnie. Popychacie do działania a ja wam cały czas mówię, że muszę najpierw załatwić inną sprawę. Naprawdę wam dziękuje :)Z poważaniem MystiBellaOkładka stworzona całkowicie przeze mnie.
----- CHAPTER BREAK -----
✧・゚: *✧・゚:* ✧・゚: *✧・゚:* *:・゚✧*:・゚✧ *:・゚✧*:・゚✧Szła przez ciemny las uważając na każdy swój krok tak aby nikt jej nie usłyszał. Intuicja podpowiadała , że są niedaleko. Nie Mogła się ujawnić musiała najpierw znaleźć drogę ucieczki.Czarna postać przebiegała niedaleko a on usłyszała cicho swoje imię„Hermiona tutaj jestem, chodź szybko do mnie kochanie"Gdzieś w oddali zobaczyła światło różdżki, skierowała tam swoje kroki.„szybciej bo Cię znajdą"Przyspieszyła, czym bliżej znajdowała się swojego towarzysza tym mniej czuła przerażenie.„ze mną będziesz bezpieczna".Światło stawało się coraz większe„tutaj jestem szepnęła"I jak na zawołanie jasna kula powoli płynęła do niej, mogła się jej przyglądnąć . Nie wydobywała się ona jednak z różdżki tylko leciało przed meżczyzną. Niestety nie widziała jego twarz tylko zarys sylwetki. Nie był to ani Harry ani Ron.„Kim jesteś? Zapytała szeptem „Kula która wisiała pomiędzy nimi rozjaśniła się a z jej krawędzi zaczęły pryskać czerwone liny. Nie czuła stresu gdy to się działo. Ufała sobie, towarzyszowi i niezwykłemu zjawisku pomiędzy nimi. Kula rozdzieliła się na trzy części połączone ze sobą tymi dziwnymi linami , które lekko falowały. Jedna część podleciała do niej a druga do mężczyzny wlatując w nich na wysokości serca.Poczuła spokój, zaufanie i tak wielkie szczęście, że mogłaby się popłakać. Jedyne co wtedy wiedziała to to, że nie chce wracać wolała by zostać tu na zawsze.-Hermiona wstawaj- brązowowłosa poczuła jak ktoś niezbyt przyjemnie i delikatnie potrząsa jej ciałem- zaraz będziemy w Hogwarcie! - usłyszała głos swojej przyjaciółki-Już Ginny wstaje- przetarła swoje oczy i spojrzała na rudowłosą- za ile będziemy?-Myślę, że za około godzinę- uśmiechnęła się złośliwie-To na brodę Merlina po co mnie budziłaś- przeciągnęła się-A po To aby z Tobą porozmawiać, chłopaki wyszli z przedziału w my nie miałyśmy czasu porozmawiać na osobności od Twojego rozstania z Ronem, bo szybko wyprowadziłaś się do swojego rodzinnego domu- Ginny natarczywie wpatrywała się w dziewczynę- tak naprawdę myślę, że uciekłaś a nie tak jak wszyscy myślą -zrobił cudzysłów palcami- poszłaś pozałatwiać swoje sprawyTo co mówiła jej najlepsza przyjaciółka nie było do końca prawdą ani kłamstwem. Fakt podjęła decyzję o zmianie swojego nastawienia do życia. Ba nawet postanowiła zmienić swoją garderobę wyrzucając większość za dużych ubrań i na wstawienie na ich miejsce nowych, bardziej dopasowanych. W Londynie również miała kilka spraw do załatwienia po zaginięciu jej rodziców.Jednak tak, uciekła, chciała zaplanować wszystko na spokojnie bez krzyków Molly czy śmiechów innych domowników.Kochała ich wszystkich bardzo, byli jej nową i jedyną rodziną jaką teraz miała. Jednak musiała chociażby jeden tydzień namyśleć się w spokoju nad wszystkim co stało się ostatniego dnia pobytu w Norze.Nie czuła żalu do swojego chłopaka, nie czuła nawet tego przysłowiowego złamanego serca o którym tyle czytała. Po dywagowaniu wszystkiego w głowie doszła do wniosku, że Ron nie był jej miłością. Związali się ze sobą bo tego wymagało od nich społeczeństwo po rozstaniu Ginny z Harrym.Chociaż dwoje jej przyjaciół byli raczej w dobranym związku to Harry go zakończył ponownie, nie dał rady dać Ginny takiej miłości na którą zasługiwała. Z resztą po trafieniu go przez Voldemorta zaklęciem uśmiercającym, jego myśli nie były zbytnio kolorowe. Krążyły nad nim tak zwane czarne chmury i chociaż uśmiechał się teraz częściej wiedziała, że dalej nie poradził sobie z nocnymi koszmarami.Czuła jednak ziarenko złości do rudego chłopaka o to jak ją potraktował, przecież mógł inaczej to wszystko zrobić.-O czym chcesz porozmawiać Gin? - wyrwała się szybko z letargu swoich myśli-O wszystkim- rudowłosa oparła się o siedzenie układając się wygodniej- dlaczego uciekłaś i nie kłam, że tego nie zrobiłaś!- Zaperzyła się- poza tym twój wygląd chociażby się zmienił. Zaczęłaś używasz eliksiru ulizanna. Chyba tej nowej wersji a tak się zapierałaś do używania go. Nie twierdziła, że bardzo zmieniła się. Przecież nowe uczesanie włosów czy inne ubrania nie zmieniały tak diametralnie jej wyglądu.-Nie zmieniłam się tak drastycznie nie przesadzaj.