Work Text
To była ich pierwsza walka z Pitchem odkąd Jack oficjalnie dołączył do Strażników. W odróżnieniu od poprzedniego razu, teraz była późna jesień, ledwie kilka dni po halloween, więc duch zimy był wypoczęty po letnim śnie.Walka wyglądała kompletnie inaczej. Gdy przeszło już najgorsze, gdy zaczęli zyskiwać przewagę, nie potrafił oderwać na dłuższy moment spojrzenia od chłopaka.Coś w nim, w tym jak wyglądał w walce, poruszało jakieś stare wspomnienia. Nie potrafił określić, czy chodziło o jego moc, styl walki, czy sam wygląd.Przynajmniej do momentu, aż Pitch nie złapał Jacka za nadgarstek, najpierw zaciskając palce póki coś nie zazgrzytało, a gdy to nie zadziałało, wykręcając boleśnie rękę chłopaka, zmuszając go do upuszczenia kija.Był nieco za Mrokiem, więc miał dobry widok na twarz ducha zimy, gdy to się stało. Białowłosy wydał z siebie okrzyk bólu, upadając na kolano, jednak zanim drewno dotknęło ziemi, złapał je drugą ręką.Miał zbyt mało miejsca, by skutecznie nią uderzyć, lecz zamiast nawet próbować, zrobił przewrót w przód, wbijając kij za sobą, by zwiększyć siłę ruchu i z trzaskiem łamanych kości, wyrwał rękę z uścisku zaskoczonego Pitcha. Po drodze starał się także kopnąć mężczyznę w twarz, lecz ten zdołał się uchylić. Nawet w szoku refleksy dawnego Generała były szybkie.***
Istota przed nimi wyglądała jak światło uwięzione w humanoidalnym kształcie. Nie byli pewni co o nim myśleć.
Szło spokojnie u ich boku, zniekształcone, powydłużane kończyny poruszające się rytmicznie naśladując ich.
Nagle zamarło, odwracając się gdzieś w bok i obnażyło kły, rzucając się w ciemność lasu, oświetlając fioletowe drzewa po drodze.
Zajęło im kilka sekund zorientowanie się co się stało. Ukryte w roślinności Fearlingi wydały z siebie wrzask, próbując uskoczyć przed światłem, jednak istota obróciła się bez zawahania i wbiła szpony w najbliższą ofiarę, rozrywając ją na kawałki.
Rozbiegli się, starając się dopaść uciekinierów, dobijając te, które zdołały się wyślizgnąć.
Świetliste monstrum radziło sobie świetnie, tak jak im obiecano. Bezdźwięczne, palące potwory swoim dotykiem i rozczłonkowujące je swymi pazurami.
Przynajmniej dopóki jeden z żołnierzy nie podszedł zbyt blisko, podążając za fearlingiem, który uskoczył jego broni.
Monstrum zamachnęło się, nie zwracając uwagi jak blisko był jego sprzymierzeniec i przeorało jego zbroję, tworząc szramy. Mężczyzna wydał z siebie krzyk, gdy jeden z pazurów zahaczyło o jego ramię, rozrywając już uszkodzoną kolczugę i raniąc go poważnie.
Świetlisty potwór nie zwrócił uwagi, niszcząc swojego przeciwnika.
***
Ale ten dziki błysk w oku ducha zimy, wykrzywiona, połamana ręka...***
Jeden z fearlingów uciekł. Światło próbowało pogonić za nim, lecz inny żołnierz stanął na jego drodze, próbując zwrócić jego uwagę na cieknącą ranę w jego ciele, gdzie krawędzie zaczynały już czernieć.
Potwór nie zwracał uwagi, jednym machnięciem spychając go z drogi i żłobiąc mu szramy w twarzy. Gdyby nie zbroja, mógł nie przeżyć szpona, który zahaczył jego gardło.
***Jeszcze zanim się podniósł, wyszczerzył zęby w parodii uśmiechu, spoglądając na przeciwnika.***
Kolejny potwór jakiego dali im pod opiekę miał obrożę, podobno zdolną go okiełznać.