-Jednak - wyciągnęła ręce przed siebie i w powietrzu wskazała na jej sylwetkę- zmieniłaś na tyle, że uwierz mi każdy to zauważy-Po prostu stwierdziłam, że czas zabrać się za siebie- uśmiechnęła się podnosząc lekko swoje barki do góry- nie wiem co chcesz ode mnie się dowiedzieć Gin- rudowłosa kobieta nadal wpatrywała się w nią uparcie a Hermiona westchnęła. Kochała i nienawidziła tego w Ginewrze- Tak szczerze z jednej strony uciekłam od wszystkich emocji a z drugiej strony musiałam to wszystko przemyśleć. Chociaż wiesz z Ronem nie byłam długo to jednak w jakiś sposób mnie to zabolało a raczej fakt w jaki to zrobił-Uwierz mi, że dostał za to kilka razy w głowę od wszystkich w domu-Chciałam to sama wszystko po prostu przemyśleć- westchnęła spoglądając w okno- tak samo jak moją klątwę i to że jeżeli nic na razie ona nie pokazuje nie mogę spędzić dni ktore jeszcze mam na zamartwianiu się.-A jak z tym dziennikiem ? Pokazuje coś?-Na Razie nic chyba jest za wcześnie i mało coś dziwnego wydarzyło się w moim życiu- na myśl od razu przyszedł jej sen, przez co zmarszczyła brwi- Ginny chyba odebrała to jako smutek, bo na jej twarzy pojawiła się pełny zamartwienia wyraz.-Herm wiem że nie lubisz gdy się o Ciebie martwimy. Jednak chciałabym- Ginny wzieła rękę hermiony- żebyś wiedziała, że kiedykolwiek cos sie stało możesz do mnie przyjść ze wszystkim-Tak samo kochana jak ty do mnie- Hermiona również chwyciła ją za rękę w obie kobiety uśmiechneły się do Siebie ✧・゚: *✧・゚:* ✧・゚: *✧・゚:* *:・゚✧*:・゚✧ *:・゚✧*:・゚✧Wielka Sala jak zawsze zachwycała swoim pięknem. Siedziała pomiędzy Harrym i Ginny. Przeprowadzała właśnie bardzo spokojną rozmową gdy kolejni noworoczni zostawali przydzielani do swoich nowych domów. Cieszyła się, że każdy z nich mogą wrócić do Hogwartu bez stresu o swoje życie, miała nadzieję na spokojny rok.Kątem oka zauważyła, że Snape podnosi się ze swojego miejsca aby wygłosić przemówienie. Uciszyła towarzystwo bo chciała usłyszeć co ma on do powiedzenia.Severus Snape można rzecz magicznie umknął śmierci, po przekazaniu wspomnień Harremy wypił antidotum na jad węża a następnie zatamował krwawienie. Jednak nie dał rady udać się po pomoc dlatego do momentu aż ktoś go nie znalazł leżał we wrzeszczącej chacie popadając w śpiączkę. To Harry zlecił odnalezienie jego ciała i jakim to było szokiem dla każdego, że jego serce nadal bije. Przenieśli go do Munga gdzie po miesiącu odratowali go. Gdy już mógł stanąć na nogi grupa Aurorów zabrała go do Azkabanu gdzie czekał na swój proces. Dzięki ich zeznaniom oraz innych profesorów był na warunkowym i przy przychylności Kingsleya pozwolono mu być dyrektorem Hogwartu. Hermionie raz w norze udało podsłuchać jak Minister tłumaczył Arturowi, że to portret Dumblydora poprosił o to.McGonagall zabrała tiarę przydziału aby ją odnieść, jednak ta wyleciała jej z rąk i zawisła nad krzesłem.No to tyle ze spokojnego roku, przynajmniej nie ona będzie się w to mieszać pomyślała.Wice dyrektorka razem z Dyrektorem starali się ją na wszystkie możliwe sposoby ściągnąć jednak ta opierała się wszystkim zaklęciom. Wszyscy uczniowie w ciszy spoglądali na wyczyniania nauczycieli nikt nawet nie śmiał się odezwać.Z tiarą było coś nie tak przyglądała się jej i wtedy to zauważyła. Z jej boków wystawały i wiły się jak macki ośmiornicy, czerwone linie dokładnie takie same jakie widziała w swoim śnie. Tiara analizowała wszystkie osoby włącznie z nauczycielami. Kiedy spojrzała na Hermionę jej macki rozjaśniły się , a Hermione przeszedł lodowaty dreszcz strachu.-HERMIONA GRANGER- ryknęła tiara i jak jeden mąż wszystkie pary oczu na sali zwróciły się na nią- PODEJDŹ TUTAJ!- to był rozkaz. Spojrzała się szybko na Harrego był przerażony.Niekontrolowana siła kazała jej się podnieść. Chociaż bała się strasznie to jej gryfońska odwaga kazała zas zażegnać problem. Powoli nawet nie rejestrowała jak zaczęła iść w stronę piedestału. Za nią z różdżką w ręce ruszyli Harry i Ginny, spojrzała na McGonagall i na Snape, stali obok siebie z rozszerzonymi oczami spoglądając na nią.-USIĄDŹ- ryknęła znów tak głośno, że chyba słyszało ją nawet całe Hogsmeade, a nią znowu wstrząsnęł dreszczUsiadła na stołku, który podsunęła jej wicedyrektorka. Spojrzała w górę i zobaczyła jak kapelusz powoli opada na nią strzelając coraz swoim czerwonymi mackami. Spojrzała przed siebie i chwyciła się stołka po boku tak mocno, że jej knykcie zrobiły się białe, ona tylko chciała aby to był spokojny rok. Tiara opadła na jej głowę a jej macki oplotły głowę Hermiony.Poczuła czystą rozkosz spokoju, rozluźniła się pod wpływem naporu kapelusza jak i uczucia, które jej dawała. Słyszała jak przez mgłę wołanie swoich przyjaciół oraz nagle niespodziewanie spokojny głos tiary w swojej głowie.-Tu przeszkoda jest widziana, chociaż dość niespodziewana bardzo szybka to rozwikłania. Moja moc jest dość nieznana a teraz szybko pokazywana, krew nieczysta tak wzgardzona stanowi problem do przeznaczenia. Dlatego ja wszechmocna, wspierana przez krew przodka, zmieniam ją dla przeszkody zmienienia. A twoim domem nowym będzie slytherin!Tiara odczepiła się z jej głowy upadając obok, a zaraz za nią poleciała i ona widząc przed sobą tą samą czerwoną kulę co w swoim śnie. ✧・゚: *✧・゚:* ✧・゚: *✧・゚:* *:・゚✧*:・゚✧ *:・゚✧*:・゚✧Obudziła się dopiero gdy poczuła, że ktoś delikatnie przykrywa ją lekkim kocem. Czuła się wyczerpana, jej całe ciało było obolałe, słyszala głuche rozmowy i podniesiono głosy. Jednak sama nie mogła się do nich odezwać czerwona kula, która jej się przyśniła była w wielkiej sali a ona no właśnie. Czy ona teraz należała do slytherinu?! Miała znowu nową pulę pytań a na poprzednie nie miała nawet odpowiedzi.Zachciało się jej płakać nad bezradnością tego wszystkiego. Już przecież miała zostawić tą klątwę za sobą aby żyć normalnie a ona sama wróciła do niej ze zdwojoną siła i zaatakowała ją. Czyli ten dziwny sen był niczym innym jak klątwą samą w sobie, jednak kto był tym mężczyzną za nią.Z jej oczu mimowolnie popłynęło kilka łez a powieki same otworzyły się na oślepiające światło.-Pani Pomfrey! - krzyknęła wicedyrektorka- obudziła sięKiedy jej wzrok przyzwyczaił się do jasnego pomieszczenia zauważyła, że w środku znajduje się czwórka nauczycieli. Snape siedział na łóżku naprzeciwko niej a McGonagall, Hagrid i Slughorn rozmawiali przed jej łóżkiem.Pani Pomfrey podbiegła do niej szybko i kilkoma ruchami różdżki sprawdziła jej stan-Wszystko dobrze kochaniutka- pogłaskała ją po głowie- wszystko jest w normie-Co się stało?- Hermiona podniosła się do pozycji siedzącej- długo byłam nieprzytomna?-Panno Granger była Pani nieprzytomna przez dwie godziny wiec mamy jeszcze ten sam dzień- odezwał się ponurym głosem Snape- pamięta Pani co stało się w Wielkiej sali ?-Wszystko pamiętam- przypominała sobie powoli całe wydarzenie- czy ja- zawahała się- czy ja należę teraz do slytherinu? - spojrzała na Hagrida a on chociaż opuścił twarz na dół pokiwał głową na tak- ale jak ? Co się stało?-To chcielibyśmy wszyscy wiedzieć- westchnęła cicho McGonagall- razem z Panią Pomfrey wysłaliśmy Twoją krew do analizy priorytetowej, ponoć została dostarczona prosto do twojego uzdrowiciela Artura i ma on nam dać jak najszybciej znać. Mamy się spodziewać jeszcze dziś sowy-Moją krew? Ale po co wam moja krew do analizy? - chciała się podnieść jednak Pani Pamfrey przytrzymała ją ręka-Z tego co powiedziała tiara to została ona zmieniona ale nie wiemy w jaki sposób.-Zmieniona ? Ale jak zmieniona? Przeklęta czymś innym czy moje DNA zostało zmienione?-Nie wiemy Panno Granger dlatego czekamy tutaj wraz z Panią na odpowiedź.-Czy mogłabym się skontaktować z...-Czekają na zewnątrz i nie chcą odejść nawet pod groźbą wydalenia ze szkoły. Jak Pani Pomfrey tylko zezwoli możemy ich wpuścić- dość niepewnie spojrzała na pielęgniarkę-Nie widzę przeciwwskazańWielkie drzwi prowadzące do skrzydła szpitalnego otworzyły się a wraz znimu do sali wpadli Harry, Ron i Ginny. Ta ostatnia podbiegła szybko do Hermiony i przytuliła ją mocno-Na Brodę Merlina nigdy tak nie rób Herm- odsunęła się lekko jednak nadal trzymając brązowowłosą za barki- jak się czujesz ? Czy coś Cię boli? Co to w ogole było? Czy to ta klątwa? Czy musisz teraz zmienić pokój główny?-Panno Wesley- zabrzmiał głos dyrektora- myślę, że Panna Granger sama nie zna odpowiedzi na Pani pytania-Dokładnie Gin nie wiem- spojrzała na pozostałą dwójkę swoich przyjaciół- czekamy na wyniki moich badań-Twoich badań?- odezwał się Ron- po co wyniki Twoich badań- patrzył pochmurnie na wszystkich co Hermionie bardzo się nie podobało.-Podejrzewamy- wicedyrektorka wskazała na innych nauczycieli- że Tiara zmieniła pochodzenie Panny Granger zmieniają jej Dna. Czyli nie jest już ona biologicznie związana ze swoimi rodzicami tylko z jedną z rodzin z nienaruszalnej 28-Przecież to niemożliwe- zachłysnął się powietrzem Harry a reszta jeszcze bardziej zmarkotniała-Dobrze wiemy Panie Potter- Snape wstał i podszedł bliżej całego towarzystwa zakładając ręce do tyłu- że z punktu biologicznego jak i jakiegokolwiek innego jest to niemożliwe. Jednak tiara wypowiedziała swoje słowa a my musimy to sprawdzić - cierpkość jego słów zadudniła w jej uszach.Snape jak to Snape nie umiał ukrywać swojej zgryźliwości dla Harrego, chociaż jego stosunki poprawiły się nieznacznie i byli dla siebie bardziej uprzejmi. A bardziej unikali się jak tylko mogli ich stare nawyki dawały o sobie znać.