Tak jak poprzednio, nie mieli żadnych problemów podróżując razem do momentu, gdy w ich okolicy pojawiły fearlingi. Tym razem zdołały uciec dwa, żołnierze byli zbyt zajęci obserwowaniem świetlistej istoty, by je ścigać.
Kazali istocie pozostać, ale w odpowiedzi dostali jedynie wyszczerzone kły, gdy odwróciła się w kierunku, gdzie zniknęły potwory z cieni.
Pułkownik nacisnął przycisk, który miał powalić istotę, jednak ta tylko się potknęła i odwróciła w jego kierunku. Próbował wzmocnić atak, lecz świetlisty twór tylko trochę zwolnił, zanim się na niego rzucił.
Z obrożą zdołali go powalić, ale nie zanim poważnie poranił trójkę i zabił pułkownika
***North chciał doskoczyć do chłopaka i mu pomóc, jednak Zając złapał go za ramię zanim zdążył się zbliżyć zbytnio. Zrobił to na wpół świadomie, kierowany odruchem bardziej niż decyzją***
Najbardziej przerażające było, że ten wyglądał jak celestian, jedynie bardzo niski jak na ich rasę, niższy niż Pooki o dobrą głowę, a jego skóra świeciła. Nie aż tak mocno jak poprzednich, ale nadal jego rysy dało się ledwo zobaczyć.
Atmosfera w jednostce była gęsta od strachu, który zdawał się sprawiać, że istota jaśniała jeszcze bardziej.
Tym razem istota nie miała szponów, tylko pazury i kawałek dzidy w rękach. Ktoś zaoferował jej niepołamaną broń, lecz ta tylko spojrzała w ciszy, nie reagując inaczej.
Od tego czasu nie próbowali nawiązać z nią kontaktu, nie wiedząc nawet czy to możliwe.
***Podparł się kijem, który teraz miał na końcu lodowy szpikulec. Jego mina nie zmieniła się nawet na moment, pomimo bólu jaki musiał cierpieć.***
Pomimo braku szpon, istota nie była ani trochę mniej śmiercionośna. Może nawet bardziej. Inaczej też walczyła, nie mając takiej broni.
Przynajmniej dopóki jeden z fearlingów nie zdołał jej zranić.
Istota upadła, z rozoranym brzuchem. Jednak zamiast odpaść z walki, zajaśniała mocniej, rzuciła się z furią równą tej poprzednim wersjom.
Żołnierze natychmiast rozpierzchli się, nie chcąc ryzykować przypadkowej śmierci z rąk sojusznika kolejny raz.
Świetlisty potwór rzucał się ze wznowioną siłą, nie reagując na żadne nowe rany, niszcząc wszystkie fearlingi w okolicy, tnąc swym ostrzem i rozrywając je gołymi rękami.
Tym razem, gdy wszystkie cieniste monstra poległy, a światło obróciło się w ich stronę z tym dzikim spojrzeniem, nie zawahali się, aktywując już jego obrożę i przeszywając go włóczniami zanim zdołał zrobić krok w ich stronę
***Podniósł się z klęczek w kucki w ułamku sekundy, robiąc szeroki zamach kijem i tnąc Pitcha po nogach, nim ten zdołał w pełni uskoczyć, tworząc rany na jego udach.***
Następny, i ostatni jakiego widział przed awansem, nazywał się Light.
Tak jak poprzednie, był kompletnie bezgłośny, lśniący i niepokojąco humanoidalny. Świetlista wersja fearlinga, jak później się dowiedział. Eksperyment, który miał ich uratować.
Miał obrożę i obręcze na nadgarstkach oraz bosych kostkach. To miało tym razem naprawdę go powalić, by nie „niszczyli kolejnego bezcennego okazu".
Jakby nie robili tego walcząc o własne życia. Jakby nie robili tego za tych, którzy polegli z rąk tych potworów.
Tym razem, gdy Light został zraniony, jego furia nie była aż tak okazała, nadal walczył swoją włócznią, a kolejne rany, połamane kończyny czy jaśniejąca krew, która spływała po jego ciele i plamiła ziemię, nie robiły na nim wrażenia.