-Panie dyrektorze jeżeli mogę się wtrącić- odezwała się Gin obracając wprost do osoby której wywołała- czy Hermiona zmieniła swój dom?-Teoretycznie tak i będzie musiała uczęszczać na zajęcia ze ślizgonami jak i przywdziać ich barwy- Jej przyjaciele zaczęli głośno protestować- Jednak?- mocnym stalowym głosem uciszył ich- ze względu, że miszkała Pani przes tak długi czas w Gryfindorze nie bedziemy zmieniać Pani miejsca zamieszkania-Przecież wszyscy będą widzieli we mnie wroga-Myślę, że Pani znajomi to zrozumieją- tym razem to McGonagall podeszła do niej z nikłym uśmiechem- nie ma się o co martwić HermionoIch wymianę zdań przerwał stukot butów i zaspany głos profesora Flitwicka, chyba biegł ze samych błoni-Mamy... Mamy wyniki- oparł ręce na kolanach i oddychał ciężko- mam list- podniósł rękę z listem a drugą nadal trzymał się za kolanoSnape podszedł do niego i zabrał list otwierając go szybko a reszta profesorów podeszła do niego i zaczęła czytać. W jednej sekundzie miną każdego zrzedła a w powietrzu dało się wyczuć gęstą atmosferę, można by było usłyszeć trzepot skrzydeł muchy.-i Co?- głuchą ciszę przerwał Ron-Panno Granger, niestety nasze obawy zostały potwierdzone- starsi patrzyli na nią a w oczach wicedyrektorki można było dostrzec blask łez zakryła sobie ona usta ręką. Snape swoim spokojnym głosem kontynuował - Pani uzdrowiciel pofatygował się nawet aby sprawdzić księgi rodowe i pojawiła się Pani tam pod nazwiskiem Nott. Od dziś jest Pani chociaż nie teoretycznie ale praktycznie powiązana biologicznie z rodziną Nottów a z tego co mi wiadomo z ich rodziny został tylko Teodor. Pani krew według każdego z nich jest od dziś uważana za czystą krew czarodzji.Głuch cisza zapanowała w skrzydle szpitalny. Hermiona zaczęła oddychać szybko, słyszała w uszach swoją krew. Jak to jest możliwe, że jej krew zmieniła się i do tego jest teraz związana z rodziną swojego oprawcy? Ta myśl krążyła w jej głowie i nic ani nik nie chciał jej dać odpowiedzi na jej pytanie.-Czyli Hermiona jest siostrą Notta?- Harry chociaż stał jak sparaliżowany odezwał się półszeptem-Według tego listu i zapisku z ksiąg rodowych to tak DracoSiedział w pokoju wspólnym obracając w ręce szklankę z ognistą whisky, jego przyjaciele zajęci byli rozmowami o wszystkim i o niczym. Chociaż był tutaj z Pans, Teo i Blaisem nie umiał siedzieć w spokoju. Jego głowę od dwóch miesięcy męczyły sny od koszmarów o wojnie do dziwnego lasu z którego nie mógł się uwolnić. Był zmęczony i niewyspany. Chwilę ze znajomymi przy ognistej pomagały mu chwilę odsapnąć od rzeczywistości.Jego matka, która po torturach zaserwowanych przez voldemorta w noc gdy uciekła złota trójca, stała się nadopiekuńcza o już wysłała mu dwie sowy pytając o jego samopoczucie. Prawie wtedy stracił zmysły, jego udręka trwała całą noc, oprócz klątwy crucio, dochodziły godzinne grzebanie w jego głowie, klątwy cięte i różnorakie inne zaklęcia, które miały go wymęczyć. Tylko dzięki Bellatrix udało mu się przeżyć, bo płacz i rozpacz jego matki tylko potęgowały jego cierpienia, po połowie nocy jego ojciec oszołomił ją i wyniósł do najdalszej komnaty aby ta nie słyszała jego krzyków.Ta nigdy nie wybaczyła mu tego i zaraz po zakończeniu wojny chciała się z nim rozwieść. Jednak magiczne śluby nie pozwalały na to i obie strony musiały dobrowolnie się na to zgodzić. Nie tylko to blokowało jej decyzje a również to, że Lucjusz do końca swoich dni miał zostać zamknięty w Azkabanie a rada uważała, że jego osąd nie będzie prawomocny. Na szczęście nie złamało jej to a Malfoy Monor przechodziło drugie życie po jej nieustających remontach.Coś tamtej nocy zmieniło się w jego życiu. Czynności, które dawały mu chociażby trochę szczęścia nie pozwalały wypełnić jego serca ponownie. Nawet to spotkanie chociaż ukojenie jego myśli nie dawało tyle radości co kiedyś, od nocy wojny nie potrafił czuć nadziei. Teraz ją wyczuwal ale czego to była nadzieja do czego ona dążyła? Ta myśl krążyła w jego głowie jak mantra.Tamtej nocy gdy obronił wraz z Blaisem szlame zabijając starego Notta to uczucie wypełniła go. Ta informacja została pomiędzy nim Blaisem oraz Potterem, który szukając jej widział całe zajście, również on zeznał to na jego korzyść. Miał dług wdzięczności u niego za to, że wstawił się w jego obronie i zastanawiał się kiedy ten wykorzysta to. Oczywiście Teodor nie wiedział o tym i w trójkę uznali, że tak będzie lepiej chociaż nienawidził