Gdy jeden z fearlingów uciekł, Light rzucił się w pościg. Nowy pułkownik krzyknął rozkaz, by się zatrzymał, lecz nie dostał odpowiedzi. Uruchomił zabezpieczenia i istota padła na ziemię, wydając z siebie wrzask tak wysoki, że był ledwo słyszalny nawet dla czułych uszu Pooki i przeszywał czaszkę, powalając każdego, kto mógł go usłyszeć.
Aster nie widział co się stało z potworem, zajęty zwijaniem się z bólu na trawie.
Ale pomimo, że obręcze stały się kajdanami, które miały go unieruchomić, zanim zdołali go dobić, omal nie zabił nieostrożnego żołnierza, powalając go na ziemię i rozrywając twarz, gdy ta znalazła się w jego zasięgu.
Nikt nie próbował nawet zaprotestować, gdy się go pozbyli. Góra mogła mówić co chciała, to były
potwory, których nikt nie powinien był nigdy stworzyć.***Oczy chłopaka zdawały się płonąć zimnym ogniem, gdy rzucił się na Króla Koszmarów. Lód pokrył jego połamane ramię, nieco je usztywniając. Przez chwilę Zając myślał, że zrobił to, by opatrzyć uraz, jednak po pierwszym ciosie laską zamachnął się ramieniem jak młotkiem, tworząc sople na dłoni i tnąc twarz Pitch, który nie zdołał się całkiem uchylić na czas. Czarna krew zaraz zaczęła się sączyć z płytkich ran na jego policzku.Zamiast jednak zawahać się jak wcześniej, Mrok cisnął w niego na wpół uformowanym grotem z piasku koszmarów, który rozorał mu bok.Tym razem chłopak ledwo cofnął się pół kroku, zanim lód zaczął powlekać ranę, a on ruszył do przodu z wyszczerzonymi zębami i dźgnął ostrzem w brzuch wroga.Zając nie pamiętał kiedy ostatni raz widział Pitcha prawdziwie przestraszonego.Czarnowłosy mężczyzna złapał się za ranę, jakby nie mógł uwierzyć co się stało. Zaraz koło niego pojawił się jeden z koszmarów, jednak zanim zdołał cokolwiek zrobić, Jack zniszczył go jednym ciosem olodzonego ramienia.Król koszmarów zatoczył się w tył, wpadając na kolejną klacz.Pozostałe koszmary nagle porzuciły resztę Strażników, skupiając się w całości na duchu zimy, by dać swojemu władcy czas do ucieczki, który ten wykorzystał bez wahania.Ząbek rzuciła się w jego stronę, ale kilka koszmarów oderwało się od masy i zagrodziło jej drogę. Zajęło jej może naście sekund pozbycie się ich, lecz to wystarczyło, by Mrok zniknął gdzieś.- Aster! – North huknął mu w ucha z tak siłą, że Zając wzdrygnął się, kładąc po sobie uszy. Dopiero teraz zorientował się, iż nadal trzyma Mikołaja za ramię, wbijając mu pazury. Popatrzył się tępo na swoją łapę – Musimy pomóc Jackowi!- Nie! – jego odmowa była szybsza niż myśl, tym razem gdy szarpnął Strażnika Zachwytu z pewnością utoczył mu krwi. Nicholas syknął, omal nie upuszczając szabli ze zranionej ręki, wpatrując się w niego z niezrozumieniem.Pooka przez chwilę tylko stał, wpatrując się w szoku w krew połyskującą w podartym rękawie jego towarzysza. Nie potrafił zrozumieć dlaczego to zrobił, dlaczego zareagował tak gwałtownie, skąd się wziął ten
strach...Złoty błysk z boku oznajmił przybycie Piaska, który wcześniej utknął we własnym tornadzie z koszmarów, podobnie jak w ich ostatniej potyczce. Tylko tym razem uwaga Mroka była na Jacku, nie na nim...Niedługo później błyski białego światła zaczęły pojawiać się w kokonie czarnego piasku, wspomagane z zewnątrz złotem snów.Nagle przy jednym z jaśniejszych błysków, w masie koszmarów pojawiła się przerwa i w ułamku sekundy znalazł się znowu w tym fioletowym lesie.
Potwór stał skulony, na trzech łapach, trzymając w czwartej odłamek włóczni
Jack kucał, widać było, że właśnie skończył zataczać swoim kijem łuk, który utworzył wyrwę w koniach
Oczy świecące jak supernowy, tnące ciemność wokół jak noże
Niebieskie oczy płonące mocą i bitewną furią
Wyszczerzone kły, ociekające czernią fearlingów, które właśnie rozerwał
Coś co już dawno przestało być uśmiechem, z tak ciemną w kontraście, że niemal czarną krwią spływającą po twarzy i brodzie chłopaka
Całe jego ciało płonęło światłem gwiazd, samą obecnością raniąc fearlingi
Jego kij rozjarzył się ponownie, jasność odbijająca się od śmiertelnie bladej skóry, sprawiając, że świeciłRany pokrywające jego pokiereszowane ciało, nie powinien
być w stanie stać, co dopiero
walczyćWyrwany fragment jego boku, oświetlony, wyglądał jeszcze gorzej, jakby był chodzącym trupem, nie powinien
być w stanie stać,
co dopiero
walczyć
Żołnierz wyciągnął swoją włócznię, by wyszarpnąć potwora z masy fearlingów w jakiej się znalazł
Piasek machnął biczem, owijając go wokół zranionego nadgarstka chłopaka
Potwór złapał broń, lecz zamiast pozwolić sobie pomóc, wciągnął go ze sobą, zabierając jego broń
Zając rzucił bumerangiem zanim pomyślał, lecz jego cel jak zawsze był dobry. Trafił w rękę świecącego nastolatka, rozsypując bicz i rozpraszając go na chwilę, która natychmiast została wykorzystana. Jeden z koszmarów kopnął z pełną siłą w ranę, sprawiając, że chłopak zawył z bólu i padł na ziemię.W ostatniej chwili zdołał wbić ostrze swojego kija w grunt, uwieszając się na nim i posyłając z krzykiem falę lodu i wiatru, która zniszczyła ponad połowę pozostałych czarnych koni, zanim padł na ziemię i stracił przytomność.Pooka nie słyszał co się działo dookoła niego. Widział jedynie ducha zimy, rannego, plamiącego krwią świeży śnieg z jego ostatniego wybuchu mocy. Jego poszarpaną granatową bluzę, kontrastującą tak ostro z bielą na której leżał. Kij leżał zaledwie centymetry od jego palców, lecz lód na nim już zaczynał topnieć.Coś go pchnęło i przed oczami pojawiła mu się czarno-czerwona plama, ale jego wzrok i tak już się rozmywał, więc nie wiedział kto to.Błysk zieleni zatańczył wokół, zanim przybliżył się do niego.Wypowiedziano jakieś słowa, lecz nie potrafił ich zrozumieć, jakby znalazł się pod wodą. Wszystko było stłumione...Coś błysnęło i czarno-czerwona plama zniknęła, zostawiając za sobą tylko szkarłat.Przez chwilę miał wrażenie, że czuje czyjeś dłonie na sobie, jednak zanim ta wiadomość w pełni do niego dotarła, załamały się pod nim nogi i zapadła ciemność.***Gdy wróciła mu przytomność, był na fotelu, przykryty jakimś kocem, w skrzydle medycznym. Znajdował się w kącie, większość pokoju zajmowało łóżko szpitalne, po rozmiarach zgadując zarezerwowane dla Northa. Pozostała trójka Strażników siedziała w różnych miejscach, rozmawiając cicho.Przez chwilę nie wiedział gdzie był ani co się stało, jednak zanim zdążył zapytać, wspomnienia wróciły do niego z siłą rozpędzonego pociągu.Zerwał się na nogi, ledwo mając dość świadomości, by zrzucić najpierw koc i się w niego nie zaplątać, po czym doskoczył do łóżka.Jack leżał na jego środku, wyglądając na jeszcze mniejszego niż zazwyczaj. Jego skóra miała niezdrowy odcień, niemal niebieskawy z sinymi ustami. Ktoś opatrzył jego ramię i usztywnił praktycznie w całości, obejmując także część barku. Rana, którą miał w boku, była ukryta pod cienkim kocem, jakim go przykryto, więc nie był w stanie ocenić jego stanu w pełni. Jednak w tym stanie i tak wyglądał o wiele lepiej niż w walce, z krwią spływającą mu z twarzy i ust.