on swojego ojca raczej nie był by przeszczęśliwy, że jego najlepsi przyjaciele zabili go.Pansy, która chociaż inni widzieli to inaczej była jego najlepszą przyjaciółką podejrzewała, że coś go męczy czekała sama na jego zwierzenia. Był z niej dumny, że wraz z swoim bratem Perseuszem składa do normy swoje życie. Jej rodzice również zmarli podczas wojny a czasem sam podejrzewał, że to ona zabiła swojego ojca. Kiedy pierwszy raz Lucjusz zawiódł Voldemorta ojciec Pansy wpadł w szał, gdy jej matka odmówiła zgody na zaprzysiężenie Pans w grono śmierciożerców zabił ja za sprzeciwianie się jemu. A jej powiedziała, że sprzeda Graybackowi dla uciechy i chociaż do transakcji prawie doszło dzień przed zmarł a jej brat nie zgodził się na tą transakcję.Oboje jej przyjaciół przeszło piekło dlatego nie chciał dokładać im swoich problemów, przecież sami byli dręczeni swoimi problemami. Z ich trójki najbliższy był mu Blais i tak samo jak on zwierzał mu się ze wszystkiego.-Draco- głos dziewczyny wybudził go z jego myśli, skrzywił się gdy zauważył, że lod w jego szklance rozpuścił się- a ty co o tym myślisz - gdy zauważyła konsternację na jego twarzy sprostowała- z tym co się stało w Wielkiej Sali?-Myślę, że to niemożliwe- wypił do końca swój napój- bo jak nagle ze szlamy możesz stać się czystokrwisty-To chcesz mi powiedzieć, że Granger chociaż jest mugolaczką będzie należeć do slytherinu?- zaśmiał się Blaise-Nie- skrzywił się co miało chyba przypominać uśmiech- zapewne uznają to za głupią pomyłkę i już jutro będzie chodzić w swoich ukochanych barwach-Jednak tiara zachowywała się dziwnie- Pans poprawiła swoje długie czarne włosy- to nie jest spotykane aby ucznia ostatniego roku wywoływała sama z siebie do ponownego przydzielenia-Daj spokój temu Pans-A ja tam bym się cieszył- Teo otworzył ognistą i rozlał każdemu kolejną kolejkę-Z czego? Ze szlamy w slytherinie- zaperzył się Draco-Mielibyśmy dwóch najlepszych uczniów i nawet ravenclaw by nas nie przebił- wskazał ręką na niego-W sumie- Blais również zasalutował mu- to masz rację Teo-Nie no przestańcie- gdy Pans odezwała się myślał, że ona chociaż nie zgodzi się z chłopakami- my byśmy zgnietli konkurencję już w pierwszym tygodniuCała trójka zaśmiała się a on zaczął zastanawiać się czy nie postradali oni rozumu. Jak oni mogli się śmiać ze rzekomego zbezczeszczenia domu slytherina to był dla niego absurd. Poczuł poruszenie tuż za nim i momentalnie odwrócił się spotykając swoje oczy z przerażonym wzrokiem ich opiekuna domu.-Panie profesorze - Blais wstał- czym sobie zasługujemy na odwiedziny o tej porze-Chociaż powinienem was ukarać za spożywanie alkoholu w szkole nie mam teraz na to czasy na takie rzecz i mam nadzieję, że po moim wyjściu rozejdziecie się do swoich pokoi- zmierzył ich wszystkich surowym wzrokiem a następnie spojrzał centralnie na Notta- Panie Teodorze, wydarzyła się pilna sprawa i jest Pan oczekiwany w gabinecie Dyrektora mam nadzieję, że nie jest Pan na tyle upojony i zgodzi się udać ze mną w tamto miejsce Z twarzy chłopaka o brązowych włosach nagle odpłynęła chyba cała krew ale podniósł się powoli.-Oczywiście- odpowiedział i wraz z profesorem udał się do wyjscia z pokoju głównegoWszyscy patrzyli jak wychodzą a pytanie Pans „ Ciekawe o co może chodzić „ krążyło w jego głowie do momentu aż nie zasnął.==================Miłego czytania i myślenia na temat klątwy :)
----- CHAPTER BREAK -----
HermionaWszyscy zostali poproszeni o udanie się do swoich dormitoriów oprócz niej. Ona udała się w ciszy za Snapem i McGonagal do gabinetu dyrektora, musieli o wszystkim poinformować Teodora. Nie znała tego chłopaka a nawet nie chciała poznawać, był synem osoby, która to wszystko na nią sprowadziła a teraz musiała mu zaufać.Podjęli wspólnie decyzje o nieujawnianiu jej statusu wszystkim dookoła a przede wszystkim o jak najmniejszych jej rozpowszechnianiu, plotki i tak będą ale nikt nie musiał wiedzieć więcej.Snap usiadł na swoim fotelu za biurkiem otwierając starą księgę, ona zajęła miejsce naprzeciwko niego a profesorka przechadzała się niespokojnie po gabinecie. Wszyscy czekali aż Slughorn wróci do nich z chłopakiem, było już późno i chciała się położyć ten dzień był zdecydowanie dla niej za długi.W głowie miała pustkę nie chciała użalać się nad swoim losem i sprawdzać każdy swój krok jeżeli ta klątwa miała ją do czegoś prowadzić to była gotowa popłynąć z jej nurtem a później zniszczyć w samym środku. Uśmiechnęła się do siebie w duchu i spokój którego nie czuła od momentu jej naznaczenia nagle spłynął po jej ciele jakby