- Aster? – zapytała łagodnie Ząbek. Kiedy znalazła się koło niego? Nie słyszał jej kroków – Chodź z nami – powiedziała, łagodnie biorąc go za rękę i wyprowadzając z pomieszczenia. Dwójka Strażników podążyła za nimi. Dopiero gdy byli pół korytarza dalej, zatrzymała się i odwróciła do niego – North powiedział, że wpadłeś w szok bitewny podczas walki. Co się stało?Pomimo delikatnego wyglądu, Toothiana nie bawiła się w podchody słowne i mówiła prosto z mostu. Normalnie doceniał w niej to, jednak teraz nie potrafił przypomnieć sobie dlaczego. Nie miał pojęcia jak to wyjaśnić.Ani ona, ani Nicholas nigdy nie spotkali się ze świetlistymi potworami. Jedynie Piasek mógł, miał za sobą dość mileniów, lecz nawet to nie było pewne. Zając nie miał pojęcia komu w armii powiedziano o ich istnieniu poza jednostkami, które się nimi zajmowały.- Jack... - zaczął, ale zaraz urwał, szukając słów – Czy mamy pewność, że był człowiekiem, zanim umarł? – zapytał. Co jeśli jakiś pozostał? W zamieszaniu ostatecznych walk, nie byłby problemu, by się wyślizgnąć. On sam zabrał Ostatnie Światło, umykając pod osłoną swojego oddziału. Jeden ze świetlistych potworów mógł przetrwać, ukryć się. Ostatni którego widział wyglądał łudząco podobnie do celestiana, nie było by to tak trudne, szczególnie jeśli późniejsze eksperymenty wyglądały jeszcze normalniej- Co? – zdziwiła się kobieta – O czym ty mówisz?- Czy da się to sprawdzić? – zrobił krok w stronę kolibrzycy, ale szybkie spojrzenie jakie rzuciła Northowi na ten ruch, powstrzymało go przed dalszym podejściem – Masz jego wspomnienia, czy możesz sprawdzić, czy są ludzkie?- Aster, o co chodzi? – spytała ostrożnie, unosząc rękę w uspokajającym geście. Dlaczego tak dziwnie na niego patrzyła? – North powiedział, że zatrzymałeś go, gdy chciał pomóc Jackowi. Rozdrapałeś mu ramię do krwi, kiedy drugi raz próbował do niego ruszyć, gdy Jack był uwięziony w masie koszmarów. A kiedy Piasek miał go stamtąd wyciągnąć, zniszczyłeś jego biczDopiero te słowa uświadomiły mu co się działo, dlaczego tak dziwnie stali. Toothiana stała z przodu, była najszybsza jeśli chodziło o manewry i z tak ustawionymi nogami, mogła znaleźć się w powietrzu w mniej niż sekundę. Po obu stronach miała Strażników, stojących dość blisko, by móc zareagować, lecz nie na tyle, by wyglądać jak ochronna formacja.Położył uszy po sobie i cofnął się dwa kroki, unosząc ręce w geście poddania. Obawiali się go. To co zrobił wyglądało źle z boku, ale...- W czasie wojny fearlingowej armia stworzyła potwory, by walczyły po naszej stronie – powiedział, spoglądając na nich po kolei, jakby miało to ich zmusić do wysłuchania jego słów.