to wydarzenie było czymś dobry i właściwym. Chociaż mózg mówił co innego to jej ciało właśnie w ten sposób zareagowała. Jednak gdy przekonała swój zabiegany umysł do poddania się jej obolałe po upadku ciało rozluźniło się i pozwoliło na wytchnienie.Ten moment wybrali sobie Teo i Slughorn na wejście do gabinetu. Oczy młodszego chłopaka natychmiast spoczęły na niej, kiwnął w geście przywitania co ta odwzajemniła. Profesor wskazał mu ręką na fotel obok niej gdzie ten usiadł. McGonagall stanęła po jednej stronie biurka a Slughorn po drugiej.Wstrzymała oddech czekając aż Snape przemówi do nich-Przepraszamy za takie późne wezwanie Panie Teodorze-Nic się nie stało- Hermione zadziwił spokój w jego głosie-To co Pan usłyszy może trochę Pana zaskoczyć- westchnął dyrektor- jednak prosiłbym aby mi nie przerwano- Teo pokiwał głową na znak zgody- W czasie bitwy o Hogwart Pański ojciec przeklnął Panne Granger nieznaną klątwą- podniósł rękę w górę- I uprzedzając pytanie tak dlatego aurorzy przeszukiwali Pana posiadłość. Niestety nie znamy jej skutków wręcz nie niosła za sobą żadnych do dzisiejszego wieczoru. Wszystko co powiedziała dziś tiara sprawdziło się i Hermiona została zapisana w księgach rodowych, jak Pan może się domyślać nie wiemy jak to się stało- rozłożył ręce w geście poddania- na przekór wszystkiego została zapisana pod Pana nazwiskiem czyli według wszystkich zapisków jest ona teraz , jakby to powiedzieć pana siostrą teoretycznie. Wezwaliśmy tutaj Pana aby zataić to w jak największej ciszy, wszyscy notariusze zostali zaprzysiężeni aby tego nie rozpowszechniać a jak dobrze wiemy księgę o tych informacjach ma Pan również u siebie w dworze i wcześniej czy później dowiedział by się Pan sam.Głucha cisza nastała po krótkiej ale dość dobrze wytłumaczonej przez dyrektora historii. Spojrzała na chłopaka do którego to wszystko było skierowane , był w szoku tylko tyle można było wyczytać z jego twarzy. Chciała się odezwać ale już dawno zapomniana przez nią gula w gardle nie pozwoliła jej na to.-Czyli Granger a raczej Nott - zgryźliwy uśmiech pojawił się na jego twarzy-Wolę swoje nazwisko i chyba ono się nie zmieniło- odpowiedziała szybko na co chłopakach zwrócił wzrok na nią, przez co mocniej wbiła się w fotel-Czyli Hermiona według zapisków jest teraz moją siostrą i należy do slyterinu?-Tak- odezwał się slughorn- jednak z resztą profesorów ustaliliśmy, że uczęszczać będzie na zajęcia z wami a mieszkać dalej w Gryffindorze-Moi bo jak mam rozumieć przyjaciele Hermiony zostali o tym poinformowani- podniósł jedną brew w górę a dyrektor pokiwał twierdząco - to moi też muszą wiedzieć- położył ręce na oparciu fotela- mają dostęp do tych ksiąg przebywając u mnie w dworze i tak samo zauważyli by to na płótnie w salonie-Płótnie?- zaciekawiła się była gryfonka-Tak siostro- uśmiechnął się promiennie przy tym słowie a jej zrobiło się bardzo dziwnie- pokaże Ci je jak będziemy na przerwie świątecznej. Ale zapewne już się tam pojawiłaś. Przy każdym poczęciu dziecka pojawia się tam jego portret wraz z imieniem- wyjaśnił jej szybkoCzyli nie dość, że pojawiła się w jakiejś głupiej księdze rodowe to do tego dochodzi jeszcze posrany gobelin. No po prostu świetnie.-Jeżeli wiemy na czym stoimy ja odprowadzę Hermionę a Ciebie - skinęła na Slughorna- proszę o odprowadzenie TeodoraPożegnali się z dyrektorem i ruszyli do swoich dormitoriów.Jej przyjaciele czekali na nią w głównym pokoju i wypytywali jak zareagowała na te sensacje Nott. Opowiedziała im tą krótką rozmowę a potem wszyscy udali się do swoich pokoi. ✧・゚: *✧・゚:* ✧・゚: *✧・゚:* *:・゚✧*:・゚✧Pierwsze zajęcia jakie miała na liście była Historia Magii przez dwie godziny. Gryfonii w tym czasie mieli transmutację. Zazdrościła im tego, ona w barwach slytherinu szła spokojnym krokiem do sali.Śniadanie nie było zbytnio spokojne wiele osób wytykało ją palcami i szeptało na jej temat. Nie dość, że wczoraj wydarzyło się to co się wydarzyło to dziś wszyscy zobaczyli na jej piersi herb z wężem, przed ubraniem go miała duże opory. Jednak jej podświadomość wiedziała, że musi to zrobić i tak profesorowi zrobili wszystko co mogli aby ulżyć jej w tym wszystkim.Starała się przedłużyć swoją wędrówkę tak bardzo, że do klasy weszła jako ostatnia.Po jednej stronie siedzieli puchoni a było ich parzyście więc każdy siedział w parze. Jej nadzieja na usiądnięcia z jednym z puchonów prysła jak bańka mydlana. Jedyne wolne miejsce było koło Teodora zaraz przed Zabinim i Malfoya a za Dafne i Parkinson.Chłopak akurat siedział do niej plecami i rozmawiał żywo z dwójką z tyłu.Weź się w garść Hermiono przecież jesteś Gryfonką a nie jednak nie , przybiła sobie w głowie przysłowiowego plaskacza. Usiadła obok niego najciszej jak tylko mogła , jednak tak samo on jak i reszta uczniów automatycznie odwróciła się w jej stronę. Wpatrywali się jak wyciąga czysty pergamin, kałamarz i pióro, każdy ruch był przyciągany z jej strony a serce przyspieszyło swój galop. Ręce niekontrolowanie zaczęły jej się trząść . Kolejny rok i kolejny raz jest na świeczniku tylko tym razem jest tutaj sama i nikt jej nie pomoże.Myśl Hermiono myśl co masz zrobić jak ich od siebie odczepić.-Ja nie wiem jak wy wszyscy ale myślę, że Hermiona nie jest nowym, niezwykłym poltergeistem, który nagle pojawił się nieproszony w tej szkole- zabrzmiał basowy głos Blaise'a Zabiniego, a przez stworzone plotki po wojnie wszyscy momentalnie opuścili swój wzrok z niejOdetchnęła z ulga i z uśmiechem na ustach podziekowała skinieniem głowy. Na blondyna nawet nie spojrzała bo wiedziała, jaki będzie wyraz jego twarzy.-To co siostrzyczko trzeba będzie nadrobić tyle lat- myślę, że musimy się spotkać po zajęciach a wtedy Ty ze swojej perspektywy wszystko mi opowiesz- z jego twarzy nie schodził nikły uśmiech- Jednak teraz - wyciągnął do niej swoją dłoń- Jestem Teodor Nott i myślę, że miło byłoby gdybyś zwracała się do mnie po imieniu.Patrzyła przez chwilę w jego oczy z lekko uchylonymi ustami. Co on właśnie chciał od niej? Zreflektowała się szybko aby ta sytuacja nie była bardziej niezręczna i przywdziała na swoją twarz lekki uśmiech-Hermiona Granger-Blais Zabini ale wszyscy raczej mówią na mnie Diabeł, Diabeuszek, Diabolo....-Jeny Blais jeszcze bardziej ją wystraszysz- Parkinson odwróciła się do nich- Już wygląda jak spłoszony kuguchar - wskazała na Hermione ręką-Wypraszam sobie- zaperzyła się była gryfonka-Spokojnie Granger nie pożremy Cię a jedyne co to chciałam również w tym nowym niespodziewanym scenariuszu przedstawić się bez wcześniejszych animazji- również jak wcześniej Teodor wystawiła do niej rękę - Pansy Parkinson i jest mi totalnie obojętne czy będziesz mówić po imieniu czy po nazwiskuHermiona z większym oporem niż przy Todorze przyjęła jej przedstawienie się.-A ten za Tobą to Draco Malfoy ale on chyba nie ma ochoty się przedstawiać- Draco nawet nie spojrzał na swoich przyjaciół, jedynie cicho prychnął skrupulatnie zapisując notatki z tego co mówił profesor-Nic nie szkodzi i tak na jeden dzień dużo się wydarzyło-Teraz Granger jesteś jedną z nas- powaga Teo w głosie wbiła ją nieco w krzesło- postaramy Ci się zapoznać z tą nową rzeczywistością i sami musimy się w niej zadomowić Reszta zajęć minęła jej w spokoju chodź bardzo tego nie chciała nie odczuwa lęku przed kolejnym spotkań z resztą ślizgonów. Teodor poprosił ją o spotkanie poza zajęciami, widać było że on również chciał się dowiedzieć o niej trochę więcej. W końcu byli teraz nie biologicznym rodzeństwem.Z Ponurą miną weszła na kolacje. Dla slytherinu zdobyła dzisiaj 50 punktów nie umiała oprzeć się odpowiedzią na kolejne pytania profesorów. Kilka gryfonów obrzucił ją nieprzychylnym spojrzeniem gdy ta usiadła obok Ginn, chłopaki poszli załatwiać pozwolenie na trening Quidditcha.-Wszystko okej? Ślizgoni wystawili Cię na pożarcie smokowi?- zaśmiała się rudowłosa-W sumie nie było tak źle- zamieszała swoją herbatę- Teo poprosił mnie żebyśmy się spotkali sami przy wolnej okazji-Sami?-Tak- nałożyła sobie posmarowane dżemem grzanki na talerz- chce to wszystko przegadać na spokojnie. Z resztą nawet Pansy zaoferowała mi swoją pomoc-Wow! Tego się nie spodziewałam - jej przyjaciółka napiła się soku z dyni- a Co o tym wszystko mówi Malfoy-Nic całkowicie nic, nawet na mnie nie patrzy i chyba trzyma na dystans - zatrzymała się chwilę na tej myśli- Oj Ginny mam tego wszystkiego dość- łzy automatycznie pojawiły się w kąciku jej oczu- chciałam. Ech bardziej myślałam, że po śmierci moich rodziców wszystko się ułoży- zachłysnęła się powietrzem powstrzymując łzy- tak bardzo pragnęłam i dalej pragnę żeby wszystko wróciło do normalności. Chce iść z wami na zajęcia bez osadzającego wzroku innych osób. Żeby wszyscy przestali szeptać za moimi plecami, aby to wszystko okazał się złym snem- spojrzała w rozgwieżdżony sufit w Wielkiej Sali. Chyba po prostu chce na spowrotem być szczęśliwa to wszystko mnie tak boli, że nie umiem tego opisać.