Musieli
to zrozumieć, przecież nie zrobiłby im krzywdy... - Nie wiem jak dokładnie, ale byłem w oddziałach, na których je testowano. Widziałem jak walczą, jak się zachowują, ich okrucieństwo i kompletna ignorancja obrażeń jakie są im zadane. One niszczyły wszystko na swojej drodze, wliczając naszych żołnierzy. Widziałem, jak rozszarpywały mój oddział tylko dlatego, że stanął między nimi a fearlingiem przez przypadek – przymknął na chwilę oczy, starając się odgonić obrazy, jakie przywoływały te słowa, zapach krwi i wilgotne futro.- Jack ci o nich przypomniał – wywnioskował North, robiąc krok w jego stronę. Trochę napięcia z niego uszło, ale to spojrzenie w jego oczach...- Ale Jack jest duchem zimy – zaprzeczyła Ząbek – One są znane ze swojej wytrzymałości i tolerancji na ból, naprawdę uważasz, że jeden z tych potworów mógł przeżyć tak długo nie wykryty? Jeśli są takie jak je opisujesz, nie powinny zbyt dobrze sobie radzić w ukryciu- Nie rozumiesz, to jak wyglądał... tego nie da się udawać – odparł Zając, przyciskając uszy do głowy. Mógł niemal słyszeć głos jednego z jego kompanów, który nagle się urwał, gdy jeden ze świetlistych tworów go zaatakowałNagle rozległ się hałaśliwy łupot i między nimi wylądował gliniany talerz, na szczęście nadal w jednym kawałku. Odwrócili się do Piaska, który tupał bezdźwięcznie nogą, podpierając się pod boki, widocznie zirytowany tym, że znowu go zignorowali.Nie potwory. Ocalili nas, nie mów tak, pokazał znakami,
Jack nie jest groźniejszy niż my- Nie widziałeś ich, nie da się ich inaczej nazwać! Były jak fearlingi ze światła! – krzyknął Aster. Piasek posłał mu spojrzenie pełne złości.
To były największe kreacje Jeźdźców Gwiazd, istoty zdolne znaleźć i zniszczyć fearlingi!
- Zabijały także nas!
To były... wypadki, niefortunne. Zajęło nam trochę czasu dopracowanie formuły
Zając poczuł jak krew odpływa mu z twarzy, a łapy robią się zimne.- Co masz na myśli mówiąc „nam"? – spytał, jego głos cichy i pusty. To nie mogło być to co myślał. To było
niemożliwe...Mój lud był jedynym, który nie mógł zostać zarażony,
wzruszył ramionami mężczyzna, więc my się zajmowaliśmy eksperymentami. Powinieneś być wdzięczny, bez nich wojna skończyłaby się o wiele szybciej- Wdzięczny? – wyszeptał Zając – Za tych morderców?Nie tak nazywałeś Nightlighta podczas waszej ostatniej wspólnej walki, wywrócił oczami PiasekAster cofnął się o pół kroku. Pamiętał go, chłopaka którego skóra ledwo co błyszczała, o delikatnym uśmiechu i niemal nigdy nieużywanym głosie. Który walczył z nim ramię w ramię, który też miał w sobie tą furię, ale on
czuł ból...Żołnierz, którego nazywał przyjacielem i to bliskim. Czy naprawdę mógł być jednym z tych potworów? Przecież on opatrywał ich ludzi!Nightlight oddał życie za sprawę, oznajmił Strażnik Snów z irytacją jasną na twarzy.
Za tą zasługę, Car nagrodził go odrodzeniem jako człowiek. Jack jest człowiekiem w pełni, nie pamięta wojny. I tak pozostanie. Zasłużył na spokojne życie, coś czego jego bracia nigdy nie doświadczyliZając spojrzał na drzwi sali, w której spoczywał chłopak. Strażnik, u którego boku walczył. Przyjaciel, który poświęcił się, by zakończyć wojnę. Potwór taki jak te, które mordowały żołnierzy na jego oczach.Kolana się pod nim załamały i usiadł ciężko na podłodze. Nie potrafił pogodzić tych trzech obrazów w głowie.- Piasek... dlaczego? – spytał łamiącym się głosem. Dlaczego posunęli się tak daleko? Dlaczego eksperymentowali na schwytanych fearlingach? Dlaczego przekazywano je oddziałom, zanim były gotowe?
To była wojna. Zwyciężyliśmy, fearlingi już nie istnieją. Trochę śmierci w zamian za wyniszczenie tych potworów było niewielką ceną.