-Herm- rudowłosa przytuliła ją mocno- obiecuje, że zanim nadejdzie przerwa świąteczna wszystko się ułoży. Chodźmy stądZasnęła płacząc w objęciach swojej przyjaciółki i z myślą jak to dobrze, że ją ma. ✧・゚: *✧・゚:* ✧・゚: *✧・゚:* *:・゚✧*:・゚✧Minął już tydzień od feralnego zdarzenia, na szczęście ludzie przestawali już wodzić za nią wzrokiem. Jedynie Gryfoni i co najgorsze Ron obrzucali ją nieprzychylnym spojrzeniem, jej wieloletni przyjaciel obraził się na nią za to, co przytrafiło się jej w Wielkiej Sali i chociaż starała się mu wytłumaczyć to on nie dawał sobie przegadać. Natłok pracy na ostatnim roku i która sama na siebie nałożyła pozwolał jej chociaż na chwilę uciec od wszystkich myśli. Najgorzej było wieczorami kiedy kładła się spać wtedy myśli nie pozwalały jej zasnąć.Żeby się uspokoić pożyczyła od Harrego pelerynę niewidkę i wymykała się na błonie wieczorami z książką i kocem.Było jeszcze ciepło więc te wieczory były idealne na czytanie spokojnych niewymagających książek. Wzięła głęboki wdech aby napawać się zapachem lasu i spokoju. Uwielbiała takie momenty ten spokój który zapadał na zewnątrz przenosił się na nią i to chociaż dla innych mogłoby się wydawać nudne dla niej było wspaniałą rozrywką. Zatraciła się w romansie który wybrała na ten moment.-Proszę, proszę- usłyszała znienawidzony głos naprawdę najlepiej byłoby jakby ją zostawił. Chwyciła różdżkę w razie potrzeby- złota szlama nie szlama nie boi się, że coś jej się stanie i do tego siedzi sama wieczorami- odwróciła się tak aby mogła zobaczyć jego każdy ruch ale nie patrząc na niego wprost- gdzie masz swoich przyjaciół? Złote trio to już duo?-A chuj Cię to obchodzi Malfoy- sama zaskoczyła się ostrością swoich słów- zostaw mnie w spokoju-Nie tym tonem ! - odwarknał - to że pojawiłaś się w jakiejś pierdolonej książce nie pozwala Ci się do mnie odzywać - wstała otrzepując swoją spódnice i spojrzała na niego.Od czasów wojny zmienił się bardzo z chudego chłopca stał się dorosłym mężczyzną jego postawa zmieniła się i mogłaby przysiąść, że w okresie wakacyjnym ćwiczył. Na twarzy znikły mu nastoletnie rysy, jeszcze bardziej tworząc szpiczastą twarz, teraz było widząc ostrość rysów jego ojca i delikatność arystokracji jego matki.-Wiesz co Malfoy- nadal nie spogląda mu w oczy nie chcąc widzieć tej pogardy- chociaż Cię to zapewne nie interesuje przyszłam tutaj odpocząć i niezmiernie miło by było jakbyś sobie już poszedł- powiedziała zgryźliwie-Interesujące, bo tutaj gdzie akurat stoimy mam większe prawo być niż ty szlamo-Jak większe prawo?- założyła ręce na piersi- mam takie samo prawo jak Ty, a co Twój ojciec z Azkabanu napisze List i zakaże mi tego- prychnęła Niespodziewała się jednak, że on ją zaatakuje. W momencie poczuła jego jedną dłoń na swojej szyi i drugą trzymającą jej obie ręce z tyłu. Wystraszyła się a automatycznie wszystkie jej instynkty zaczęły działać na najwyższych obrotach. Poczuła jego oddech na swoim policzku-Posłuchaj szlamo, nigdy przenigdy- zacisnął mocniej ręce- nie wspominaj o moim ojcu- każde słowo wypowiedziane szeptem cedził z niebywałym spokojem zważając na sytuację w której się znaleźli-A co żal Ci go?- ledwo wypowiedziała zanim opamiętała się aby się nie odzywać, przez to potrząsnął nią-Mógłbym Cię teraz zabić- odsunął się lekko a ona patrzyła za niego na zamek- ale tego nie zrobię zastanawiam się komu sprzeda Cię Teodor. O bedziesz niezwykłym kąskiem dla innych rodzin arystokracji-Sama będe...- cichy złośliwy śmiech opuścił jego usta-U nas to tak niedziała. Tylko najstarszy męski członek rodziny może udzielić Ci zgody na małżeństwo. Spójrz na mnie szlamo bo jednak zmienię zdanie!Nie opierała się zbytnio i zrobiła to. Spojrzała w jego lodowate oczy i w tym momencie przepadła.Uścisk jego ręki na jej gardle złagodniał a ona mogła na spokojnie wziąć głębszy oddech.Na jej jak i jego twarzy pojawiła się konsternacja. A ona zauważyła błysk czerwonej kuli w jego oczach. Dzięki rozluźnieniu jego rąk odskoczyła od niego co nie podobało się jej Ciału. Wbrew sobie podeszła do niego krok bliżej tak samo jak on, spojrzeli sobie ponownie w oczy. Kolejny błysk w jego oczach zdeterminował ją do przybliżenia się do niego.Co nią kierowało? Dlaczego nie mogła kontrolować swoje ciała.Malfoy zaczął niespokojnie oddychać, jak i ona.Starała się odwrócić wzrok od jego oczu w tym momencie jej mózg jak i ciało nie chciało z nią współpracować.Ponownie na szyi poczuła jego dłoń tylko tym razem był to motyli dotyk, który nie chciał zrobić jej krzywdy-Malfoy - powiedziała nie kontrolowanym szeptem- co ty robisz?Wszystko momentalnie zniknęło tak samo jak jego osoba znikająca w mroku. A ona została sama na błoniach.=================Hmm ? Czy coś ma wspólnego z ich dziwnym połączeniem ?
